Dylematy prezydenta Krakowa: jak skośnookiemu spojrzeć prosto w oczy?

Autor wpisu: 23 grudnia 2018 16:20

Czas jest bożonarodzeniowy, więc nie dziwi, że tu i ówdzie pojawiają się szopki. Jedna z największych od pewnego czasu dzieję się wokół Wisły Kraków. Sytuacja z potencjalnymi sponsorami klubu została już obśmiana na tysiąc sposobów, więc nie będziemy się tutaj powtarzać. Przy całej akcji sprowadzenia inwestorów do klubu popełniono wiele błędów i niezręczności. I kiedy wydawało się, że wszystko już w tej całej akcji widzieliśmy, nagle w szopce postanowił zagrać… prezydent Krakowa. Niestety, nie w roli któregoś z trzech mędrców. Raczej w roli, jaką opisuje ten fragment znanej kolędy: „pasterze śpiewają, bydlęta klękają”.

Prezydent Jacek Majchrowski spotkał się z potencjalnymi inwestorami Wisły Kraków w sobotę. Zaprosił do ratusza Ly Vannę (Francuz pochodzenia kambodżańskiego), Szweda Matsa Hartlinga i Polaka Adama Pietrowskiego, który tę całą operację spina. Rozumiem, że był to jakiś nadzwyczajny tryb, wyjątek i grzeczność zrobiona gościom, bo w soboty magistrat zwykle nie pracuje. Czyli można wysnuć wniosek, że prezydent uznał iż los Wisły Kraków jest na tyle ważny, że warto spotkać się z nowymi właścicielami klubu, choć formalnie staną się nimi jeśli 28 grudnia wpłacą 12 milionów złotych, co jest warunkiem dokonania transakcji. Trzeba jasno powiedzieć, że cała operacja wygląda dziwnie, jest mnóstwo wątpliwości, a kolejne – cytowane przez media – wypowiedzi czy to Matsa Hartlinga czy Adama Pietrowskiego (nowego prezesa Wisły) jeszcze ten dystans do inwestorów zwiększają.
Wątpliwości pojawiły się jeszcze większe, gdy okazało się, że pan Ly Vanna, duży przedsiębiorca budowlany, chce koniecznie spotkać się prezydentem Krakowa. Stało się jasne, że wpompowanie dużych kwot w Wisłę będzie miało swoją cenę. Zapewne jakąś inwestycję (może hotel lub centrum handlowe), na której da się zarabiać, bo taka jest istota biznesu. Tak to działa na całym świecie. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie myślał, że gdzieś w dalekiej Kambodży żyje filantrop, który ruszył z odsieczą na hasło, że „Wisła Kraków tonie”.
Ale bardzo prawdopodobne jest, że chce tu zrobić interes i jest gotów uratować zasłużony klub, o ile zyska od władz tzw. przychylność inwestycyjną. Kraków ma w świecie świetną markę. Przez miasto co roku przewalają się miliony turystów zostawiając tu całkiem sporo kasy. Pan Ly i jego wspólnicy chcieliby coś uszczknąć z tego tortu i nie ma się co na to obrażać. Nawet na plus nowym właścicielom Wisły trzeba zaliczyć fakt, że rozumieją iż najpierw – zanim spróbują tu robić biznes – muszą się stać dla miasta wiarygodnym partnerem. Tę wiarygodność można sobie zapewnić uratowaniem zasłużonego – nie tylko dla miasta – klubu. No i super.
Tak jak wielu, też jestem sceptyczny czy to się w ogóle uda, bo wiarygodność całej operacji jest bardzo niska, a inwestorzy rozegrali tę akcję fatalnie pod względem wizerunkowym. Zabrakło doświadczenia w kwestii dobrego PR. Zamiast się chować za parasol (jak pan Ly przed fotoreporterami, gdy wychodził z magistratu), zamiast wszystko czynić tajnym/poufnym wystarczyło dać jasny komunikat: „nie jesteśmy idiotami, nie wyrzucamy pieniędzy. Zainwestujemy w klub, ale żeby biznes się spinał, chcemy w Krakowie wybudować hotel na gruntach należących do gminy. Chcemy wiedzieć czy takie rozwiązanie interesuje prezydenta miasta.”. Wszystko byłoby jasne, łączyło by się w sensową całość, nie byłyby mnożone kolejne wątpliwości.

No, ale tak się nie stało. Zdaje się, że obaj obcokrajowcy – ale także przybywający od pewnego czasu w Niemczech Adam Pietrowski – nie zdawali sobie sprawy z tego jak sceptycznie w Polsce odbiera się nowych inwestorów Wisły. Pewnie – poza Pietrowskim – nie słyszeli o próbie przejęcia klubu przez oszusta Jakuba Meresińskiego.
Niezależnie od małej wiarygodności nowych właścicieli Wisły, jeśli już do spotkania doszło, to obowiązkiem prezydenta Krakowa było potraktowanie ich poważnie i z szacunkiem. Ba! Liczyłbym na to, że w magistracie dołożą wszelkich starań żeby inwestorów pozyskać. Oczywiście, gdy tylko przejdą pierwszą barierę wiarygodności, czyli wpłacą te 12 milionów złotych do 28 grudnia.
Tymczasem po spotkaniu w magistracie Jacek Majchrowski spotkał się mediami i pozwolił sobie na kuriozalną wypowiedź: „Najaktywniejszy był pan skośnooki.”
No to są jaja… Prezydent miasta, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego określa inwestora: „pan skośnooki”. Ręce opadają. Tak trudno zapamiętać nazwisko „Ly Vanna”?
Rozumiem, że gdyby Majchrowski spotkał się Barackiem Obamą to by później do dziennikarzy powiedział: „Najaktywniejszy był pan czarnoskóry”.
Trudno inaczej odebrać wypowiedź prezydenta niż jako lekceważenie. Słabe to jak na początek współpracy. I nie usprawiedliwia tego krytyczna do inwestorów opinia mediów. Dziennikarze mają swoją narrację, a prezydent Krakowa musi mieć swoją. Na taką wypowiedź nie ma usprawiedliwienia. Nawet jeśli się weźmie pod uwagę, że Majchrowskiemu już wcześniej zdarzały się grube gafy.
Kilka lat temu prezydent Krakowa przed noworocznym treningiem Cracovii, w publicznym przemówieniu, użył frazy z hymnu klubu: „Nigdy nie zejdźmy na psy”, co jest jasno w grodzie Kraka kojarzone ze złośliwym określeniem „psy” w stosunku do Wisły Kraków, która ma w historii powiązania z milicją. Za tamtą wypowiedź Majchrowski musiał przepraszać.

O czym można przeczytać tutaj

Czy tym razem też prezydent Krakowa też będzie przepraszał? Na miejscu pana Ly Vanny nie czuł bym się zachęcony do inwestowania w Krakowie i do ratowania Wisły. Biznes hotelarski można robić wszędzie. Na pewno nie trzeba go robić tam, gdzie brakuje szacunku i – co tu kryć – zwykłej, podstawowej kultury.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Wisła Kraków

  • ursynów

    Wydawało się,że jak idą święta, to nawet w futbolu,będzie tak jakoś świątecznie,dzielenie się opłatkiem,życzenia i coś w tym stylu. A tu masz babo placek świąteczny. Nie ma o czym pisać jak nieraz w letnią kanikułę, nie pojawia się przysłowiowy potwór z Loch Ness- to mamy innego potwora., zagadkę- kto kup(i czy) Wisłę Kraków.Wisła robi bokami, poprzedni włodarze , klub rozpieprzyli dokumentnie. Piłkarze grają, ale właściwie klubu nie ma.Nie płaci się piłkarzom za grę, długi rosną w ZUS i US, a orkiestra gra i Titanic idzie na dno Wisły. W Krakowie jest płytka i chyba się nikt nie utopi, ale bez szwanku z tego nie wyjdzie.Nie lubię roztkliwiać się nad piłką ligową, a nad Wisłą w szczególności. To czy ją kupią , czy nie, spłacą długi, czy nie dadzą rady, czy też będzie kolejny hotel, czy galeria z tego tytułu, czas pokaże. Ale podzielam pogląd,że coś tu śmierdzi( pewnie słynny krakowski smog).Podoba mi się w wpisie redaktora motyw świąteczny, szopki i kolędy. Co do szopki to Wisła ma szansę zapisać się na listę UNESCO, bowiem od 2018 roku Szopka Krakowska się na niej znalazła jako ,,niematerialne dziedzictwo kulturowe ludzkości”,i to czeka też Wisłę.A co do Prezydenta profesora Majchrowskiego- redaktorze ja bym się tak nie oburzał i nie domagał przeprosin. No bo za co, za skośne oczy,to tylko prezydent Krakowa- a czy wielki tego kraju(choć wzrostem nie za bardzo) przeprosił za swoje zdradzieckie mordy?Nie słyszałem. Ale żeby było świątecznie – to Zdrowych i Spokojnych Świąt i Do Siego Roku.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli