Dwanaście szans, zero goli, porażka na dzień dobry z Zagłębiem… Ale Lettieri zadowolony

Autor wpisu: 17 lipca 2017 21:04

Korona robi tego lata za takie „dziwadło na odpustach”. Wszyscy z zainteresowaniem przyglądają się kieleckiemu eksperymentowi z Gino Lettierim w roli głównej i zastanawiają, co też ten pierwszorzędny fachowiec zafunduje naszej lidze. I co? – Jesteśmy zadowoleni z meczu – wypalił po spotkaniu z Zagłębiem. Przegranym, choć przyznać trzeba, że dość pechowo.

Korona weszła w ten sezon z rozmachem. A właściwie wejść tak próbowała. Ruszyła na Zagłębie, przeważała, stwarzała sobie sytuacje, obijała słupki, poprzeczki, ale na końcu i tak punkty pojechały do Lubina. Czemu? Najprościej napisać, że temu, bo niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. A jeszcze bardziej błędy takie, jak ten, który we własnym polu karnym zrobił Ivan Jukić, gdy wyciął równo z trawą Bartłomieja Pawłowskiego. Filip Starzyński z jedenastu metrów rzadko się myli. Tym razem też się nie pomylił.

To była jedyna bramka w tym spotkaniu, choć sytuacji jedni i drudzy stworzyli masę. Z tym że przewagę w tych sytuacjach miała Korona. Tym, którzy obawiali się, że Lettieri, ustawiając ten zespół po swojemu, zepsuje jego charakter, wobec czego ten straci rozmach, z jakim prezentował się w ubiegłym sezonie – zwłaszcza w meczach u siebie – raczej mogą spać spokojnie. Na razie nic nie wskazuje na to, by coś takiego miało się wydarzyć. Na tę Koronę naprawdę fajnie się patrzyło. I to mimo przeciwności losu, jakie spotkały ten zespół. Nie dość, że Lettieri nie mógł skorzystać z sześciu piłkarzy, to jeszcze w trakcie meczu z powodu urazów zeszli Dani Abalo i Bartosz Kwiecień.

– Na pewno te kontuzje, przez które musieliśmy dokonać zmian w składzie, nam nie pomogły. Ale i tak jestem zadowolony z tego meczu. W pierwszej połowie mieliśmy aż dwanaście szans na gola, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. W drugiej było już ciężko, ale do gry nie mam zastrzeżeń. Sądzę, że po przerwie też mieliśmy lepsze sytuacje od Zagłębia – stwierdził na gorąco nowy szkoleniowiec Korony.

I trzeba przyznać, że jest to podsumowanie jak najbardziej celne. Korona nie pękała, za to robiła wszystko, by pękli rywale. Jak to powiedział trener Zagłębia Piotr Stokowiec: „zrywami tworzyła huraganowe ataki”. Nie udało się ani jednego zamienić na gola, ale grając z takim zaangażowaniem, tak ofensywnie i bez strachu – o jej przyszłość nie ma się co obawiać. Ten kielecki eksperyment zaczyna mieć ręce i nogi, więc niekoniecznie musi skończyć się jakąś „piękną katastrofą”.
Teraz zobaczymy, co przez najbliższe dni wymyśli Lettieri, bo w sobotę jego piłkarzy czeka prawdziwy egzamin z męstwa – mecz przy Łazienkowskiej z mocno podrażnioną Legią.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli