Dlaczego zmiana właściciela w Legii tak rajcuje kibiców?

Autor wpisu: 16 marca 2017 18:57

W jakim kierunku podąży drużyna? Czy Legii grozi zaciskanie pasa, czy może wręcz przeciwnie? Czy przyjdzie nowy inwestor? Czy znowu będzie wojna na trybunach? Czy wzrosną ceny biletów? To kwestie, które martwią przeciętnego kibica warszawskiego klubu.

– Czy wy wiecie, kto jest właścicielem Ajaksu, Borussii Dortmund albo Liverpoolu? Dla kibiców najważniejszy jest klub, jego tożsamość, a nie właściciel – to zdanie, które podczas wywiadów często słyszeliśmy od prezesa Legii i wciąż jednego ze współwłaścicieli, Bogusława Leśnodorskiego.
Wielu fanów ma już tej sprawy zmiany właściciela w Legii dość, ale jest też równie wielu, którzy bardzo angażują się emocjonalnie i poszukują informacji na temat tego, czy Legia trafi w ręce Dariusza Mioduskiego (wiele na to wskazuje), czy Leśnodorskiego i Wandzla, kto ile komu zapłaci.
Z jednej strony mamy zdziwienie Leśnodorskiego zainteresowaniem właścicielami, z drugiej mamy jego popularność wśród kibiców. To on w dużym stopniu popularność i zainteresowanie wywołał. Raz, że był częścią kibicowskiego środowiska, dwa – nigdy nie stronił od mediów, jest najaktywniejszym z trzech współwłaścicieli. Leśnodorski, Mioduski, Wandzel – to prawdopodobnie od jakiegoś (dłuższego) już czasu nazwiska znane tak samo i wymieniane równie często, jak Pazdan, Radović czy Rzeźniczak. Zastanówmy się, jakie inne znaczenia dla przeciętnego kibica ma to, kto będzie głównym szefem?

W którym kierunku pójdzie klub?
Właściciel wyznaczy strategię i cel drużyny. Kiedy rodzina Glazerów przejmowała Manchester United, fani „Czerwonych Diabłów” protestowali pod i na stadionie, bo obawiali się, że dług, który Amerykanie zaciągną na kupno klubu, doprowadzi go do upadłości. Nic takiego się nie stało. I nic takiego nie grozi też Legii. Ktokolwiek przejmie rządy, jedno pozostanie niezmienne – Legia co roku ma walczyć o mistrzostwo Polski i starać się robić postęp na arenie międzynarodowej. Banalne? Być może, ale nie dopuszczamy takiej opcji, że pod rządami Mioduskiego czy Leśnodorskiego z Wandzlem Legia miałaby podzielić los warszawskiej Polonii, która trafiła w ręce Ireneusza „Kasa Będzie Jutro” Króla. To ekstremalny przypadek. Machina sportowo-marketingowa Legii jest już tak rozbujana, że poważne tąpnięcie jej nie grozi i nie ma powodu do paniki. Nie grozi jej scenariusz, który Król napisał dla Polonii, nie grozi jej nawet pójście w ślady Śląska Wrocław, o którym tak powiedział na łamach „Przeglądu Sportowego” nowy prezes Michał Bobowiec: „Oszczędności w klubie były ostatnio tak głębokie, że został on doprowadzony do stanu zaduszenia przedsięwzięcia gospodarczego”.

Czy Legia zacznie kupować zawodników za 2-3 albo nawet 5 milionów euro? Czy zacznie się zaciskanie pasa i stawianie na młodzież?
Transfery – to jeden z ulubionych tematów fanów. Nic dziwnego, kibiców przyciągają na trybuny nazwiska. Mioduski zarzucił wspólnikom, że „jadą po bandzie” i przez to utrzymanie drużyny staje się tak kosztowne, że zbilansować może się tylko wtedy, gdy Legia będzie grała co roku w fazie grupowej Ligi Mistrzów, albo zachodzić będzie daleko w Lidze Europy. Na pewno taka „jazda po bandzie”  podoba się kibicom, którzy chcieliby, aby sprzedaż zawodnika X za 5 mln euro oznaczała, że w jego miejsce przyjdzie nowy podobnej klasy i w tej samej cenie. Można się domyślać, że ktokolwiek zostanie w klubie, latem nie będzie ryzykował milionów euro na zatrzymanie Tomaša Necida czy Walerego Kazaiszwilego. A zatrzymanie na Łazienkowskiej Vadisa Odjidji-Ofoe będzie równie trudne dla wszystkich.
Obie strony muszą się poruszać w obszarze między skrajnościami, w ramach racjonalnych decyzji, gdy zakup piłkarza za milion euro będzie już hitem transferowym. No chyba, że klub znajdzie jakiegoś obrzydliwie bogatego inwestora z Chin albo Emiratów Arabskich.

Kto będzie prezesem?
Największym wyzwaniem Mioduskiego będzie znalezienie odpowiedniego człowieka na stołek prezesa. Tutaj kryje się największe zagrożenie i tutaj kibice mogą patrzeć mu z obawą na ręce. Dorównać osiągnięciom Leśnodorskiego nowemu człowiekowi na tym stołku nie będzie łatwo, bo pod rządami obecnego prezesa (od grudnia 2012) Legia zdobyła trzy razy mistrzostwo, trzy razy Puchar Polski, dwa razy zagrała w 1/16 finału Ligi Europy i awansowała do Ligi Mistrzów. Nie mówiąc o tym, że stała się najprężniejszym klubem w Polsce pod względem finansowym. To jest najważniejszy stołek w klubie i Leśnodorski sprawdził się na nim bardzo dobrze, ułożył sobie współpracę na wielu płaszczyznach – w tym także (z mniejszymi lub większymi kłopotami) z kibicami.

Co z akademią?
Co kibiców może obchodzić to, czy dyrektorem akademii zostanie Jacek Mazurek, czy w jego miejsce przyjdzie ktoś inny? Obchodzi o tyle, że nie chodzi tu tylko o jedno czy dwa nazwiska. Legia na akademię z prawdziwego zdarzenia czeka od lat. To, że klub z takimi możliwościami jeszcze jej nie ma, to wstyd. Wiadomo, że fani lubią mieć w drużynie zawodników, z którymi się utożsamiają. Na sztandarze Mioduskiego widnieje napis „akademia fundamentem rozwoju”.  Zarzucił wspólnikom, że nie chcieli na nią przeznaczyć pieniędzy z Ligi Mistrzów, tylko woleli wydać na inne zobowiązania.
Przejęcie przez niego klubu ma przyspieszyć budowę ośrodka treningowego pod Grodziskiem Mazowieckim. I bardzo dobrze. Ale czy Leśnodorski z Wandzlem rzeczywiście plany budowy odkładaliby w nieskończoność? Czy ich pozostanie oznaczałoby, że w Książenicach pozostałaby tylko ogromna dziura w ziemi? Przecież prezes Legii nie raz i nie dwa podkreślał, że chciałby mieć drużynę, w której prym wiodą wychowankowie. Przewaga Mioduskiego jest taka, że Leśnodorski z Wandzlem nigdy równie mocno na te zarzuty nie odpowiedzieli. Bo na razie to wszystko opiera się na słownych deklaracjach. Miejmy nadzieję, że słowa będą miały pokrycie w czynach.

Czy Legii grożą kibicowskie protesty, tak jak to było za rządów ITI?
Słychać takie głosy, ale pochodzą one z tych najbardziej ekstremalnych grup. Po aferze podczas meczu z Borussią Dortmund Mioduski uderzył pięścią w stół i powiedział: „dość”, czym naraził się części fanów. W Internecie krąży plotka, że Legia mogła otworzyć część trybun na mecz z Realem, ale Mioduski się nie zgodził. Jest to jedna z tych informacji – nawet jeśli prawdziwa – które mają zasiać ferment na trybunach. Ale czy można wymagać, by jakikolwiek właściciel tolerował wynaturzenia na swoim stadionie? Kibiców, którzy chcą klubowi zaszkodzić, jest garstka i powtórka z czasów ITI Legii nie grozi.
Nie ma szans na to, żeby ta ogromna większość została sterroryzowana albo zastraszona i żeby trybuny opustoszały. Jedyne zagrożenie, to partyzanckie akcje, jak te z meczu z Dortmundem. Spora odpowiedzialność za to, co się będzie działo na trybunach, wciąż leży na barkach Leśnodorskiego. Jeśli zostanie w klubie, będzie gwarantem spokoju. Ale nawet odchodząc może wpłynąć na kibiców: albo ich podburzyć (wykluczamy tę opcję), albo wysłać do nich komunikat w stylu: „odchodzę, ale klub jest w dobrych rękach”.

Co z trenerem?
Właściciele ścierali się także w kwestii trenera. Leśnodorski z Wandzlem półtora roku temu przeforsowali kandydaturę Stanisława Czerczesowa, która nie podobała się Mioduskiemu. Był on zwolennikiem innego typu szkoleniowca, uważał że na tym stanowisku powinien być człowiek z europejską ogładą i klasą. Tak było wtedy, gdy spierano się o Czerczesowa, ale wydaje się, że Jacek Magiera zdążył udowodnić, że jest kandydatem, który łączy wszystkich – właścicieli, kibiców, piłkarzy.

Co z biletami?
Ktokolwiek nie przejmie Legii, to kibicom nie grozi nagły wzrost cen biletów. A to jest kwestia, na punkcie której (oprócz wyników) fani są najbardziej wyczuleni. Mioduski zdaje sobie sprawę, że podwyżka w takim momencie byłaby strzałem w stopę. Zwłaszcza, że i tak nie jest tanio.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • jz166

    „Leśnodorski sprawdził się na nim bardzo dobrze”.
    No to dlaczego w tym klubie mlekiem i miodem płynącym zaistniał konflikt, który musiał doprowadzić do radykalnej zmiany, skoro Leśnodorski bardzo dobrze się sprawdził??? Ile tekstów na zamówienie jeszcze nasmarujecie, pismaki???

    • Piotr Wierzbicki

      To zależy od liczby zamówień, hejterze

    • ursynów

      jz166- sprawa jest prosta,kto ma kasę ten rządzi.Kasa misiu kasa- to mówił już dawno wieszcz polskiej piłki Wójcik.Nie trzeba być pismakiem,żeby wiedzieć co jest grane. Pan Mioduski ma grubszy portfel, a czy Leśniodorski się,,bardzo dobrze sprawdził” to zależy jak na to patrzeć(vide ostatnie zakupy zawodników).Pożyjemy, zobaczymy,nie ma co się denerwować,proszę zażyć Doppelherz aktiv i będziesz Pan uspokojony.

      • gryf01

        Też uważam, że nerwów nie ma. Kibice Lecha i Lechii niepotrzebnie skaczą z radości.
        Ale poddawanie w wątpliwość wieloletnich osiągnięć Leśnego na podstawie transferów ostatniej zimy jest nie fair. Transfery Vadisa i Prijo wyglądały jeszcze gorzej po trzech miesiącach. A okazały się strzałami w dziesiątkę. Pożyjemy zobaczymy.
        Ogólnie najlepiej byłoby gdyby Leśny dalej był prezesem a Mioduski właścicielem. Ale po pyskówce z ostatnich miesięcy taki rozwiązanie jest raczej niemożliwe.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli