Dawno w zimie nie było w Legii tak gorąco

Autor wpisu: 1 stycznia 2019 17:34

Ucichł już gwar sylwestrowej zabawy, po świętach też już dawno, można więc śmiało zabrać się za robotę. Otworzyło się zimowe okienko transferowe, które będzie dla Legii sporym wyzwaniem. Bo jak tu uratować budżet klubu, a jednocześnie nie osłabić sportowej siły drużyny. Jedno jest pewne, klub z Łazienkowskiej musi sprzedawać. Dziura w budżecie – po tym, jak Legia drugi raz z rzędu nie awansowała do fazy grupowej nawet Ligi Europy – jest jak lej po bombie. Nie da się szybko zwiększyć przychodów klubu, nie da się szybko zejść z kosztów, bo to co w finansach Legii najistotniejsze, to płace piłkarzy pierwszej drużyny.

I to tu trzeba robić cięcia, a w zasadzie korekty. Czyli sprzedawać tych, którzy swoimi poborami bardzo obciążają budżet, a drużynie nie dają pod względem sportowym zbyt wiele. A pozyskać zawodników nie gorszych, ale tańszych.
Ile tej dziury budżetowej jest do zasypania? Dokładnie nie wiadomo, ale są pewne szacunki.
W połowie grudnia Dariusz Mioduski tonował nastroje. W wywiadzie udzielonym „Polska. The Times” właściciel Legii zapowiedział, że zimą transfery będą, ale bez szaleństw: – Rekonstrukcja drużyny będzie, ale nie taka, jak rok temu. Po pierwsze nie potrzebujemy jej, po drugie mamy ograniczenia budżetowe. Transfery będą, ale robione z głową, bez szaleństw. Wkrótce będziemy rozmawiać na temat przyszłości graczy którym kończą się kontrakty. Nic nie jest jeszcze przesądzone, ale chcemy to zrobić w partnerski sposób, bo mówimy o piłkarzach, z którymi Legia osiągała sukcesy – zapowiadał.
Co ciekawe, prezes Legii na pytanie dziennikarza czy potwierdza, że dziura w budżecie klubu, którą sam Mioduski będzie musiał zasypać z prywatnych środków wynosi 20-30 mln złotych odparł: – Cieszyłbym się, gdyby tyle wystarczyło.
Prezes Legii zakłada, że potrzeba będzie więcej kasy, ale nawet on nie ma wiedzy ile dokładnie, bo wszystko zależy od najbliższego zimowego okienka transferowego, a dokładniej od tego, co się w nim wydarzy. Chodzi oczywiście o to, kogo się z klubu uda „wypchnąć” tak, by zszedł z listy płac. I jeszcze coś na tym zarobić.
Kibice polityce „wietrzenia szatni” tylko przyklasną. Im się podoba to co robi Ricardo Sa Pinto, czyli wymiana starych zawodników na młodych. W drużynie grają na stałe już nie tylko Sebastian Szymański, ale także Radosław Majecki, Dominik Nagy, Mateusz Wieteska  czy Sandro Kulenović.
A „starzy” czyli Krzysztof Mączyński, Michał Pazdan, Inaki Astiz, Arkadiusz Malarz, Kasper Hämäläinen czy Christian Pasquato dołożyli swojej trzy grosze do odpadnięcia z rozgrywek europejskich. Ich będzie się klub próbował pozbyć już zimą. Podobnie jak Miro Radovicia czy Jose Kante.
Większość tej starej gwardii ma „wypasione” kontrakty, a Sa Pinto pokazał, że drużyna poradzi sobie bez nich. Tyle tylko, że nie łatwo będzie się ich pozbyć i jeszcze wziąć za nich dobre pieniądze. Albo z racji na wiek zawodników, albo z względu na krótki okres do końca kontraktu, albo jedno i drugie naraz (Malarz, Astiz, Radović, Hämäläinen i 29-letni Pasquato). Według katowickiego oddziału „Wyborczej” Malarzem miałby być zainteresowany Górnik Zabrze.
A istotne jest, żeby Legia nie tylko ten zbędny balast sprzedała, ale żeby jeszcze sprzedała go szybko, na początku okienka transferowego. Tylko wówczas ma szansę także kogoś sensownego pozyskać. Kupowanie w ostatniej chwili, jest obarczone wielkim ryzykiem a szansa, że się źle trafi jest olbrzymia.
Wydaje się, że chętni na Pazdana i Mączyńskiego – do niedawna przecież reprezentantów Polski – jednak się znajdą. A to od razu odchudziłoby w Legii budżet płac. Obaj dostali od Sa Pinto jednoznaczny przekaz: u mnie nie pogracie. A coś w rodzaju „klubu Kokosa”, który zaaplikowano jesienią Mączyńskiemu, musiało skutecznie przekonać go do wyprowadzki z Warszawy. Ale Legia potrzebuje więcej kasy niż jest w stanie wziąć za dwóch byłych reprezentantów. Ile potrzebuje?
Marcin Żuk, w bardzo kompetentnie napisanej analizie finansów Legii, opublikowanej na łamach portalu „Legia.net”, postawił uzasadnioną tezę, że klub – pomimo pożyczek od osoby prywatnej (prawdopodobnie właściciela) na 20 mln zł – nadal szuka jeszcze pawie 40 mln złotych, by zasypać dziurę finansową w budżecie. Czyli niemal 10 mln euro. Dużo… Nie da się takiej kwoty „wycisnąć” pozbywając się jedynie „starych” z drużyny. Trzeba sprzedać kogoś z młodzieży. No chyba, że Legii wpadnie kasa z zagwarantowanych procentów od kolejnych transferów swoich byłych graczy: Aleksandara Prijovicia, Ondreja Dudy czy Bartosza Bereszyńskiego. Albo ze sprzedaży Vamary Sanogo wypożyczonego obecnie do Zagłębia Sosnowiec.
Jeśli więc trzeba by było sprzedać kogoś z legijnej młodzieży to kogo?
Mentalnie dojrzały do wyjazdu wydaje się Dominik Nagy. Węgrem interesują się  m.in. kluby włoskie. Ale na pewno Legia nie zarobi na nim takiej kwoty, jaką może zarobić na Sebastianie Szymańskim. Chłopak jeszcze – moim zdaniem – nie jest gotowy na transfer i w przyszłości można na nim więcej zarobić, bo w marcu pewnie trafi do pierwszej reprezentacji Polski, a w czerwcu zagra w młodzieżówce w mistrzostwach Europy. To będzie dobre okno wystawowe. Ale Legii potrzebna jest kasa na tu i teraz. Szymański chętnie spogląda na kierunek włoski, gdzie w Serie A gra aż 18 Polaków, ale finansowo lepszą ofertę mogą przedstawić Rosjanie z moskiewskich klubów. Trudno się będzie temu oprzeć.
Teoretycznie Legia mogłaby sprzedać także Majeckiego czy Kulenovicia, ale tu jest wręcz pewne, że straci, w stosunku do tego, co mógłby wziąć za nich za jakiś czas, gdy obaj trochę pograją w Ekstraklasie.
Czy są zatem inne opcje? Są.
Pensja ponad 800 tysięcy euro rocznie, jaką ma Artur Jędrzejczyk przez długi czas kłuła w oczy w klubie z Łazienkowskiej. Po dłuższym przeciąganiu liny, strony doszły do porozumienia i teraz – przynajmniej teoretycznie – byłby dobry moment na sprzedaż Jędrzejczyka. Choćby dlatego, że ma za sobą dobrą rundę. Ale to z kolei oznaczałoby duży spadek jakości sportowej drużyny. Podobnie jak odejście np. Remy’ego, na którego na pewno znaleźli by się kupcy. Francuz ma 27 lat i kontrakt z Legią do 30.06.2021 roku. Jest dobry, silny, ma niezłe CV. Byłyby za niego przyzwoite pieniądze, ale czy bez silnego środka obrony można zaistnieć w Europie? Pytanie retoryczne.
Jeśli jednak Legia kogoś sprzeda, to zanim kogoś kupi, musi zabezpieczyć sobie grę tych istotnych zawodników, którzy obecnie stanowią o sile drużyny Sa Pinto.
Kibica Legii musi martwić nierozwiązana sytuacja z przedłużeniem kontraktu przez Michała Kucharczyka. Szczególnie w kontekście ewentualnej straty Dominika Nagy’a. „Kuchy” ma umowę do czerwca 2019, więc jeśli jej nie przedłuży, to teraz jest ostatni moment, by wziąć za niego pieniądze. Relatywnie nieduże, bo raz, że nie jest już byt młody, a dwa, że kontrakt już krótki. Jednak strata dla zespołu Sa Pinto spora, bo u Portugalczyka „Kuchy” grał dużo i był istotnym zawodnikiem drużyny. Z drugiej strony dla Kucharczyka to ostatni moment, żeby podpisać dobry kontrakt  np. w Turcji czy Rosji, który ustawiłby go finansowo. W Legii na taką podwyżkę liczyć na pewno nie może.
Na Łazienkowskiej będą musieli jeszcze poszukać kasy na dwóch Portugalczyków. Z końcem sezonu wygasa wypożyczenie Cafu z FC Metz, a środkowy pomocnik jest najlepszym piłkarzem drużyny w tym sezonie. Legia ma prawo pierwokupu, ale to koszt około 800 tysięcy euro. Chyba jednak wydatek konieczny, bo tym razem już na pewno klub nie może sobie pozwolić na nieawansowanie do fazy grupowej rozgrywek europejskich.
Andre Martins przychodził do Legii z kartą na ręku. Dostał dobre warunki finansowe i umowę do czerwca 2019. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia na kolejny sezon, ale również w tym wypadku tanio nie będzie.
Jak więc widać, przed klubem z Łazienkowskiej stoi w styczniu duże wyzwanie. Wcale nie zapowiada się jedynie na spokojne „ładowanie akumulatorów”.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Jednych sprzedadzą, drugich kupią. Zobaczymy czy bilans wyjdzie na zero. Pozbycie się starszych zawodników, którzy poza dużym obciążeniem dla finansów klubu , nic nie wnoszą i wnosić nie będą – to słuszne pociągnięcie.Kupno nowych i owszem,rzecz pożądana,tylko pod jednym warunkiem,że nie nakupi się znowu jakiegoś chłamu z zagranicznego szrotu. To muszą być ,,sprawne maszyny” a nie ,, okazyjne rzęchy powypadkowe”. Sytuacja Legii jest trudna(chodzi o finanse), ale nie ma co np. porównywać do Wisły Kraków.Tam to jest dopiero tragedia. A paru niezłych zawodników do wzięcia za tanie pieniądze.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli