Dzwonię do pana w bardzo nietypowej sprawie…

Autor wpisu: 10 maja 2016 23:48

Głupia sprawa z tym Podbeskidziem, co? Zespół, który był już w górnej „ósemce” i spadek miał mu nie grozić, właśnie zwalił się z Ekstraklasy dostając pięć goli w Łęcznej. Podbeskidzie w grupie mistrzowskiej było krótko, niecałe dwa dni i spadło z niej w wyniku… zakulisowej rozgrywki telefonicznej.

Po kilku tygodniach od tamtych wydarzeń okazało się, że Podbeskidzie przebiło dno i poleciało dalej. Na sam dół – do pierwszej ligi.
Jeszcze niedawno Zbigniew Boniek chwalił się – a jego klakierzy medialni podbijali mu bębenek – jak to szybko i sprawnie PZPN załatwił kwestię skargi Lechii do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl. Szast-prast i pozamiatane! Szkoda, że pod dywan…
Pamiętacie tę „kozacką” akcję? Zanim Trybunał Arbitrażowy podjął decyzję, czy punkt Lechii ma być oddany, czy zabrany, odbyła się rozmowa telefoniczna Zbigniewa Bońka z prezesem Lechii Adamem Mandziarą. Po niej klub z Gdańska wycofał z Trybunału swój wniosek. Najpierw walczył jak lew przez dwa miesiące, żeby punkt odzyskać, po czym nagle… zmienił zdanie.
Poznanie treści tamtej rozmowy telefonicznej byłoby dzisiaj bardzo interesujące. Pewnie zaczynała się tak: „Dzwonię do pana w bardzo nietypowej sprawie…” (Swoją drogą to ciekawe, że do dziś nie dowiedzieliśmy się, dlaczego na pisemne uzasadnienie Licencyjnej Komisji Odwoławczej trzeba było czekać 46 dni i jakie zostały za to wyciągnięte konsekwencje, wobec kogo, czyja była odpowiedzialność oraz kto i jaką poniósł karę).
Kto mógł wiedzieć, że po tamtej huśtawce pomiędzy grupą mistrzowską a spadkową Podbeskidzie nie podniesie się z tej traumy. Teoretycznie wszystko jest zgodnie z literą prawa. Nikt nie może się przyczepić.
Ktoś powie, że Podbeskidzie samo sobie winne, bo grało beznadziejnie w rundzie finałowej. I też będzie miał rację. Piłkarzy i trenera Roberta Podolińskiego nic nie usprawiedliwia.
W Łęcznej zawodnicy z Bielska wyglądali jak sparaliżowani strachem. Ba! Nie tylko wyglądali. Oni sparaliżowani byli. We wtorek wieczór to był zespół, który momentami wyglądał jak grupa młodzieży wyciągnięta z zajęć gimnastyki korekcyjnej. Każde zagranie tym chłopakom sprawiało kłopot. Wyglądali na ludzi, którzy bardzo chcą, ale im bardziej chcą, tym mniej mogą. Nawet Adam Mója – który przecież przez cały sezon był najsolidniejszym piłkarzem „Górali” – potrafił tak schrzanić rzut rożny, że ręce opadały.
Podbeskidzie spadło. Ale okoliczności są takie, że nadawałoby się to nawet na film. Z tym, że może nie na „Piłkarski poker 2”, a raczej na coś w sycylijskich klimatach. To by się oglądało!
W starym kawale było tak, że portfel się znalazł, ale niesmak pozostał. Po meczu w Łęcznej jest i niesmak, a i portfel się nie odnalazł.
Nie wiem, czy z rozwiązaniem kwestii ujemnego punktu pan Zbyszek z PZPN nadal tak dobrze się czuje, jak te kilka tygodni temu, kiedy wołał: „O! Tak to poukładaliśmy!”. Powód do dumy zrobił się troszkę mniejszy, prawda? Dziś nikt cmokał z zachwytu nie będzie… No, może jeden dyżurny kłamca medialny, który zawsze w gotowości czeka na drugim końcu telefonu, by robić ludziom wodę z mózgu. Ale ocen funkcjonariuszy na usługach brać pod uwagę nie ma sensu.
Ciekawe też jak się w tej sytuacji czuje prezes Lechii…
Zadymy wielkiej z tamtego dzwonienia nie będzie, bo kogo obchodzi Podbeskidzie. Prezes PZPN ma ten komfort, że „kozacka” akcja z uprzedzeniem orzeczenia Trybunału nie dotyczyła np. Lecha Poznań, który przecież też do końca walczył o awans do górnej „ósemki” i był w tabeli w tych okolicach co Lechia, Podbeskidzie i Ruch.
Widzieliście na trybunach w Łęcznej tych kilku smutnych seniorów z Bielska w góralskich kapeluszach? Nie wyglądali na takich, którzy pójdą z pochodniami i racami pod PZPN na Bitwy Warszawskiej. Tak jak to w 1993 roku chodzili kibice Legii. Czy dzisiaj np. z Lechem też tak gładko poszło jak z Podbeskidziem? Śmiem wątpić.
Co teraz? Proponuję panu prezesowi Bońkowi wycieczkę do Bielska. W najbliższą sobotę o 15.30 jest doskonała okazja. Ostatni mecz Podbeskidzia w Ekstraklasie (z Wisłą Kraków). Świetny moment do promocji hasła: „Łączy nas piłka”. W Bielsku na pewno zostanie przyjęte z aplauzem i harcerskim zachwytem na twarzach.
A jeśli komuś hasło: „Łączy…” skojarzy się z – nie daj Boże –  połączeniem telefonicznym? Nie przejmować się! Zbagatelizować jak zwykle i użyć hasła-wytrycha: polska piłka ma poważniejsze problemy!

 

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli