ESA 37 zostaje, Boniek zdziwiony…

Autor wpisu: 26 stycznia 2017 14:58

Strzela się do niej z każdej strony, ale nikt nie może dobrze trafić. ESA 37 jednak zostaje na kolejne dwa sezony, choć już kilka razy najważniejsi ludzie w polskiej piłce ogłaszali jej koniec. Ludziom z Ekstraklasy SA udało się przekonać większość klubowych prezesów, że atrakcyjniejszego systemu dla naszej ligi nie ma. Przynajmniej na razie.

Na początku stycznia napisaliśmy, że pogłoski o śmierci ESA 37 są co najmniej przedwczesne. Niby przyszły sezon miał być ostatnim, w którym liga grałaby tym systemem, jednak zwolennicy ESA 37 już od dłuższego czasu zapowiadali, że wcale tak nie będzie, że ESA 37 zostanie na dłużej. Trzeba było tylko przekonać do tego większość klubowych prezesów. Ci co prawda – szczególnie z tych największych klubów – już od dłuższego czasu marudzili na podział na grupy, przeładowany terminarz i przede wszystkim dzielenie punktów, jednak wygląda na to, że ostatecznie minusy nie przesłoniły plusów. Głównym argumentem były oczywiście pieniądze.

Informacja o tym najwyraźniej zaskoczyła prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który już ponad roku temu nie zostawiał na ESA 37 suchej nitki: – Nasza liga jest przeładowana. Nie stać nas na to, żebyśmy grali 37 kolejek w Ekstraklasie. Jesteśmy ubodzy, jeżeli chodzi o terminy. Strefę klimatyczną mamy, jaką mamy, dlatego ESA 37 jest dla nas nie do końca trafionym pomysłem. Musimy poważnie porozmawiać z Ekstraklasą w celu porozumienia. Musimy znaleźć złoty środek (…) Jeżeli mamy ambicje, żeby jeździć na duże piłkarskie imprezy, musimy kończyć rozgrywki ligowe w połowie maja, a przy naszym klimacie gramy do 20 grudnia i wznawiamy rozgrywki w połowie lutego (…)

– Rozwalenie tego systemu byłoby strzałem w kolano. Ani przy powiększeniu ekstraklasy do 18 zespołów, ani tym bardziej przy powrocie do ESA 30 nie ma najmniejszych szans na to, by ligę sprzedać za podobne pieniądze, za jakie sprzedaje się ją dziś. A kluby oczekują, że pieniędzy będzie więcej, a nie mniej. Na dziś tylko system ESA 37 może to zagwarantować. Dzięki niemu mamy wzrost emocji i wzrost frekwencji. Gdy do tego dodamy realizację meczów na bardzo wysokim poziomie, uzyskamy wzór na magnes, który przyciąga pieniądze do klubów – tłumaczyli nam zwolennicy ESA 37. To argumenty, na które prezesi klubów niechętni temu systemowi najwyraźniej nie znaleźli dobrej odpowiedzi.

Alternatywą dla ESA 37 miało być powiększenie ligi do 18 drużyn (bo na powrót do tego, co już było, czyli ESA 30 – 16 zespołów grających każdy z każdym mecz i rewanż w systemie jesień/wiosna – nie było zgody praktycznie nikogo), ale i ta opcja ostatecznie okazała się mieć dla klubów więcej wad niż zalet. Szczególnie tę, że kwota z praw telewizyjnych zostałaby podzielona na dodatkowe dwa podmioty. Po drugie, potrzebna byłaby do tego zmiana statutu PZPN, a tę uchwalić może tylko Zjazd PZPN. No i 18 zespołów w Ekstraklasie oznaczałoby też konieczność zwiększenia liczby mandatów na Zjazd PZPN. O cztery. Dziś ma 32 mandaty, a tak musiałaby mieć 36. Komu zabrać? „Baronom” z okręgów? Nie było na to pomysłu ani osoby, która byłaby zdeterminowana do wprowadzenia takich zmian.
– Dodatkowy mecz w każdej kolejce oznaczałby zwiększenie kosztów produkcji. Mówiąc wprost, trzeba byłoby znaleźć pieniądze na kolejny wóz transmisyjny, który taką produkcję zrobi. Do tego może tak być, że w naszych warunkach to nie byłby mecz Górnik Zabrze – Widzew Łódź, tylko na przykład Bruk-Bet Termalica – Chojniczanka. Z punktu widzenia naszego rynku mecz absolutnie niesprzedawalny – mówił nam niedawno Jacek Bednarz, członek zarządu Ekstraklasy SA.

ESA 37 była i jest krytykowana, ale trudno nie zauważyć, że liga zanotowała w ostatnim czasie wzrost zainteresowania, że dwa kulminacyjne momenty sezonu i to, że praktycznie od samego początku nie ma meczów bez stawki, spowodował wzrost jej jakości. Produkt, w którym tego by zabrakło, byłoby trudniej sprzedać – słyszeliśmy to nie raz i nie dwa. I to w zasadzie przebiło wszystkie inne argumenty.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | PZPN

  • Staszek Anioł

    Czekam na dzień, w którym upadnie wreszcie jeden z największych – jeśli nie największy – mit w polskie piłce ostatnich lat, wyrażony przez Autora w zakończeniu: „praktycznie od samego początku nie ma meczów bez stawki”.

    Nie widzę żadnych sensownych argumentów za poparciem tej powszechnie głoszonej tezy. Żadnych. Jeśli już jakieś są, to w stronę przeciwną, czyli raczej większy odsetek meczów niż kiedyś toczy się o stawkę… mniejszą.

    Dlaczego? Oto moje argumenty:
    1) w około 4/5 meczów sezonu Ekstraklasy gra toczy się de facto o 1,5 punktu,
    2) przy panującej od kilku lat, a zwłaszcza po wprowadzeniu obecnego systemu, ciasnocie w tabeli – szczególnie w środku – przez jakieś 2/3 rundy zasadniczej mało kogo interesuje, czy drużyna X jest na 5., 8., 11. czy 14. miejscu, skoro różnice są niewielkie i wystarczy seria kilku dobrych spotkań, żeby zapewnić sobie utrzymanie po 30. kolejce (można o tym mówić gdzieś najwcześniej koło 22. czy 23. kolejki, jeśli nie później, a co z resztą?),
    3) przy wspomnianej ciasnocie dla wszystkich lub prawie wszystkich drużyn z dolnej „ósemki” gra o wszystko zaczyna się tak naprawdę dopiero w rundzie finałowej,
    4) przynajmniej dwie lub trzy drużyny z grupy A „bimbają” sobie w fazie finałowej tak czy tak,
    5) przeprowadzona kilka miesięcy przez Andrzeja Gomołyska analiza Ekstraklasy w systemie ESA-37 pod kątem liczby i intensywności pojedynków oraz celności podań wskazuje wyraźnie na zapaść tych wskaźników przez co najmniej kilkanaście kolejek w środku sezonu (http://taktycznie.net/2016/08/czy-esa37-zbliza-nas-do-europy.html),
    6) z grupy B i tak – niezależnie przecież od podziału punktów – spada tylko 1/4 drużyn i większości z nich wystarczy wygrać jakieś trzy mecze w rundzie finałowej
    7) gdyby dwie drużyny z dna tabeli wyraźnie odstawały od reszty nawet tuż przed podziałem punktów, o utrzymanie grałyby realnie po 33. kolejce najwyżej trzy lub cztery drużyny – dla pozostałych byłoby to tylko przedłużenie sezonu o kilka spotkań (czyli w zasadzie bez różnicy, czy jest to nowy czy stary system),
    8) ktoś może wskazać, że „Podbeskidzie spadło, bo nie weszło do grupy A” i zleciało z 9. na 16. miejsce – tylko też nie ma to sensu, bo zagrało tak tragicznie, że spadłoby i tak bez podziału punktów i ligi, a taka historia to pewnie raz na 15 lat się przytrafia.

    Natomiast tezę o dwóch momentach kulminacyjnych sezonu trudno podważyć, także mnie, przeciwnikowi obecnego systemu. Niewątpliwie to akurat lepiej się sprzedaje. Problem w tym, że propagandyści z Ekstraklasy SA i niektórzy inny bezmyślni ich admiratorzy (nie mam na myśli oczywiście Autora) powtarzają też bzdury, takie jak rzekomy wzrost frekwencji po wprowadzeniu ESA-37, który nastąpił przecież dopiero… w tym sezonie, czwartym jego obowiązywania.

    • Krzysztof Budka

      ESA 37 – jak wszystko – ma swoje plusy i minusy. O minusach na tym portalu piszemy od ponad roku, bo od ponad roku wydaje nam się, że przeszczep się jednak nie przyjął i eksperyment właśnie dobiega końca. Problem w tym, że prezesi klubów plus prezes PZPN nie mają wypracowanego wspólnego stanowiska – co w zamian. A nawet jeśli pojawiają się nieśmiało jakieś propozycje, natychmiast są gaszone argumentem o kasie. „Tylko system ESA 37 na dziś gwarantuje klubom dochody na takim poziomie, każda zmiana związana będzie ze spadkiem tych dochodów” – czy to argument prawdziwy, nie wiemy. Natomiast jak widać, nad wyraz skuteczny. Tak więc to swoisty paradoks, że coś na co tyle osób narzeka i tyle osób krytykuje, coś co miało być przejściowe – wciąż trwa i końca tego trwania nie widać.
      Pozdrawiamy

    • gryf01

      Może i masz rację, że meczów de facto bez stawki jest sporo. Ale tego z punktu widzenia kibica nie widać. Na początku sezonu każdy chce być wysoko, nikt nie chce liczyć na to, że zacznie wygrywać później. Jak Lech był na dnie tabeli po pięciu kolejkach, to wszyscy zastanawiali się czy się w tym roku utrzyma w lidze. Legii też odbierano wszelkie szanse po kilku porażkach, mimo, że to był dopiero początek sezonu.
      Mnie osobiście podoba się ten system. Jest sporo emocji, dobrze, że grają dużo meczów. Przecież i tak nie mamy siedmiu zespołów w europejskich pucharach, a te co są i tak przeważnie odpadają po jednym dwumeczu. Niech przynajmniej zasuwają w Ekstraklasie. Nawet Legia, mimo że ciągle gra albo w Lidze Europy, albo w Lidze Mistrzów, to jakoś sobie radzi w Ekstraklasie też. Uważam, że to bardzo dobry system.

      • Staszek Anioł

        Tyle że ja akurat tego, że na początku sezonu każdy chce być wysoko, zupełnie nie dostrzegam.
        A co do sytuacji Lecha czy Legii – akurat nowy system niewiele tu zmienia, a jeśli już, to raczej… na korzyść tych zespołów, które przez znaczną część rundy zasadniczej grają kompletne zero. Przy starym, klasycznym systemie mieliby mniej meczów na odrabianie strat, a przede wszystkim te straty byłyby większe – bo przecież nikt ich by nie podzielił. Dywagacje o spadku Lecha wzięły chyba głównie z tego, że nie było o czym mówić i pisać…

        Niestety obecny system ma jedną zasadniczą wadę – podział punktów (po części też wydłużenie sezonu) sprzyja miernocie i bylejactwu. W tym sezonie będzie to być może widoczne jaskrawo na przykładzie Ruchu, który przy utrzymaniu 8 punktów ujemnych o grupie A może raczej pomarzyć, ale już po skasowaniu połowy jego straty po 30. kolejce (o ile w ogóle będzie na 15. lub 16. miejscu!) utrzymanie się nie będzie wielkim wyczynem – tym bardziej, że w rundzie finałowej zdobywa się punkty wyłącznie na bezpośrednich rywalach w walce o uniknięcie spadku. Chyba że Ruch jeszcze bardziej teraz się pogubi, ale to nie zależy już od modelu rozgrywek.

        Pewien efekt psychologiczny walki o górną „ósemkę” jest rzeczywiście. Ale mam nieodparte wrażenie, że zdecydowanie wyraźniejszy u obserwatorów niż u samych zainteresowanych.
        Chociaż nie można wykluczyć, że w ostatnich kolejkach rundy zasadniczej walka będzie bardziej zażarta, bo wszyscy mają w głowie kuriozalny spadek Podbeskidzia, które dokonało niemal niemożliwego – zdobycie 1 na 21 punktów (zresztą po bramce w 94. minucie) w głowie się nie mieści. Z drugiej strony, paradoksalnie, to może niektórych… rozleniwić. Przecież Podbeskidzie było bardzo blisko utrzymania po 30. kolejce, a ostatecznie walka o grupę A nic nie dała. Do tego jeszcze sami dali dobić się psychicznie zamieszaniem z Lechią.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli