Daniel Stefański postanowił być ślepy

Autor wpisu: 21 kwietnia 2018 15:10

Lech wygrał w Lubinie z Zagłębiem i na pięć kolejek przed końcem sezonu pozostanie liderem. Mecz był kiepski i jesteśmy w stanie zgodzić się z opinią trenera gospodarzy Mariusza Lewandowskiego, że kto w tym spotkaniu pierwszy strzeliłby bramkę, ten by wygrał. A że strzelił Lech, to i wygrał. Tyle tylko, że do sytuacji, w której drużyna z Poznania zdobyła gola, w ogóle nie powinno dojść. Bo piłkę w pole karne Zagłębia wrzucał Robert Gumny. Wówczas powinien z czerwoną kartką siedzieć już w szatni. Najlepiej z kolegą z drużyny – Nikolą Vujadinoviciem.

Daniel Stefański miał kiepski dzień. Tak musimy łagodnie napisać, bo dalecy jesteśmy od posądzania arbitra o to, że jest zamieszany w spisek przeciwko Legii, albo że odebrał telefon od następców „Fryzjera”
O tym, że Stefański nie dał czerwonej kartki Vujadinoviciovi piszemy tutaj. Już to było błędem arbitra. Ale Stefański dał jeszcze drugiego babola. A w efekcie mecz totalnie spieprzył i wypaczył jego wynik.
Takie rzeczy trzeba nazywać po imieniu: mieliśmy w piątek w Ekstraklasie sędziowski skandal!
Stefański wyraźnie wystraszył się, że będzie musiał jeszcze przed przerwą wyrzucić z boiska dwóch piłkarzy Lecha, więc nie wyrzucił… żadnego. Gumny za wejście w Matuszczyka musiał dostać co najmniej żółtą kartkę, a że miał już żółtą za poprzedni faul, powinien dostać czerwoną. Wiedzieli to wszyscy: komentatorzy spotkania, eksperci w studio, a nawet przyznał to sam Gumny w pomeczowym wywiadzie. To był taki faul, w stosunku do którego wątpliwości nie miałby nikt. Nawet mała dziewczynka. Wątpliwości znalazł w głowie tylko sędzia Stefański. Bo zamiast sędziować to, co jest na boisku, włączyła mu się jakaś „polityka”, czyli myślenie o konsekwencjach swoich decyzji na pomeczowe reakcje. Ale sędzia tak robić nie ma prawa!

Kiedyś był taki mecz na tzw. drugim froncie (kiedy jeszcze I liga była w Polsce najwyższą klasą rozgrywkową), w którym sędzia Rafał Rostkowski pokazał… kilkanaście kartek (nie pamiętamy czy to było 11 czy 13). Wówczas jeszcze nie obowiązywała specjalizacja, więc Rostkowski zanim został na stałe asystentem (wówczas to się nazywało jeszcze liniowym) gwizdał w niższych ligach, jako arbiter główny. W tamtym spotkaniu dał tyle kartek, ale wszystkie w zgodnie z literą obowiązujących przepisów. Piłkarze grali ostro, mecz był brutalny, miał obowiązek kartki dawać, to je dawał. A że zasłużyli na kilkanaście to dał kilkanaście. I zgadnijcie co się działo przez następnych kilka, może kilkanaście dni po meczu… Otóż kłopoty mieli nie piłkarze, grający głupio i brutalnie, ale arbiter. Że za dużo kartek, że nie zapanował nad tym, co się działo na boisku, że przesadził itd. Jedynym winnym był wówczas Rostkowski. Nie pamiętamy już, bo sytuacja miała miejsce dawno, czy arbiter nie był wówczas nawet odsunięty. A jakoś niedługo później przestał w ogóle sędziować jako główny. A przecież miał wtedy rację, dawał kartki, bo sytuacja na boisku tego wymagała. Mimo to ówczesne władze sędziowskie tak „na czuja” wyniosły przekonanie – wzmacniane oczywiście protestami obu klubów – że tych kartek trochę zbyt dużo dał Rostkowski. Że trzeba było inaczej…

Czasy były w futbolu wówczas mroczne, ale przekonanie, że nie można dać zbyt dużo kartek pozostało w środowisku sędziowskim do dziś. Lepiej się nie wychylać, lepiej nie przekraczać średniej, lepiej pozostać niezauważonym.
Podobnym myśleniem wykazał się w piątek wieczorem pan Stefański. Zamiast dać drugą żółtą Gumnemu, skoro lechita był nieuważny i na tę kartkę zasłużył, to arbitrowi zmiękła rura i zabrakło odwagi (choć kibice Legii bardziej dosadnie określają czego panu Stefańskiemu brakuje). Błąd jak cholera!
Oczywiście nie mamy wątpliwości, że Stefański pamiętał, że wcześniej już zdążył ukarać Gumnego „żołtkiem” i teraz musiałby go wyrzucić z boiska. Postanowił być ślepy. Bo w to, że źle rozpoznał faul Gumnego nie wierzymy. Akcja nie była jakoś specjalnie dynamiczna, a impet z jakim obrońca Lecha wyciął Adama Matuszczyka bardzo duży. Zawodnik Zagłębia aż wyleciał w powietrze! Tu można było dać nawet od razu czerwoną kartkę, ale żółta to był już psi obowiązek arbitra, który sędziuje w Ekstraklasie i robi to za dobre pieniądze.
A jednak Stefański musiał sobie w głowie szybko przekalkulować, że jak da – walczącemu o mistrzostwo Lechowi – czerwoną kartkę w już w 38. minucie gry, to zrobi się afera na całą Polskę. I nie wytrzymał, wolał postąpić wbrew przepisom gry.
Czy poważny sędzia, w poważnej lidze może sobie pozwolić na taki konformizm? Przecież przepisy nie pozostawiały mu wyboru, nie są aż tak elastyczne. Stefański tę drugą żółtą kartkę dać musiał!
Pewnie, że po meczu usłyszałby od trenera Lecha, że to jest „cirkus” i „skandaloza”, ale to nie jego problem. Problemem jest to, że wypaczył wynik meczu, a w konsekwencji może nawet losów mistrzostwa Polski.
Nenad Bjelica nie raz wywierał naciski na arbitrów robiąc afery po meczach, w których Lech był – według Chorwata – krzywdzony przez sędziów. I ta taktyka przyniosła mu korzyść właśnie w meczu w Lubinie. Trafił na arbitra, który był zbyt miękki, żeby wytrzymać niezasłużoną histerię Bjelicy. Ten pan nazywa się Daniel Stefański i powinien do końca sezonu odpocząć, przemyśleć swój błąd, może odbyć rozmowę z psychologiem lub trenerem przygotowania mentalnego, który doda mu pewności siebie.
Oczywiście najmocniej z Danielem Stefańskim „jadą” fani Legii. Kibice z całej Polski radzą legionistom, żeby nie rozpaczali, bo jeśli zespół z Łazienkowskiej nie zdobędzie mistrzostwa Polski, to nie przez błąd Stefańskiego tylko słabą grę przez cały sezon. I to jest oczywiście prawda.
Tyle tylko, że to nic nie zmienia, w kwestii błędu arbitra. Nie on jest od dawania prezentów na wagę mistrzostwa. Ciekawe jak z tą sytuacją poradzi sobie szef sędziów Zbigniew Przesmycki. Punktów Lechowi przecież nikt już nie zabierze, ale brak surowej kary dla arbitra oznaczałby przyzwolenie, a nawet zachęcanie do robienia „cirkusów” po każdej niekorzystnej decyzji sędziego na boisku. Bo może się to kiedyś – tak jak w przypadku Bjelicy – opłacić.
Co ciekawe, wiecznie zadowolony z siebie PZPN wprowadził VAR chyba po to, by takie błędy jak ten Daniela Stefańskiego prostować. I co? I nic.
Jakoś nie możemy sobie wyobrazić sytuacji, że do Stefańskiego krzyczy kolega z wozu: „Daniel! Co ty?! Ślepy jesteś?!”, a on to ignoruje.
To albo Stefański nie ma kolegów, albo kolegów nie słucha, albo nadal obowiązuje w lidze kolesiostwo.
I co z tym robi PZPN?

  • zgubek

    Jeśli Legia chce być mistrzem, to musi teraz wszystko wygrać.Pytanie czy jest to możliwe? Wszystko jest możliwe w tej lidze, możliwe jest także to,że mecze sędziują takie miernoty jak Stefański.Ten niby sędzia powiózł już parę drużyn,Legia nie jest wyjątkiem. A co do Lecha- to prymitywna, chamska drużyna, a Gumny, gość który miał kosztować miliony, jest gumno wart.To prosty,drewniany zawodnik, do gry na boiskach III ligi, tam tak dają po kościach,że ten grojek pasuje jak ulał.

  • Tadziu Szczesny

    Jeśli Legia chce być mistrzem, to Lechowi musi zacząć znowu sędziował Marciniak. I wszystko w temacie

    • zgubek

      Marciniak nie pomoże, bo Legia słaba jest , tak samo jak Lech i Jagiellonia. To nie jest wyścig o mistrza, tu mistrzem nikt nie chce być, a Stefański niepotrzebnie się w to wtrącił. I tyle na ten temat .

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli