Fińska sauna pana Hämäläinena

Autor wpisu: 16 lutego 2018 23:04

Kasper Hämäläinen całe życie czekał na swój pierwszy hattrick. Aż do piątku wieczorem, gdy zafundował fińską łaźnię drużynie z Wrocławia. – Piłka sama mnie szukała – mówił skromnie „Hama”. Ale mówił prawdę, bo tak było choćby przy trzecim golu. Legia potwierdziła na Łazienkowskiej, że dobrze wykorzystała przerwę zimową. Nowi piłkarze są realnym wzmocnieniem mistrzów Polski, a drużyna jest solidnie przygotowana do sezonu przez Romeo Jozaka.

Eduardo, Antolić, Remy, Philipps – wystarczyło czterech nowych zawodników w podstawowym składzie Legii by jakość piłkarska drużyny poszła mocno w górę. Mogą sobie na Łazienkowskiej pogratulować. I Jozak i Dariusz Mioduski. Tak jak zapowiadano: zimowe okienko transferowe jest na robienie wzmocnień, bo latem – jeśli się chce odegrać jakąś rolę w europejskich pucharach – jest czas tylko na uzupełnienia składu, a nie na budowanie drużyny.
Piąty transfer zimy Legii, Marko Vesović pojawił się na placu gry raptem na 10 minut, ale wygląda na to, że i on nie będzie pomyłką transferową, jakie się – co najmniej dwie – przydarzyły poprzedniej ekipie z Łazienkowskiej. Tomas Necid, a jeszcze bardziej Chima Chukwu – to na lata będzie wyrzut sumienia poprzedniego dyrektora sportowego klubu i poprzedniego zarządu.
Dziś Legia jest silna nowymi transferami, ale też wykorzystaniem potencjału tych, którzy w klubie byli od dawna, ale tak jak teraz nie grali. Dotyczy to zarówno Jarosława Niezgody, jak i Kaspra Hämäläinena.
To już zasługa trenera Romeo Jozaka. Chorwat robi dobrą robotę w Legii i to już jest niezaprzeczalne i niepodważalne. Gdzie są dzisiaj te dziennikarskie kurczaki, które gdakały, że Jozak to trener tylko młodzieży i o dorosłym futbolu pojęcia nie ma? Jakoś ostatnio gdaczą ciszej i na inne tematy.
Hämäläinen mówił nam ostatnio w wywiadzie udzielonym Futbolfejs.pl, że sam czuje jak olbrzymi kredyt zaufania dostał od Jozaka i bardzo nie chciałby go rozczarować. Całość do przeczytania TUTAJ. Fin po raz drugi narobił krzywdy Janowi Urbanowi, bo przecież to ten trener prowadził Lecha Poznań, gdy „Hama” uciekł z poznańskiego klubu.
Akcja Legii skończona pierwszym golem Hämäläinena była bajkowa. Brawa należą się nie tylko Finowi i genialnie asystującemu Eduardo, ale też ojcu chrzestnemu tej bramki Domagojowi Antoliciowi. Chorwat to kawał piłkarza i to widać było także w tej akcji. Nowy pomocnik Legii po każdym oddaniu piłki do partnera natychmiast rusza by wyjść na wolne pole i stworzyć szanse na zagranie kolegom. Niby proste: „daję – idę”, ale Antolić robi to perfekcyjnie.
A co ze Śląskiem?
U Urbana – jak zwykle w tym sezonie – statystyka kontuzjowanych pokazywana na planszy w transmisji NC+ , wygląda jak… rozmieszczenie szpitali polowych. Same czerwone krzyże. Dużo tego. Czy z takim lazaretem można w ogóle skutecznie walczyć o swoją posadę w Śląsku? Czy mecz grany resztami składu z mistrzami Polski i aktualnie najsilniejszym personalnie zespołem w Ekstraklasie, jest jakąkolwiek wykładnią dla warsztatu trenera?
Jeszcze w dniu meczu kibice Legii mieli obawy, czy czasem – jakimś przypadkiem – nie odpali nagle Marcin Robak. Ale Robak nie odpalił, bo… nie mógł. Był kontuzjowany, co skrzętnie do końca w klubie z Wrocławia ukrywano. Ale Robakowi uraz odniesiony w meczu z Cracovią nie pozwolił nawet przyjechać do Warszawy.
W tej sytuacji trener Jan Urban był więc zmuszony – naprawdę zmuszony – żeby wystawić 18-latka – Sebastiana Bergiera, który jeszcze jesienią rywalizował w rozgrywkach juniorów. I chłopak jest jedynym wygranym tego meczu w drużynie z Wrocławia. Miał kapitalną asystę przy bramce dla Śląska, a mógł mieć dwie, gdyby jego kapitalne podanie wykorzystał Kosecki.
„Kosa” przeciwko Legii zagrał po raz pierwszy w życiu. To był trudny dla niego mecz, bo do klubu z Łazienkowskiej ma stosunek emocjonalny. Młody „Kosa” szczerze mówił we Wrocławiu, że Legię ma w sercu, ale nie zadrży mu noga jeśli się zdarzy okazja do strzelenia gola drużynie z Warszawy. I rzeczywiście, jeśli ktokolwiek nastręczał legionistom kłopotów w pierwszej połowie to był to właśnie Kosecki. Ale i on szedł w przerwie meczu z kontuzją. To chyba jakieś fatum wisi nad drużyną ze Śląska…
Gol Picha – po pięknym odegraniu Bergiera – pozwolił piłkarzom Śląska odsunąć od siebie widmo szybkiego ciężkiego nokautu już w pierwszej połowie, bo na to się zanosiło. Odsunął, ale… tylko na chwilę.
To co wyprawiali w 45. minucie meczu Piotr Celeban i Tim Rieder to był kryminał. Mieli piłkę, ale kopali się po czołach, więc zabrał im ją Jarosław Niezgoda, ruszył na bramkarza Jakuba Słowika i bezbłędnie wykonał wyrok.
Z uwagą przyglądałem się grze Kamila Vacka. O jego transfer do Śląska bardzo walczył zarówno Jan Urban, jak i dyrektor sportowy klubu Adam Matysek. Ale oni zapamiętali Vacka w szczytowej formie, jako lidera Piasta. Dziś Czech jest cieniem tamtego piłkarza: bez siły, bez dynamiki, bez jakości. Ktoś go chyba Śląskowi podmienił… Choć statystyki pokazały, że Vacek przebiegł w Warszawie ponad 12 kilometrów. No brawo, choć kiedyś jeszcze oprócz biegania jeszcze grał w piłkę…
A co jeszcze ważnego widać w Legii? To, że sprowadzenie pięciu nowych zawodników zmobilizowało też tych starych. Nie ma luzu, jest konkurencja.
Nareszcie skoncentrowany był Michał Pazdan (brawo za wybicie piłki z linii bramkowej), Broź zaliczył świetną asystę, Jędrzejczyk musiał się napocić, a Kucharczyk się stara. Także Krzysztof Mączyński już wie, że nie jest teraz najważniejszym piłkarzem Legii w drugiej linii. I to jest dla kibiców dobra wiadomość. Nic tak dobrze nie robi drużynie jak prawdziwa konkurencja.
Aha! William Remy tym razem do jakości w defensywie dołożył także udany efektowny jeden drybling (z zagraniem piętką) i próby strzałów z dystansu. Jeszcze nieudane, ale widać, że ten facet „młotek” w nodze ma i kwestią czasu jest jego gol zdobyty z dystansu.
W Poznaniu, Białymstoku i Zabrzu już wiedzą, że w tym sezonie margines błędu – jeśli się chce dogonić Legię w tabeli – niemal nie istnieje.

  • ursynów

    Mecz miał dwa oblicza – pierwsza połowa dobra gra Legii,super Kasper i przyjemnie się to oglądało.Druga połowa ,to zupełnie inny mecz, ale może jestem zbyt wybredny.Gra Legii to nie to samo co jeszcze parę miesięcy temu i zgoda,że Niezgoda to zupełnie inny piłkarz niż ten co przyszedł do Legii z Puław.Mają rację wszyscy ci, którzy mówią i piszą,że te transfery są trafione(ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca),a także ci,którzy dostrzegają rękę Jozaka w grze tej drużyny. Najbliższe 2 tygodnie będą dla Legii bardzo istotne.Wyjazd do Cracovii , a później mecze z Jagą i Lechem na Łazienkowskiej pokażą, czy jest to już drużyna w pełni poukładana, czy jeszcze musi minąć trochę czasu by to osiągnąć.Idzie wiosna,mam nadzieję,że będzie to dla Legii – wiosna udana.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli