Dariusz Mioduski: Niezgodę możemy sprzedać nawet za pięć milionów euro!

Autor wpisu: 20 grudnia 2017 15:20

– Będziemy stawiali na Jarka Niezgodę, on ma duży potencjał. Bardzo w niego wierzę, bo widzę, jak się cały czas rozwija. Nie zdziwię się, jeśli wyrośnie z niego taki napastnik, że sprzedamy go za 5 milionów euro! – mówi z przekonaniem właściciel Legii Dariusz Mioduski. A zważywszy na to, że w klubie nadal liczą, iż w końcu odpali Albańczyk Armando Sadiku, transferu nowych napastników do drużyny mistrzów Polski spodziewać się raczej nie należy.

Tym bardziej że Legia nie gra w Europie, a wiosną oprócz meczów Ekstraklasy czekają ją jedynie dwa mecze półfinałowe Pucharu Polski (z Górnikiem Zabrze) oraz ewentualnie finał 2 maja. Pamiętając o tym, że przychody w klubie są mniejsze od zakładanych – po nieudanych kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy– i zważywszy na fakt, że Romeo Jozak wiosną będzie mógł korzystać z Miro Radovicia i Michała Kucharczyka, którzy także grywali w ataku, Legia do rundy wiosennej przystąpi z tym, co ma.
W klubie są absolutnie przekonani, że z Jarosława Niezgody wyrośnie napastnik dużego kalibru. Jest szybki, ma łatwość strzelania goli i stale robi postępy. Być może brakuje mu trochę pewności siebie, a nawet tupetu, który w tak wymagającym środowisku jak Łazienkowska 3 bardzo by mu pomógł. Ale przez cale lata ten chłopak dostawał komunikat, że na Legię jest zbyt „krótki”, że to zbyt wysokie progi. Latem nawet nie zgłoszono go do pucharów, mino że zgłoszono… kontuzjowanego Radovicia.

Niezgoda strzelił bramkę w Płocku, bo beznadziejnym meczu ligowym z Wisłą, Legia wygrała i wtedy chyba pierwszy raz uwierzono, że ten napastnik sobie w tym klubie poradzi. Legia przez jakieś pół rundy grała źle, ale nawet w tych słabszych spotkaniach Niezgoda imponował skutecznością. Zdobył jesienią w lidze 7 bramek w 15 meczach, stając się dla Romeo Jozaka  napastnikiem pierwszego wyboru.
– Będziemy stawiali na Jarka Niezgodę, on ma duży potencjał. Bardzo w niego wierzę, bo widzę, jak się cały czas rozwija. Nie zdziwię się, jeśli wyrośnie z niego taki napastnik, że sprzedamy go za 5 milionów euro! – mówi z przekonaniem właściciel Legii Dariusz Mioduski. A jeszcze niedawno żartowano, że gdyby Ruch Chorzów nie spadł z Ekstraklasy, jak nic wypożyczono by tam przed sezonem Niezgodę.
Dziś prezes i właściciel klubu wypowiada się o napastniku bardzo pozytywnie, co – niezależnie od optymizmu Mioduskiego – powinno dodać Niezgodzie pewności siebie.
A menedżer Niezgody, Marek Citko przekonuje, że zawodnik może grać jeszcze lepiej. – Namawiam Jarka do jeszcze większej mobilności i ruchu pod bramką przeciwnika. Żeby częściej wychodził do piłki, żeby szukał sobie pozycji, żeby gubił rywali. Jak to poprawi, to wszyscy będziemy z niego zadowoleni. On ma ogromny potencjał – twierdzi Citko.

A jaki jest problem drugiego napastnika Armando Sadiku? Albańczyk przychodził do Legii z całkiem dobrym jak na Ekstraklasę CV. Niby FC Zürich, FC Lugano, czy FC Vaduz to nie są potentaci, ale liga szwajcarska ma swoją renomę. Ponadto Sadiku gra w reprezentacji Albanii, strzelił gola na Euro 2016 i nawet tej jesieni zdobywał bramki dla swojej drużyny narodowej. Wysoki, dobrze zbudowany, z niezłą szybkością i dobrym uderzeniem. Potrafi zabrać się do kontry, ale umie też grać tyłem do bramki. Sam Sadiku po przyjściu do Legii w jednym z wywiadów zapowiadał, że przyjechał tutaj strzelić minimum 20 goli w sezonie. Tymczasem w Ekstraklasie ma tylko dwa trafienia, co jest rezultatem grubo poniżej oczekiwań. Co prawda w Pucharze Polski Albańczyk ma na koncie cztery gole, ale strzelane drużynom z niższych klas rozgrywkowych (dwie bramki strzelił Bytovii i po jednej Ruchowi Zdzieszowice i Wiśle Puławy).
Jak na piłkarza, za którego zapłacono solidne pieniądze (w mediach są duże rozbieżności co do kwoty transferu, od 500 tys. euro do 1,5 mln euro, ale wiadomo, że tani nie był), to jednak mało. A zatem jaki jest problem Armando Sadiku?

Opinia o Albańczyku jest taka, że jest typem zawodnika, który lubi czuć zaufanie trenera. Że gra lepiej i pewniej, gdy wie, że trener na niego stawia i po jednym słabszym występie nie zostanie posadzony na ławkę rezerwowych. Podobno tak właśnie – wraz z menedżerem – wybierał do tej pory kluby, by mieć miejsce w składzie. W Legii Sadiku tego komfortu nie ma. W pewnym momencie wydawało się, że Albańczyk będzie pierwszym napastnikiem Legii, ale od wielu tygodni jest jedynie – i trochę niespodziewanie – zmiennikiem Niezgody.
Choć uczciwie trzeba przyznać, że na początku Jacek Magiera na Albańczyka stawiał. Sadiku miał w Legii kapitalne wejście. Ledwie trafił do klubu, zdążył odbyć na Łazienkowskiej jeden trening i od razu zagrał w Zabrzu z Górnikiem. Jeśli kibice Legii zapamiętali cokolwiek dobrego z tamtego przegranego 1:3 meczu, to właśnie wejście na boisko Sadiku i zdobycie przez niego bramki. Po tym, jak się przedstawił, spodziewano się po Albańczyku więcej. On jednak się zaciął, przestał strzelać, a że błysnął skutecznością Niezgoda, to Sadiku w konsekwencji stracił miejsce w składzie Legii. A tego nie lubi.
Gdy traci pewność siebie, gra nerwowo, strzela z pozycji nieprzygotowanych, brakuje mu spokoju w dogodnych sytuacjach. Jest też trochę za bardzo „rozbiegany”, chce być wszędzie, a powinien być pod bramka rywala.

Sadiku nie stał się więc – póki co – nowym Nikoliciem, ale w Legii nadal w Albańczyka wierzą. Ma dostawać kolejne szanse, a jego skuteczność powinna wzrosnąć, gdy zespół dobrze przepracuje zimowy okres przygotowawczy. W klubie w tym względzie są optymistami, bo trener przygotowania fizycznego Kresimir Sos ze sztabu Romeo Jozaka jest – podobno – fachowcem dużej klasy. Będzie szansa się o tym przekonać w rundzie wiosennej.

Nie przekona się już o tym Dominic Nagy. Węgier zostanie zimą z Legii wypożyczony. Trener Jozak jest przekonany, że utalentowany, ale krnąbrny zawodnik musi zmienić otoczenie. Żadne metody wychowawcze na niego nie działały. Ani odsunięcie do rezerw, ani wyciągnięcie ręki i przywrócenie do pierwszego zespołu. Ani kary, ani straszenie, ani perswazje. Według Jozka – który mocno się rozczarował Węgrem, mimo że sam miał w Chorwacji wiele razy do czynienia z syndromem wody sodowej – chłopak musi dojrzeć i zapracować na powtórną szansę w Legii.
Najłatwiej byłoby mu znaleźć klub na Węgrzech, ale agenci zawodnika są przekonani, że powinien trafić do bardziej wymagającej ligi. Nawet w opcji transferu definitywnego. W Legii nie podzielają jednak optymizmu menedżerów piłkarza i są przekonani, że w aktualnej formie ciężko będzie korzystnie sprzedać piłkarza – de facto – rezerw Legii.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    A ja stawiam na Tolka Banana. Też kiedyś byłem gorącym zwolennikiem Niezgody, dziwiłem się gdy wypożyczali go do Ruchu.Ale Niezgoda choć ma papiery na granie,to na razie tylko papiery.Przebłyski dobrej gry są tylko przebłyskami, więcej go na boisku nie ma niż jest.Pewnie ktoś powie, jest młody, dojrzeje i będzie napadzior.Wątpię, jest w tym wieku kiedy wielu napastników jest na szczycie.Jarosław w przeciwieństwie do innego jego imiennika do szczytu jeszcze ma kawał drogi. Mioduski ma dużą wyobraźnię- 5 mln euro.Panie Dariuszu Mioduski zdziwi się Pan – Jarek nigdy nie będzie tyle wart, chyba,że euro będzie po 10 groszy. A co do Sadiku- to jest takie bałkańskie przysłowie,, z Albańczyka nigdy nie będziesz miał napastnika”. No nie ma , tylko tak żartowałem.Nagy to po węgiersku- duży, wielki, wspaniały ,super, a on był niestety kicsi(mały)- w przeciwieństwie do Pana Lucjana Brychczego.

  • Zbigniew Luśnia

    jeśli nie będzie napastnka to gra będzie wygłądala jak z wisłą – bezbramkowo a następnie powolny zjazd w tabeli

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli