EDUARDO: Rozliczenia z trenerem Lewandowskim? Wszystko jak najbardziej ok

Autor wpisu: 7 lutego 2018 18:31

Eduardo da Silva – to nazwisko fanów Legii i polskiej ekstraklasy elektryzuje najbardziej. Były gracz m.in. Arsenalu Londyn, Szachtara Donieck, 64-krotny reprezentant Chorwacji teraz powalczy o mistrzostwo Polski. Zaczyna już w piątek (20.30) w Lubinie, gdzie będzie musiał popsuć humor swojemu świetnemu znajomemu. Ba, człowiekowi… od którego wynajmował mieszkanie! Czyli Mariuszowi Lewandowskiemu.

W środowe popołudnie Eduardo spotkał się na Łazienkowskiej z dziennikarzami i nie omieszkaliśmy go zapytać właśnie o osobę obecnego trener Zagłębia.
– Znamy się bardzo dobrze! – rozpromienił się nowy napastnik Legii. – Graliśmy przecież najpierw w jednym klubie, czyli w Szachtarze, a potem wciąż w tej samej lidze i uważam go przede wszystkim za faceta z charakterem. I między innymi dlatego wiem, że nasz mecz przeciwko Zagłębiu będzie bardzo trudny.
A potem jeszcze nowy piłkarz Legii dorzucił: – Utrzymywaliśmy cały czas kontakt, nawet jak przestaliśmy razem grać. Zresztą przez cztery lata mieszkałem w mieszkaniu wynajętym mi w Doniecku właśnie przez Mariusza.
– No to przed meczem z Zagłębiem żartem można rzucić: a rozliczyliście się jak należy?
– (ze śmiechem) Chyba wszystko ok… Ale mogę dopowiedzieć, że tak naprawdę umawialiśmy się wtedy „na słowo”. Przyjechałem do klubu i od razu pierwszego dnia dostałem klucze z hasłem: „idź, mieszkaj, potem wszystko załatwimy.” Muszę powiedzieć, że Mariusz to niezwykle pozytywna i dobrze postrzegana wtedy w Szachtarze postać. Zostały same dobre wspomnienia. A teraz? Cóż, Mariuszowi życzę w życiu wszystkiego najlepszego, ale… poza najbliższym piątkiem!

Eduardo zdaje się poza boiskiem człowiekiem cichym i spokojnym. Mówi nie podnosząc głosu, jakby nieco speszony zainteresowaniem, jakie wywołuje. Ale też odpowiada na pytania wyczerpująco, nie uciekając od żadnego i nie obruszając się nawet na te – zdawać by się mogło – dla niego niespecjalnie wygodne czy miłe.
Oto co powiedział na pierwszym medialnym spotkaniu przy Łazienkowskiej.

O przyjściu do Legii i celach zespołu:
Jestem szczęśliwy, że znalazłem się w tak wielkim klubie jak Legia. Wiem, jakie są oczekiwania wobec niej w Polsce. Jednak trzeba pamiętać, że ja grałem już w kilku wielkich klubach, gdzie było ogromne ciśnienie oczekiwań, więc dla mnie to nic niezwykłego. Teraz nie mogę się doczekać momentu, gdy wyjdę na boisko. Chcę walczyć tu o mistrzostwo, o Puchar Polski. To mój cel, ważniejszy od wszelkich osiągnięć indywidualnych. Tym niemniej jestem po to, bym decydował o wynikach meczów, wiem o tym i na tyle dobrze się czuję, że uważam, iż jestem w stanie to zrobić.

O trenerze Romeo Jozaku:
Nie musiał mnie specjalnie motywować do przyjęcia oferty Legii. Moim zamiarem jest zostać w Europie na stałe, tu mieć dom, tu zajmować się futbolem, także po zakończeniu kariery piłkarskiej. Fakt, spotkaliśmy się z trenerem Jozakiem w Chorwacji. Wypiliśmy kawę, porozmawialiśmy. Trener wspomniał o projekcie, który mi się bardzo spodobał. O pomyśle na Legię, na mistrzostwo, potem na Ligę Mistrzów. Okazało się, że myślimy bardzo podobnie. Na dodatek Polska jest przecież blisko Chorwacji, więc wszystko się fajnie poskładało.

Czy Romeo Jozak i Arsene Wenger mają jakieś wspólne cechy?
Trudno porównywać. Z Arsene’em Wengerem pracowałem blisko 10 lat temu, a przez ten czas futbol zmienił się znacząco. Inna jest piłka, inne są metody. Jeśli miałbym się czegokolwiek doszukiwać, to trener Jozak stara nam się wpoić, by grać jak najwięcej piłką po ziemi, wymieniać więcej podań, mieć więcej posiadania. To jest jakieś podobieństwo.

O powrocie z Brazylii do Europy i sportowej emeryturze:
Być może wrażenie jest takie, że jak się gra w Brazylii (Eduardo ostatnio występował w Atletico Paranaense – red.) to jest spacerek i ferie. A to nie tak, bo mistrzostwa Brazylii są bardzo długie, trudne i wyczerpujące. Więc jeśli ktoś myśli, że pojechałem do Brazylii odpoczywać, jest w błędzie. Drużyny grają po 70, 80 spotkań. Cały czas piłkarze są w ruchu, nikt nie leży do góry brzuchem!
Mogę grać jeszcze rok, dwa, a może i pięć. Czuję się dobrze, jestem dobrze przygotowany. Nie ma podstaw, by sądzić, że coś będzie ze mną nie tak. W Europie spędziłem połowę mojego życia, więc czuję się tutaj bardzo dobrze. Natomiast gdy mnie pytacie o emeryturę, to na pewno nie w Warszawie jest na nią miejsce. Słyszałem o wygodniejszych – na Bliskim czy Daleki Wschodzie, z całym szacunkiem dla tych regionów. Przychodząc do Legii, jestem przede wszystkim bardzo zmotywowany. Zależy mi na tytule mistrza, to ważne dla drużyny, ale i dla mnie osobiście. A gdybym chciał sobie odpocząć, dawno już zakończyłbym karierę.

O presji oczekiwań:
Wiem, że oczekiwania wobec mnie są duże i nic w tym złego. Chciałbym zostawić tu po sobie jakiś ślad. Mam nadzieję, że przy moim doświadczeniu wielu młodszych piłkarzy czegoś się ode mnie nauczy. Choć z drugiej strony i ja chcę się nadal uczyć, bo wiem, że gra w każdym nowym miejscu uczy czegoś nowego. To ważne. A krytyka? Każdy, kto przychodzi na mecz, czy ogląda go w telewizji, ma prawo krytykować. Jest na boisku jedenastu piłkarzy i każdy może być przedmiotem krytyki bądź zachwytu.

O Jarku Niezgodzie:
Na razie niektórych rzeczy to ja mógłby się uczyć od Jarka, bo on gra w tej lidze już jakiś czas i zna jej realia. Ale oczywiście – z czasem – mam nadzieję, że to będzie korzyść obopólna. Plus zdrowa rywalizacja i problem dla trenera… kogo wystawiać! Gdyby ode mnie zależało (tu Eduardo uśmiecha się od ucha do ucha – red.), mógłbym wystawiać i wszystkich napastników, by więcej goli strzelali. Ale wiemy, że piłka ma swoje reguły i taktykę. Zostawmy ją trenerowi.

O koszmarnej kontuzji, o którą wszyscy go wciąż pytają:
Zatrzymało to moją karierę, to oczywiste. Tym bardziej, że zdarzyło się to w bardzo dobrym dla mnie momencie. Cztery miesiące przed mistrzostwami Europy, gdy grałem regularnie w Arsenalu. Jestem szczęśliwy, że po tym wszystkim mogłem wrócić do piłki, że mogłem zagrać jeszcze wiele dobrych meczów – czy to w Arsenalu, czy w Szachtarze, czy w reprezentacji. Wbrew temu, co niektórzy wieszczyli. Bo było wiele niepochlebnych opinii – jak coś mi się udawało, to podobno miałem szczęście, jak się nie udawało – to wina kontuzji. Zdarzały się momenty, gdy było ciężko. Szczególnie media chorwackie zaczęły patrzeć na elementy, których wcześniej w mojej grze nie zauważały. Wytykano mi błędy, których przed kontuzją nikt by mi nie wytknął. Słyszałem, że nie jestem już ten sam, że moja noga nie jest taka sama. Uodporniło mnie to na pewne zachowania i komentarze. Jestem spokojniejszy i na wiele rzeczy spoglądam dziś chłodno. Przestały mnie ruszać takie opinie.

O ostrej grze rywali:
Jestem przyzwyczajony do tego, że tak się gra przeciwko mnie. Tak było i w Arsenalu, i w Szachtarze, tak będzie w Legii. Oczywiste, że drużyny słabsze są bardzo zmotywowane, rywalizując z teoretycznie mocniejszymi zespołami, i takich piłkarzy jak ja traktują ostro. Jestem do tego przyzwyczajony, w jakimś sensie to normalne.

O nauce języka polskiego:
Poprosiłem w klubie o nauczyciela języka polskiego. Po treningach będę miał godzinne zajęcia. Chodzi oczywiście o sprawy najłatwiejsze – by przystosować się do klubu, do chłopaków, do Warszawy. Kłopotem może tylko być, że te wszystkie języki zaczynają mi się już mieszać. Moim językiem rodzinnym jest portugalskim, biegle mówię po chorwacku, nauczyłem się rosyjskiego, znam angielski. Słowa zaczynają na siebie nachodzić.

O najlepszych piłkarzach, jakich spotkał w karierze:
Z Luką Modriciem graliśmy od juniora przez wszystkie kategorie wiekowe. Po pierwsze to fajny człowiek, postać. Po drugie – fenomenalne jest to, jak przy takiej posturze potrafi walczyć i utrzymywać się przy piłce. To mi niesamowicie imponuje. Drugi piłkarz to Cesc Fabregas – z czasów, gdy graliśmy razem w Arsenalu. Oczywiście, można powiedzieć, że wtedy drużyna nie odnosiła wielkich sukcesów, co czasami sprawia, że i piłkarzowi trudno błysnąć. Jednak dla mnie był to w tamtym okresie jeden z najlepszych pomocników na świecie.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli