DZIEKANOWSKI: Legia czuje się czasem jak Real. A to jest bardzo złe podejście

Autor wpisu: 6 maja 2017 12:42

O Koronie i jej trenerze Macieju Bartoszku, ale też o Legii, Vadisie Odjidji-Ofoe oraz o finiszu rozgrywek ekstraklasy rozmawiamy z Dariuszem Dziekanowskim, jedną z legend warszawskiego klubu. – Nie można zbyt długo żyć dobrym meczem przeciwko Realowi, nie można zbyt długo wspominać wygranej ze Sportingiem. Trzeba zejść na ziemię i zdać sobie sprawę, że bez determinacji daleko nie zajedziemy. Jeśli Legia nie zdobędzie tytułu, to opowieści, że zebrała cenne lekcje w Lidze Mistrzów będziemy mogli włożyć między bajki. Raczej wyjdzie na to, że te występy zepsuły piłkarzy mentalnie – mówi  były reprezentantem Polski.

FUTBOLFEJS.PL: Zgodzi się pan z tym, że z drużyn grupy mistrzowskiej największą determinację  wykazuje zespół, który na tytuł mistrzowski nie ma szans, czyli Korona?
DARIUSZ DZIEKANOWSKI: Coś w tym jest. To drużyna, która w każdej części boiska gra agresywnie. Biorąc pod uwagę umiejętności i potencjał zawodników,  gra bardzo dobry futbol, wymienia wiele podań na jeden kontakt, jest ruch, piłkarze cały czas biegają, nie ma przestojów. Celem Korony jest zdobywanie bramek, a nie przetrzymywanie piłki. Miło się ogląda takie zaangażowanie w zespole, który nie ma szans na tytuł.

Po kwadransie piątkowego meczu z Jagiellonią przyszło mi do głowy pytanie: ile oni wytrzymają w takim tempie? Wytrzymali 90 minut. I tak jest prawie w każdym spotkaniu, odkąd trenerem jest Maciej Bartoszek. Czyli jednak można?
Czasem po słabszym meczu którejś z drużyn z czołówki zaczynamy dorabiać różne teorie na temat przyczyn takiego występu. Że może zespół został źle przygotowany do rundy, do sezonu. A moim zdaniem zazwyczaj chodzi po prostu o odpowiednie mentalne nastawienie zawodników. Bo jeden mecz w tygodniu nie powinien  być wielkim problemem od strony fizycznej dla profesjonalnego piłkarza.  Tym bardziej, że w ekstraklasie nie ma takiego tempa jak w innych ligach – w Anglii czy Niemczech. U nas niestety takie spotkanie, w którym obie drużyny biegają przez 90 minut, wciąż rzuca się w oczy, to jest coś niezwykłego. Tutaj rzadko drużyny grają pressingiem, rzadko piłkarze tak blisko podchodzą do rywali, raczej kryje się na radar.

Jagiellonia w Kielcach, czyli trafiła kosa na kosę

Takim pressingiem grała Legia za Stanisława Czerczesowa.
Właśnie. Był pressing, była kontaktowa gra. Legia nie przyglądała się, tylko wymuszała błędy i stwarzała sytuacje. To kwestia filozofii trenera i wypracowania tego na treningu.

Wracając do Bartoszka. Pan nie jest zwolennikiem trenerów, którzy zbyt ekspresyjnie zachowują się przy ławce, przy linii bocznej, ale w tym przypadku wygląda, że to działa.
Bartoszek jest pozytywny w swoich reakcjach, jest aktywny, zachęca piłkarzy do wysiłku, a nie krytykuje ich. Sięga po rezerwy, które w nich drzemią. Jeśli trener w ciebie wierzy i ty to widzisz i czujesz, to też zaczynasz wierzyć i dawać z siebie więcej. Inaczej jest, gdy trener kręci głową, jeśli zrobisz coś nie tak. Czasem trenerzy gestykulują pod publikę, ale w sposób negatywny, czyli na zasadzie: co on zrobił? Nie tego chciałem. To jest zachowanie destrukcyjne. Tak samo jest, gdy na boisku patrzysz na kolegę z drużyny, a on cie krytykuje za złe zagranie, rozkłada ręce.

Pan to mówi, a ja widzę przed oczami Vadisa Odjidję-Ofoe… 
Ogólna reguła jest taka, że żaden zawodnik nie może być ponad drużyną. Odjidja jest gwiazdą, ale to nie jest Leo Messi. Ważne jest, gdy gwiazda czuje się dobrze w zespole i zespół czuje się dobrze z gwiazdą. A jest tak wtedy, gdy gwiazda gra dla drużyny, a nie pod siebie. Jeśli masz w zespole kozaka, który wygrywa ci mecze, to chcesz na niego pracować, biegać.  Bo wiesz, że jeśli on zachowa siły, to będzie w stanie coś zrobić w kluczowym momencie. Nie karciłbym zawodników, że robią na boisku o jeden czy dwa dryblingi za dużo, dopóki robią to, żeby pomóc zespołowi, zyskać przestrzeń, przebić się przez podwójne zasieki rywala. Piłkarz, który potrafi wygrywać pojedynki, jest bardzo cenny, ale pod warunkiem, że jest pożyteczny, a nie wtedy, gdy ma w nosie kolegów. Ale to zespół i trener wyczuwają.

Vadis obserwowany przez Trabzonspor

Vadis zaczął grać pod siebie w Legii? Bo ja mam czasem wrażenie, że gra tak, jakby wiedział, że obserwują go różni agenci i chciał się pokazać.
Być może jest jakiś problem. I to jest rola trenera, żeby nad tym zapanować, bo nie jest to korzystne ani dla takiego zawodnika, ani dla drużyny. A jeśli myśli o tym, żeby się pokazać skautom, to też nie jest dobre, bo zawodnika obserwuje się pod kątem przydatności do drużyny. Ale moim zdaniem największym problemem Legii nie jest Odjidja-Ofoe.

A co?
To, że brakuje jej radości w grze, zwłaszcza w meczach u siebie. Uważam, że kilku zawodników nie jest skoncentrowanych w stu procentach na grze. Te remisy czy porażki nie biorą się stąd, że Legia miała pecha, bo stworzyła 10 sytuacji i nic nie chciało wpaść, bo były trzy słupki, albo sędzia nie zauważył dwóch karnych. W meczu z Wisłą Legia nie miała wielkiej przewagi. A biorąc pod uwagę potencjał, wydane pieniądze na transfery, nie powinna sobie pozwalać na takie wpadki jak z Ruchem, Termaliką, Koroną, czy nawet Wisłą. Niedopuszczalne jest, by taki zespół nie wygrał czterech spotkań z sześciu na własnym stadionie w tym roku. Zobaczmy, co się dzieje w Bayernie Monachium – mimo zdobycia mistrzostwa jest awantura, bo odpadli z Ligi Mistrzów, przegrali w Pucharze Niemiec.

Ale co to ma wspólnego z Legią?
Jeśli Legię stać było na to, by zremisować z Realem Madryt, wygrać ze Sportingiem i wyjść z grupy Ligi Mistrzów, następnie rywalizować z Ajaksem, a potem przegrywa z Ruchem, remisuje z Termaliką, to coś jest nie tak i trzeba się nad tym jak najszybciej pochylić.

Jesienią Vadis czy Radović mieli komu podawać do przodu – był Nikolić, był Prijović. 
I obaj mieli kontrakty z Legią, które miały obowiązywać jeszcze przez dłuższy czas. Legia ich sprzedała i nie zastąpiła zawodnikami podobnej klasy. To był błąd, Legia zrobiła złe ruchu transferowe. Mimo wszystko stać ją na dużo więcej nawet bez Nikolicia i Prijovicia, gdyby tylko grała z większym zaangażowaniem. Niestety, czasem po takich dobrych meczach w Lidze Mistrzów jest ryzyko, że piłkarze czują się za dobrze, zbyt pewnie i to utrudnia im mobilizację w meczach w ekstraklasie. Zaczyna się tworzyć towarzystwo wzajemnej adoracji, a tu trzeba walczyć, trzeba wyzwolić w sobie głód kolejnego sukcesu.

Wojciech KOWALCZYK: Nie wiem, czy Legia nie będzie szukała dobrego napastnika kilkanaście lat

Po meczach z Realem piłkarze Legii mówili, że będą mieli co opowiadać wnukom. Czyżby już zaczęli się mościć w fotelach przy kominku? 
Legioniści w ten sposób chcą wspominać spotkania na Santiago Bernabeu, a być może dla piłkarzy Termaliki takim marzeniem był remis na Łazienkowskiej w Warszawie? Udało im się to, bo Legia czuje się w spotkaniach z Niecieczą jak Real. A to jest bardzo złe podejście.

Pep Guardiola, gdy był trenerem Bayernu, po zdobyciu mistrzostwa kilka kolejek przed końcem sezonu Bundesligi, gdy wdało się rozluźnienie, powiedział piłkarzom: „Nie możemy czuć się bogami, nie jesteśmy bogami, musimy biegać”.
I to jest znakomity przekaz, ponieważ stan, w którym w drużynie jest zbyt dobrze, bywa niebezpieczny. Zarządzanie sukcesem jest bardzo trudne. Nie można zbyt długo żyć dobrym meczem przeciwko Realowi, nie można zbyt długo wspominać wygranej ze Sportingiem. Trzeba zejść na ziemię i zdać sobie sprawę, że bez determinacji daleko nie zajedziemy.

Na łamach „Przeglądu Sportowego” mówił pan ciepło o grze Lecha i trenerze Nenadzie Bjelicy. Zmienił pan zdanie po finale Pucharu Polski?
Niespecjalnie. Lech powinien ten mecz wygrać, miał co najmniej dwie stuprocentowe okazje. Ale być może prawdą jest, że piłkarze Kolejorza przed tym meczem patrzyli w lustro i widzieli się już w jednej koronie, co ich zgubiło. Chcieli wygrać na stojąco. Nie zmieniam jednak zdania, że Lech przez większość sezonu jest najrówniej i najefektowniej grającą drużyną w ekstraklasie.

W czołówce ligi od dawna jest ciasno i robi się coraz ciaśniej…
I najlepsze w tym jest to, że o mistrzowie będą rozstrzygać bezpośrednie spotkania między tymi czterema zespołami.

I kto wygra?
Uważam, że mimo wszystko Legia. Mam nadzieję, że w tych najważniejszych spotkaniach będzie potrafiła zagrać na sto procent, bo potencjał ma największy. Jeśli Legia nie zdobędzie tytułu, to opowieści, że zebrała cenne lekcje w Lidze Mistrzów, będziemy mogli włożyć między bajki. Raczej wyjdzie na to, że te występy zepsuły piłkarzy mentalnie.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

  • znużony

    Często się nie zgadzam z Dziekanem ale tym razem zgadzam się w całości. Czy Magiera potrafi nakłonić takiego Vadisa żeby grał dla zespołu? Jak patrzę na grę Legii i porównuję ją z zapowiedziami Magiery to widzę że zespół go nie słucha. Na bank nie kazał im grać tak wolno i bez jaj, jak to robią.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli