Czołg Miroslav Čovilo zatrzymał Legię i jeszcze ją postraszył

Autor wpisu: 24 lutego 2018 23:25

Warto było zobaczyć jak sobie radzi ta „nowa Legia” w meczu, który jej się nie układa, gdy rywal jest blisko, gdy atakuje bardzo agresywnie. Tak właśnie zagrała Cracovia i należą się jej duże pochwały, bo na pewno nie była słabsza. Mogła nawet mecz z Legią wygrać i to nie tylko dzięki swojej tradycyjnej broni, czyli stałym fragmentom gry. Głównie dzięki temu, że dla dwóch facetów: Michała Probierza i Miroslava Čovilo mecz z Legią to była wojna. Remis nie krzywdzi nikogo, ale to w Krakowie poszli spać z poczuciem niedosytu.

Michał Probierz nie byłby sobą gdyby meczu piłkarskiego nie obrócił w wojnę z cyklu: ja kontra reszta świata. W przedmeczowej rozmowie z Cezarym Olbrychtem z Canal+ wypalił: – Nasłano delegata, że ja tu ogrzewanie płyty kazałem wyłączyć… No ludzie! Podejrzewa się mnie o różne rzeczy, a ja nie mam takich możliwości. Niech oni się ode mnie… no wie pan co! – mówił nieco zdziwionemu reporterowi trener Cracovii. A podminowany był, że aż mu się uszami ulewało.
Pod presją był nie tylko Probierz. Także Legia. Tak powszechnie już chwalona, a tu ją – trochę niespodziewanie – wyprzedziła Jagiellonia Białystok. I w Legii zrobiło się nerwowo. I przed meczem, i na boisku, i w przerwie – gdy przy ławce rezerwowych skoczyły do siebie sztaby obu drużyn.
Probierz pokazał ekstraklasie sposób na Legię: krótko, twardo, nieprzyjemnie. Tak samo jak grał z Legią wiosną ubiegłego roku, jeszcze jako trener Jagiellonii Białystok. Wtedy Jacek Góralski dostał zadanie: nie grać w piłkę, tylko w kości. Kości Vadisa Odjidji– Ofoe. Wtedy też był remis.
Probierz zmienił klub, ale metody stosuje podobne, bo nikt nie lubi grać z rywalem na plecach. Na przykład taki Eduardo to już nie lubi w ogóle. Facet zagrał 45 minut, a jakby go nie było.
Legia miała „setki” Hämäläinena, Vešovicia, Szymańskiego i Pazdana (centymetry nad poprzeczką), ale skuteczność to jest coś nad czym Romeo Jozak musi z drużyną pracować.
Mistrz Polski stracił pozycję lidera i we wtorek przyjmuje – w meczu na szczycie – Jagiellonię Białystok. Szykuje się prawdziwe meczycho! Szkoda, że w środku zimy i przy siarczystym mrozie.

W tle meczu Cracovii z Legią toczyła się rywalizacja pomiędzy dwoma młodymi napastnikami: Jarosławem Niezgodą a Krzysztofem Piątkiem. Mówi się, że każdy z nich ma szansę pojechać na mundial, ale wiadomo też, że obaj się w kadrze Adama Nawałki raczej nie zmieszczą. Chyba że do pełnej dyspozycji nie wróci Arkadiusz Milik.
Co zatem pokazał Niezgoda? Niewiele. Zaczął dobrze, skończył dużo słabiej. Na początek meczu zademonstrował, że ma chłodną głowę: nie zagrzał się pod bramką Cracovii, tylko idealnie odegrał do Hämäläinena, ale Fin z kilku metrów trafił w słupek, czyli spudłował. Podobnie jak sam Niezgoda 20 minut później, gdy doskonałym podaniem obsłużył go Krzysztof Mączyński. Potem Niezgoda dokonywał coraz gorszych wyborów i gasł, gasł aż… zgasł.
A co pokazał Piątek? Zaczął słabo, od nieprzygotowanego i kiepskiego strzału z dystansu. Za to z upływem czasu było już lepiej. Toczył ciężkie boje z Williamem Remym – co do przyjemności nie należy – i radził sobie tak pół na pół. Piątek potrafi się zastawić, potrafi dobrze grać głową. Po jednej z takich akcji piłka przeszła tuż obok spojenia bramki Legii, ale zamiast pochwał dostał tylko opier… od kapitana Cracovii Miroslava Čovilo, który w sobotę wieczorem miał obłęd w oczach. A gdy Piątek zasugerował Bośniakowi, żeby zajął się sobą, usłyszał, ze ma się zamknąć i słuchać. Patrząc na szaleństwo tego Čovilo (chłop ma 193 cm wzrostu i niemal 90 kg wagi), lepiej żeby Piątek sam z nim w szatni nie zostawał.

W każdym razie brawa dla Piątka, że z czasem zaczął sobie radzić z rosłym Francuzem, bo tego jeszcze w ekstraklasie nie widzieliśmy. Remy się na tyle zagotował, że dostał żółtą kartkę za komentowanie decyzji sędziego. I faktem jest, że w Krakowie im gorzej mu szło, tym więcej machał „gałęziami”.
A wracając do Piątka. Michał Probierz reklamuje go jako następcę Roberta Lewandowskiego, co jest o tyle zrozumiałe, że trener po prostu „pompuje” swojego napastnika i podbija jego wartość na rynku transferowym. Ale – póki co – takie porównania tylko Piątkowi szkodzą. Nie przykładajmy do niego miary „Lewego”, nie ta liga.  Miał akcję meczu: wychodząc sam na sam z Malarzem trafił w bramkarza Legii. A podanie Piątek dostał od… Čovilo, który w Cracovii stanowi siłę połowy drużyny. Normalnie koń pociągowy! Broni, odbiera piłki, podaje, uderza z głowy i jeszcze młodych na boisku opieprza. Jednoosobowe działo samobieżne. Jakby Cracovia jeszcze jeden taki „czołg” miała…
W Krakowie w większym wymiarze czasowym pokazał się w Legii Marko Vesović. To miała być taka odpowiedź Jozaka na odejście z Legii Guilherme – chłopaka, który grał efektownie, był szybki, wygrywał pojedynki. Piłkarz, na którego się chodzi na stadion i za którym szaleją chłopaki na „orlikach” jest w takim klubie jak Legia niezbędny. I Vesović może być takim piłkarzem. Pokazał w Krakowie, że ma jakość, fajny i odważny drybling, choć – podobnie jak Gulherme – nie ma wykończenia.
Na końcówkę meczu w Krakowie wszedł Miro Radović. Sam się dziwię, że to piszę, ale wszedł… niepotrzebnie. Zaczął – pewnie pod wpływem transmisji z zimowych igrzysk – odwalać jakieś nieudane piruety, przewracać się i ogólnie wygłupiać. Powinni mu chyba dać jakiegoś batonika przed wejściem, żeby się chłop wzmocnił.

Kiepsko ogląda się mecz ekstraklasy, gdy na stadionie panuje atmosfera zimowego sparingu. Legię przyszło zobaczyć w Krakowie tylko 2100 widzów. To frekwencja – nawet biorąc pod uwagę mrozy i pozycję Cracovii w tabeli – fatalna. Niby ten mecz miał być ciągiem dalszym kary dla Cracovii (zamknięty stadion), ale od tego odstąpiono. Chyba niepotrzebnie, bo tak ani kary za skandaliczne burdy na derbach z Wisłą, ani ludzi na meczu z Legią. Coś tu nie zagrało.

Inne artykuły o: Cracovia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Mecz jak mecz.Wyrównany, z dużą ilością niewykorzystanych sytuacji.W Legii niestety szwankuje obrona, stałe fragmenty gry pod jej bramką to tragedia.Pazdan wygląda słabo, gra słabo i nic nie wskazuje,że zagra lepiej.Męczy go syndrom niespełnienia w lidze zagranicznej. Probierz stara się być zabawny, ale im starszy tym więcej się ośmiesza.To jedyny znawca i najlepszy trener w polskiej piłce.Taki Buf(f)on , ale nie Gianluigi tylko Michał.
    I jeszcze jedno – granie w taki mróz to bezsens.Komu to służy? We wtorek w Warszawie będzie – 13 stopni(odczuwalna – 19).To niebezpiecznie grać w taki mróz,przyjście na stadion to odwaga.No, ale może o to w tym chodzi.Na zachętę taka parafraza wierszyka Tuwima o mrozie;
    W ostry mróz Boniek wiózł,
    Piłeczkę na wozie,
    Skrzypi coś, gość nie gość
    Trzaska kość na mrozie,
    Tężał mróz,każą grać
    Zamarzają dłonie
    Gdzie tu sens k…a mać
    Niech ci powie Boniek.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli