Dźwigała musiał być w ciężkim szoku

Autor wpisu: 9 października 2018 10:55

Trenera można zwolnić zawsze. A już szczególnie po porażce. I to wówczas, gdy aspiracje w klubie są dużo wyższe od osiąganych rezultatów. Dariusza Dźwigałę spotkałem na kilka dni przed zwolnieniem. Przekonywał mnie, że pracuje w stabilnym klubie, gdzie ludzie mają cierpliwość i dają trenerom popracować. Całkowicie w to wierzył. Gdy przeczytałem, że został zwolniony, byłem w szoku. Zrobiło mi się go zwyczajnie po ludzku żal.

Jest niedziela 30 września. Dariusz Dźwigała bierze udział w imprezie charytatywnej. Prowadzi w Warszawie reprezentację sportowców Orlenu, sponsora Wisły Płock. W składzie ma wielu znakomitych lekkoatletów, kilku zawodników Wisły z Damianem Rasakiem na czele. Ale i tak futbolowym odkryciem spotkania  jest… Paweł Fajdek. Specjalista od rzutu młotem waży 120 kilo, ale przyśpieszenie, dynamikę i koordynację ruchową ma imponującą. Wszyscy są pod wrażeniem jego rajdów przy linii bocznej, prowadzonych w stylu „TurboGrosika”.
Sportowcy Orlenu wygrywają mecz, odbywa się charytatywna aukcja, wszyscy się dobrze bawią.
Dariusz Dźwigała też. Raptem półtorej doby wcześniej, jego Wisła Płock pokonała u siebie 1:0 wicelidera tabeli Lechię Gdańsk. Wygrała dosyć niespodziewanie, po golu Karola Angielskiego. Niespodziewanie, bo przecież Lechia Piotra Stokowca to rewelacja tego sezonu, a Wisła źle zaczęła te rozgrywki. Dźwigała po tym zwycięstwie z Lechią trochę odetchnął. Wydaje mu się, że na jakiś czas oddalił widmo zwolnienia z klubu. W przyszłość patrzy z optymizmem, nie wie, że nie przetrwa w Płocku już nawet tygodnia. Znamy się od wielu lat. Rozmawiamy na meczu charytatywnym prywatnie.
Dźwigała chwali klub, dyrektora sportowego, prezesa.
– Wiesz, miałem stabilną pracę w PZPN z reprezentacją Polski U-19, ale gdy zaproponowano mi pracę w Wiśle Płock to odebrałem to jako wielką szansę, jak wyzwanie – mówi Dźwigała.
– No i kasa większa w klubie niż związku – lekko go prowokuję.
– Nie, to nie o kasę chodziło. Gdybym z innego klubu dostał propozycję, to bym się wahał, bo wiesz jak jest, czasem przegrasz dwa mecze i cię nie ma. Ale w Płocku działają inaczej. Mają plan długoterminowy, mają cierpliwość, dają szansę trenerom. Myśmy źle ten sezon zaczęli, ale widzę postęp, gramy lepiej. Potrzeba trochę czasu – mówił Dźwigała przekonany do pełnego zaufania do swojej osoby w płockim klubie.
Przytaczam tę prywatną rozmowę, bo sam byłem w szoku, gdy zobaczyłem, że Wisła jednak – kilka dni później – zwolniła Dźwigałę. Byłem w szoku, bo dawno nie słyszałem, żeby ktoś (a już szczególnie trener) mówił z takim przekonaniem o swoim miejscu pracy, że czuje się w nim bezpiecznie, że ma plany i… za chwilę został zwolniony. To w jakim szoku musiał być w takim razie sam Dźwigała?
Tego lata z klubu odszedł Jerzy Brzęczek na dosłownie dni przed rozpoczęciem sezonu. Czyli klub – mający przecież opinię stabilnego – zrobił powtórkę z ubiegłego sezonu, gdy w wyniku konfliktu z Dominikiem Furmanem, Wisłę musiał opuścić trener Marcin Kaczmarek. Wtedy w roli „strażaka” wystąpił Brzęczek. Pożar z lipca 2018 gasił Dźwigała.
Warto pamiętać, że Wisła Jerzego Brzęczka też nie zaczęła sezonu rewelacyjnie. Furorę w lidze zrobiła dopiero wiosną, szczególnie imponując formą na finiszu rozgrywek. Jesienią drużyna grała tak, że gdyby w Płocku byli mniej cierpliwi, to trener Brzęczek nie doczekałby do końca sezonu, a w konsekwencji pewnie nie zostałby selekcjonerem reprezentacji Polski. Wisła pod wodzą Dariusza Dźwigały znalazła się na 13. miejscu w w tabeli. Zdobyła w tym sezonie 10 punktów w 11 meczach. Mało. Szczególnie, że apetyty w Płocku, po ostatnim sezonie bardzo się zwiększyły. Drużyna Jerzego Brzęczka otarła się o puchary i gdyby nie jeden błąd sędziowski na finiszu rozgrywek, Wisła zagrałaby w eliminacjach Ligi Europy.

Dwa jaśniejsze punkty w karierze Dariusza Dźwigały w Płocku, to wygrane z dwoma najsilniejszymi drużynami Ekstraklasy: 1:0 z Lechią u siebie i zdemolowanie aż 4:1 Legii na Łazienkowskiej. Do utrzymania posady nie wystarczyło. Dźwigałę pogrążył mecz z Pogonią w Szczecinie, gdzie zawodnicy z Płocka fatalnie grali w defensywie (w ofensywie też nie było lepiej), dostali aż 4 bramki, a symbolem porażki był wywracający się –  przy próbie podania – na cztery litery, Dominik Furman. Źle to wszystko w Szczecinie wyglądało. Jeśli zarząd klubu potrzebował mocnego argumentu za zwolnieniem Dźwigały, to taka porażka była tym argumentem.
A że akurat po 11. kolejce przypadała przerwa w rozgrywkach Ekstraklasy, był dodatkowy czynnik by zmiany dokonać właśnie teraz.
A jednak, trudno nie uwierzyć w to co mówił Dźwigała, o tym, że obecna pozycja w tabeli jest konsekwencją kiepskiego początku sezonu, gdy trener dopiero poznawał zespół. Dodajmy, że był to zespół, którego sam nie przygotowywał do sezonu. Odejście Brzęczka do PZPN (klub prawdopodobnie dostał od związku rekompensatę finansową, ale jej wysokości nigdy publicznie nie ujawniono) musiało uderzyć w morale drużyny. Mimo wzmocnień odejście z Wisły Jose Kante oraz obecnego reprezentanta Arkadiusza Recy, też swoje zrobiło. Początek Dźwigały był kiepski, ale drużyna – poza wpadką w Szczecinie – stabilizowała formę. Jak napisał o zwolnieniu jeden z kibiców na Twitterze: „Dwie porażki w ostatnich siedmiu meczach i rekordowa wygrana przy Łazienkowskiej. Patrząc tylko na liczby to zaskakująca decyzja”.
A jednak w przypadku zwolnienia trenera Dźwigały, chyba nie tylko o liczby chodziło. Czytając wpis na Twitterze dyrektora sportowego Wisły Łukasza Masłowskiego trudno nie odnieść wrażenia, że sam uważa iż zatrudniając Dźwigałę, popełnił błąd.

Czy to zdanie nie brzmi jak opinia: z  innym trenerem ta drużyna musi grać lepiej?
A to zdanie człowieka istotnego w klubie z Płocka, architekta sukcesów Wisły. Kogoś, kto zbudował podstawy do sukcesów drużyny Brzęczka. Kogoś, kogo wskazuje się jako przykład dyrektora sportowego, który ma nosa do transferów, do dobrych trenerów. Kogoś kto mądrze wydaje klubowe pieniądze.
Aż tak bardzo się pomylił zatrudniając Dźwigałę? Głowa Masłowskiego nie jest potrzebna. On akurat robi dobrą robotę w klubie. To niepotrzebna szarża. Skąd zatem ta nerwowość?
Znający klimaty w Płocku wskazują jeszcze jeden czynnik, który mógł wpłynąć na decyzje o zwolnieniu Dźwigały. Przed wyborami – a zbliżają się właśnie wybory samorządowe – zawsze jest nerwowo. Potrzeba sukcesów jest większa niż kiedykolwiek. A cierpliwość? Cierpliwość mniejsza.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Wisła Płock

  • smutas

    Ja rozumiem,że redaktorowi jest żal trenera,ale żeby w związku ze zwolnieniem Dźwigały,być w szoku. Takie życie, nie tylko w piłce,ten kto rządzi,ten może zrobić wszystko. Wisła Płock ani mnie ziębi, ani też grzeje. To taki fajny klub z pięknego miasta nad Wisłą. Tam piłka ręczna jest na pierwszym planie, ta kopana nie zawsze jest w łasce.Słowa Masłowskiego to taki dyplomatyczny chwyt, a ponieważ w tym kraju dyplomacja zeszła na psy, są one po prostu śmieszne. Pisze pan,że zbliżają się wybory i w związku z tym, komuś puściły nerwy. To śmiała teza, ale ja się pod nią podpisuję. Oby tylko po zatrudnieniu innego trenera , komuś w Wiśle Płock za parę miesięcy nie puściło coś innego. A tak po ludzku, to szkoda Pana Darka (oczywiście chodzi mi o Dźwigałę )

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli