Dlaczego Legia nie jest w stanie zatrzymać Vadisa? Mioduski wzywa na niedzielę

Autor wpisu: 30 czerwca 2017 17:11

To już do tego doszło, by Dariusz Mioduski wzywał Vadisa do stawienia się na niedzielnym treningu? Hmm… Właściciel Legii przyznał (w rozmowie ze sport.pl), że klub wysłał do piłkarza oficjalne pismo w tej sprawie. Normalnie powiedzielibyśmy, że jesteśmy zdumieni. No, ale sytuacja z Vadisem przestała być już chyba normalna.

Szkoda, że kolejna sprawa transferu ważnego, albo wręcz bardzo ważnego piłkarza Legii, kończy się tym samym – niepokojącą sagą z fochami w tle. Szkoda, że Legia nie jest w stanie zatrzymać w normalny sposób tak dobrego i istotnego zawodnika – bo zatrzymanie go na siłę i próba zrobienia z niewolnika pracownika odbiłyby się jej potężną czkawką, o czym przecież wszyscy doskonale przy Łazienkowskiej zdają sobie sprawę. A tu już wszystko wskazuje na to, że Legia batalię o Odjidję-Ofoe przegrała. Można oczywiście wysyłać pisma i straszyć/przypominać (niepotrzebne skreślić), ale w sumie nie o to tu chyba chodzi.
No i szkoda wreszcie – i to jest chyba cały czas największa bolączka nie tylko Legii, ale i całej polskiej piłki – że wciąż nie jesteśmy w stanie takiego Vadisa, Nikolicia czy innego Prijovicia – piłkarzy wcale nie rozchwytywanych przez możnych tego piłkarskiego świata, ale dla naszej ligi niezwykle istotnych – na tyle skutecznie skusić, by nadal chcieli tu grać. Nic nie robi na nich wrażenia. Ani kapitalny stadion ze znakomitą publicznością, ani występy w Lidze Mistrzów, ani to, że Legia to poukładany i naprawdę prowadzony w przyzwoitych europejskich standardach klub. To rusza nas, ale nie ich. I taka jest niestety prawda. Przystanek. I to taki, z którego jak najszybciej trzeba wsiąść do pierwszego lepszego pojazdu, byle tylko lepiej zapłacili.

Budowanie marki, z której kolejny Vadis czy Prijović nie będzie chciał odlecieć do „byle Grecji czy Turcji” – nawet uznając klasę Olympiakosu, to proces na lata. Legia pierwszy raz od ponad 20 lat zagrała w Lidze Mistrzów. My się tym podniecamy, ale czy ktoś w Europie też? Wątpliwe. Dla Legii to wydarzenie, dla Olympiakosu – obowiązek.

W przeciąganiu liny między piłkarzem a klubem swoje trzy grosze wtrącił agent Vadisa. – Legia nie respektuje ustaleń sprzed pół roku. Obiecali nam coś, ale ciągle nie wpisali tego w papier – mówi na łamach „Przeglądu Sportowego”. Mioduski tłumaczy, że o żadnych ustaleniach nie słyszał i dodaje, że chce, by piłkarz „został z nami do końca kontraktu albo i dłużej”. Tyle że te ustalenia potwierdzał dużo wcześniej Bogusław Leśnodorski.
Ale do rozmów transferowych Mioduski i tak usiadł i pewnie raz jeszcze usiądzie. Bo tak naprawdę nie ma wyjścia. Scenariusze są dwa – albo spróbuje wynegocjować jak najwięcej za piłkarza, który jest już od dawna – jak widać – mentalnie spakowany, albo Legia nie zarobi na Vadisie nic, a zostawi sobie w szatni faceta z fochami. Nie trzeba być chyba jakimś wyjątkowo bystrym, by nie przewidzieć, która opcja mistrzom Polski bardziej się opłaca. Mimo że na Vadisie i tak kokosów nie zarobią, a jeszcze na dodatek z samym piłkarzem muszą podzielić się częścią zysku z transferu.

Vadis co prawda wypisuje na Twitterze, że o niczym tak bardzo w tej chwili nie marzy, jak o tym, by jak najszybciej dołączyć do kolegów z Legii przygotowujących się do sezonu, ale nikt chyba tych słów nie traktuje poważnie. Przypuszczam, że nie śmiali się z nich pewnie tylko ci, co mają zajady. A może i oni się śmiali. Oczywiście przez łzy.
Tak czy inaczej – szkoda nam będzie Vadisa. Mamy nadzieję, że Legia znajdzie w jego miejsce kogoś, kto nie będzie gorszy. Oby.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • jz166

    Nie pisz już nic więcej, pismaku okay?

    • zgubek

      Prostak to za mało powiedziane,nie pisz już więcej prostaku,OK!

      • jz166

        Nawzajem, trollu!

  • GerardBukowski

    Wywalić kopacza jak nie pasuje niech spada

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli