Franciszek SMUDA: Trenerzy za takie historie tracą pracę, a kluby spadają z ligi

Autor wpisu: 10 maja 2017 14:55

Ostatnie kolejki mają to do siebie, że zawsze budzą olbrzymie emocje – także, a może przede wszystkim, takowe wywołują sędziowskie pomyłki. To jak najbardziej zrozumiałe, bo tu potknięcia arbitra nie da się już „odrobić”. – Trenerzy za takie historie tracą pracę, kluby spadają z ligi – nie ukrywa irytacji Franciszek Smuda, którego Górnik Łęczna w ostatniej kolejce poniósł najboleśniejsze konsekwencje sędziowskich pomyłek.

– Trudno ochłonąć, bo za dużo się zdarzyło. Aż nie chce mi się myśleć i wspominać, w jakich czasach sędziowie się tak mocno mylili. Staram się od siebie odpędzać takie myśli, ale jak tu siedzieć spokojnie, jeśli dostajesz takie bomby. Jedną, drugą, piątą, szóstą. Jeszcze w Kielcach, w meczu z Koroną te pomyłki co prawda były dla nas kosztowne, ale w sumie tak naprawdę arbiter pomylił się w sposób istotny raz czy dwa. A z Wisłą Płock tych wpadek miał kilka. To po prostu katastrofa. Tyle, że na końcu okazuje się, że nie dla sędziego. Powiedziałem mu: „Wypaczyłeś mecz, bo biegać nie umiesz”. Takie tempo narzuciliśmy, że widocznie nie nadążał. Jak inaczej mam to sobie tłumaczyć? – choć od meczu z Wisłą Płock minęło już kilka dni, Franciszek Smuda nie ukrywa, że wciąż sytuacje z tego spotkania siedzą mu głęboko w głowie.
Górnik Łęczna prowadził 1:0, przegrał 2:3, choć rozegrał świetny mecz, w którym atakował non stop. Na niekorzystny przebieg wpłynęły jednak pomyłki arbitra – Bartosza Frankowskiego. Przede wszystkim pochopnie podyktowany karny dla Wisły Płock na początku spotkania, a potem puszczenie płazem doprowadzenia do upadku w polu karnym trzymanego ewidentnie za koszulkę Gersona.

O kontrowersjach i szalonym meczu w Łęcznej pisaliśmy TUTAJ

– Trenerzy boją się o tym mówić, często wolą przemilczeć, a ja sobie jęzora nie utnę. Też długo starałem się siedzieć cichutko, bo zaognianie atmosfery niczemu nie służy, ale teraz coś we mnie pękło. Nie mam zamiaru dłużej siedzieć cicho, kiedy krzywdzona jest moja drużyna. Przecież ja za nią odpowiadam. Po takim meczu wchodzę do szatni i co mam powiedzieć? Że nic się nie stało? Jak mam tych piłkarzy rozliczać za błędy? Za które błędy? Ich czy arbitra? Przecież ustalam jakąś taktykę, staram się jakoś ułożyć tę drużynę, gramy odważną piłkę na ryzyku. A potem tę cała trenerską robotę to sobie można… Jak ja mam do ryzyka piłkarskiego dokładać jeszcze ryzyko takiego „popisu”, jak z Wisłą Płock, to przestaje to mieć sens! – zauważa Smuda.
I tłumaczy: – Naprawdę nie chodzi mi o sytuacje stykowe. To dla mnie jasne: ktoś tam z kimś się poprzepycha, gdzieś jest jakaś sytuacja na milimetry, kwestia interpretacji – jeden powie tak, drugi inaczej. Zrozumiałe, tak się zdarza, tego się nie wykluczy, nie wyeliminuje nawet przy powtórkach wideo. Człowiek się może w pierwszej chwili wkurzyć, ale za chwilę, gdy o tym pomyśli, to mu przechodzi. No, ale nie wtedy, kiedy to jest tak ewidentne i nagminne! No jak? Rywal ewidentnie ciągnie mojego piłkarza za koszulkę, sędzia nie reaguje. Ja wyskakuję, dopiero wtedy gwiżdże faul. To co, zanim mu nie krzyknąłem, tego nie widział?

Szkoleniowiec oczywiście niesamowicie przeżywał mecz już na ławce trenerskiej, raz po raz eksplodując przy linii bocznej, ale ostatnio w niepokojący sposób sędziowie Lotto Ekstraklasy do takich „eksplozji” zbyt często dają powody. Niedawno za okazywanie nadmiernych emocji na trybuny odsyłany został Nenad Bjelica, ostatnio Kiko Ramirez. O problemach z decyzjami sędziowskimi otwarcie mówił Michał Probierz (Legii się pomaga TUTAJ), po meczu z Zagłębiem Lubin także Jan Urban.

Dlatego Smuda podkreśla szerszy aspekt problemu: – Żeby było jasne – nie tylko mojego zespołu to dotyczy. Tych pomyłek sędziowskich jest w moim odczuciu w ostatnim czasie zatrważająco dużo. Sędziowie niby są profesjonalni, niby dostają za swoje sędziowanie pieniądze, a za często ostatnio zdarza się, że nie wytrzymują ciśnienia. I w gruncie rzeczy żadna krzywda im się nie dzieje. Dostanie mecz zawieszenia? Nie żartujmy… A popatrzmy, jakie są konsekwencje dla piłkarzy, trenerów, klubów. Trenerzy za takie historie tracą pracę, kluby spadają z ligi. Przecież to niesamowicie ciężkie konsekwencje! Co mi z tego, że mnie sędzia potem przeprosi, jak klub leci z ligi i traci ciężkie miliony? Ciężkie miliony! A kto potem temu winien? Trener, oczywiście. Więcej, to jest psucie ligi jako produktu.

Trener Górnika Łęczna zwraca uwagę, że kibice, początkowo niechętni przecież Górnikowi w Lublinie, zaczęli się przekonywać do tej drużyny i do tego, co prezentuje na boisku. Górnik Smudy jest chwalony także przez postronnych ekspertów za widowiskową grę, stawianie na ofensywę. Nieoczekiwanie to właśnie ekipa z Łęcznej stała się gwarancją emocji i padających goli. A na lubelskie trybuny zaczęli przychodzić ludzie. Jesienią, czy jeszcze na początku tego roku, zdarzały się mecze, na których nie udało się zgromadzić nawet dwóch tysięcy. Ostatnio na spotkaniu z Wisłą Kraków było blisko sześć tysięcy, na Wiśle Płock (a więc marce wyjątkowo mało atrakcyjnej) blisko cztery tysiące.
– Przecież my właśnie po to staramy się grać atrakcyjny futbol, by przyciągnąć ludzi na trybuny. Władzom ekstraklasy też na tym zależy, ciągle wszyscy tylko powtarzają, ile to ludzi przyszło na mecze. A oni przychodzą i widzą takie „grawerowanie”. Chcieliśmy widzów na stadionach, a teraz sami ich odstraszamy – gorzko zauważa Smuda.

Nie tak dawno rozmawialiśmy dłużej z Ryszardem Tarasiewiczem (Tarasiewicz o sędziach: zdarzają się rzeczy tak ewidentne, że człowiek zaczyna się zastanawiać, o co chodzi – TUTAJ), który podobnie jak teraz Smuda, bardzo utyskiwał nad poziomem sędziowania, wyliczając kolejne pomyłki, ale także zwracając uwagę na to, że nie tylko sędziowie ekstraklasy powinni przykładać dużą wagę do analizowania meczów ze swoim udziałem. Trener Górnika Łęczna ma bardzo podobne zdanie.
– Od strony szkoleniowej w futbolu analizowanie błędów to podstawa. Po każdym meczu. Błąd może mi się przytrafić i się przytrafia. Ale po to mamy narzędzia do analizy, by zastanowić się, co się stało, jak się stało i z czego to wynikało. Co poprawić, co zmienić. Wszystko po to, by po raz drugi taki sam błąd się już nie przytrafił. Sędziowie powinni robić tak samo. Po każdym meczu. Zobaczyć swój mecz raz, drugi, trzeci. To zrobiłem dobrze, tamto źle. Czy tak robią? Nie wiem, ale mam duże wątpliwości, na własnej skórze czując efekty – mówi Smuda.

Ale to nie jest tak, że tylko narzeka. Szukając na decydujące kolejki wyjścia z sytuacji, ma swoje konkretne przemyślenia:
– Po pierwsze, opieka nad sędziami i ich dobór powinien odbywać się w daleko szerszym gronie niż dzisiaj. Grupa doświadczonych osób z najwyższymi kwalifikacjami, które na bieżąco analizują to, co stało się w poszczególnych meczach, i na bieżąco wskazują sędziom ich pomyłki, ale nie chodzi tylko o karanie czy wytykanie, ale przede wszystkim o naukę i wskazanie najlepszych rozwiązań w danych sytuacjach. Poza tym ja wcale nie uważam, że nie mamy dobrych arbitrów. Jest grupa sędziów, którzy bardzo dobrze radzą sobie z presją, mają odpowiednie kwalifikacje i potrafią dobrze sędziować. Oczywiście, im także zdarzają się błędy, ale generalnie masz do nich zaufanie, nie podważasz ich kompetencji. Człowiek zrobił błąd, ale nie dlatego, że nie umie, tylko dlatego, że zdarzył mu się „wypadek przy pracy”. Tak jak i mnie się może zdarzyć. I ja uważam, że w tych decydujących kolejkach, przynajmniej póki mecze nie są rozgrywane o tej samej godzinie, powinna sędziować właśnie taka grupa wyselekcjonowanych, absolutnie topowych arbitrów. Nawet jeśliby mieli sędziować po dwa mecze w kolejce. Takie jest moje zdanie.

Teraz Górnik Łęczna jedzie na swój kolejny „finał” sezonu, do Gdyni. Oba zespoły są bardzo zdeterminowane, bo przecież Górnik spokojnie mógł mieć w tej chwili trzy punkty więcej i moment oddechu, a nie ma. Z kolei Arka pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego w lidze jeszcze nie wygrała i raptem kilka dni po tak udanym finale Pucharu Polski w Lotto Ekstraklasie spadła do strefy spadkowej.
– My mamy swój skład, mamy swoją taktykę i tego się trzymamy. Tak jak do Wrocławia, tak i do Gdyni nie jedziemy po remis, ale po trzy punkty. Po całą pulę. Nie dopuszczam do siebie myśli, byśmy mieli na jakikolwiek mecz w tej końcówce wyjść z innym nastawieniem.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Górnik Łęczna

  • 19kafar85

    lublińskie?????????????????? nawet google podkreśla to jako błąd!!!!!
    Uwaga Panie Kalita będzie powtórka z podstawówki:
    Lublin – lubelskie;
    Lubin – lubińskie ;

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli