Do przerwy padlina, po przerwie meczycho. A królem meczu – Kucharczyk „Kuchy” King!

Autor wpisu: 19 marca 2017 20:43

Miał zimą odchodzić z Legii, kibice chcieli zrzucać się na taksówkę na lotnisko, na bilet lotniczy. Został w Warszawie i niewykluczone, że wiosną Michał Kucharczyk okaże się zawodnikiem, który da Legii tytuł mistrzów Polski. W Gdańsku wszedł z ławki rezerwowych i strzelił dwa gole.

I jakie to były gole – najpierw delikatne dotknięcie, potem uderzenie, po którym Dušan Kuciak nie był w stanie nic zrobić. W obu przypadkach górę wzięła technika, czyli element, za który Kucharczyk najczęściej był wyśmiewany. Gole golami, ale jego wejście zupełnie odmieniło grę Legii.

Trener Legii Jacek Magiera w trzecim spotkaniu wystawił taką samą jedenastkę. W poprzednich dwóch strzałem w dziesiątkę okazało się przestawienie Radovicia z boku pomocy na pozycję fałszywego napastnika. Szkoleniowiec Lechii Piotr Nowak nie dał się oszukać i ustawił swój zespół tak, że Serb nawet nie pisnął. Kapitan Legii, gdy tylko dostawał piłkę, miał na plecach dwóch rywali. Nie pograł sobie w tym meczu, w pierwszej połowie był kompletnie niewidoczny. A potem za Kaspra Hämäläinena wszedł Kucharczyk, Radović został cofnięty do pomocy i dzięki temu Legia wygrała mecz. Wygrała, choć to gospodarze wyglądali lepiej w tym spotkaniu, mieli więcej okazji.

Generalnie wszystko, co najlepsze, działo się po przerwie. Po pierwszej połowie na usta cisnęło się pytanie: i to ma być hit ekstraklasy, mecz dwóch czołowych drużyn?! Gdybyśmy nie znali tej naszej ligi, to byśmy zapytali: w takim razie jak wygląda spotkanie dwóch najsłabszych ekip? Do przerwy na stadionie w Gdańsku najlepiej prezentowała się murawa. Jak na tyle wślizgów, pojedynków w parterze, miała się doskonale. Świetnie też wyglądał… Sławomir Peszko, któremu przypadła rola komentatora. Reprezentant Polski pauzuje za czerwoną kartkę, którą zobaczył dwa tygodnie temu w meczu z Lechem. I chyba chciał nieco ocieplić swój wizerunek, bo do rozmowy z reporterką Canal+ Darią Kabałą-Malarz stanął w eleganckim garniturze, błyszczących butach. Z tej strony jeszcze go nie poznaliśmy…

Męki obu drużyn na boisku cierpliwie znosili też kibice. 37 220 sprzedanych biletów – to jeden z najlepszych wyników w ekstraklasie w tym sezonie. Tyle, że nie zdziwilibyśmy się, gdy po po przerwie trybuny zaczęły świecić pustkami. Domyślamy się, że obaj trenerzy świetnie przygotowali swoje zespoły, jeśli chodzi o rozpracowanie rywala. Tylko że na boisku wyglądało to tak, że przygotowali przede wszystkim na to, jak temu rywalowi przeszkodzić. Jeśli ktoś spodziewał się wymiany ciosów, to tę wymianę oglądał, ale była to wymiana kopniaków, szarpanina. Może nie tak złośliwa, jak w meczu z Lech – Lechia, ale długimi chwilami było brzydko. Chociaż na boisku roiło się o zawodników kreatywnych (Rafał Wolski, Miloš Krasić w Lechii, Vadis Odjidja-Ofoe, Miroslav Radović), to pierwszoplanowe role grali ci, którzy są zazwyczaj w cieniu, czyli defensywni pomocnicy i obrońcy. W pierwszej połowie jedyną akcją wartą uwagi był strzał Wolskiego z rzutu wolnego. Arkadiusz Malarz obronił, ale z kłopotami.

W takich meczach sytuację i obraz gry zazwyczaj zmienia jeden gol. Bramka sprawia, że mecz się otwiera z hukiem szampana. I na szczęście dla widowiska ten gol został szybko strzelony, korek wystrzelił. A tego pierwszego gola wbił legionista Adam Hloušek, tyle że do własnej bramki. Brawa dla arbitrów, że bez pomocy technologii wyłapali, iż futbolówka przekroczyła linię.
No i od tej chwili zaczęła się wymiana ciosów, na jaką kibice czekali – akcje w dobrym tempie, strzały. Kluczowy moment dla Legii to wspomniana zmiana, po której wszedł Kucharczyk. Trzeba przyznać, że gole to były takie dwa strzały znikąd. Najpierw idealnie podał mu Guilherme (jeden z najlepszych zawodników Legii w tym spotkaniu), ale trzeba było umieć to podanie wykorzystać. Kuchy wykorzystał idealnie. Potem dość niespodziewanie dostał piłkę w polu karnym (od Mario Malocy) i huknął nie do obrony. Lechia miała tych sytuacji co najmniej tyle samo. Doskonałą okazję zmarnował Wolski, potem uderzenie Marco Paixao z bliska doskonale obronił Arkadiusz Malarz, Flavio dobijał piłkę, ale spudłował, choć miał kawałek pustej bramki.

Ważne, że w końcówce żadna z drużyn nie była zadowolona, do ostatnich minut trwała walka o trzy punkty. Atakowała głównie Lechia, ale Legia nie chciała wykopywać na oślep piłki, tylko kontrować.
Lechia ma prawo czuć niedosyt w tym spotkaniu, to była ich trzecia wpadka z rzędu. Legii dopisało zaś szczęście. Ale piłka rzadko bywa sprawiedliwa. Efekt jest taki, że w czołówce ekstraklasy zrobiło się jeszcze ciaśniej. A to z kolei zapowiada jeszcze bardziej ekscytującą końcówkę sezonu.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli