I czego się czepiać? Legia przecież gra dalej…

Autor wpisu: 19 lipca 2019 00:39

Legia Warszawa wygrała rewanż z Europa FC 3:0 i gra dalej w Lidze Europy. To najważniejsza wiadomość po czwartkowym otwarciu sezonu na Ł3. Najważniejsza i właściwie… jedyna. To było jak praca na zaliczenie z bardzo nielubianego przedmiotu. Nieważne na ile, trzeba zakuć, zaliczyć i zapomnieć. Tak się stało. Treść, styl, kolor tuszu i rodzaj papieru w zasadzie nie mają tu żadnego znaczenia.

Zaliczenie wypadło na „dostatecznie”, ale promocja jest. Czemu na „dostatecznie”? Nie, nie z powodu jakości gry – przecież napisałem, ze styl nie ma tu znaczenia. Jak ktoś chce dzielić włos na czworo, zastanawiać się, czemu tak mało było sprintów, kto ile miał odbiorów i czemu Ibrahim Ayew najwięcej (strzelam), to… powodzenia. Mnie wydaje się, że jest masa ciekawszych i bardziej pożytecznych zajęć, z obserwacją księżyca w pełni łącznie.
Ale tylko „dostatecznie” z powodu nieskuteczności punktowej. Remis i zwycięstwo? Nie! Miały być dwa zwycięstwa – nie dla wrażenia, tylko dla bardzo namacalnego rankingu UEFA. Oj, jak nas boli, że nasze zespoły zaczynają od pierwszej rundy eliminacji, nieprawdaż. Jak boli, że gdy ci „dorośli” jeszcze bawią na Ibizie, a nasze piłkarskie przedszkolaki już muszą być pod parą, już muszą harować, już dostawać baty.
Ale boleć będzie dopóki nie wygrzebiemy się z szarego ogona klasyfikacji klubowej UEFA. A nie wygrzebiemy się dopóki nie poprawimy średniej punktowej. A nie poprawimy średniej dopóki zespół z taką kadrą jak Legia nie będzie bezwzględny w meczach z rywalem z taką kadrą jak Europa FC. Na jednym stadionie w Gibraltarze trzeba było wygrać. Choćby 1:0, choćby oddając jeden celny strzał w meczu, choćby oddając w ogóle tylko jeden strzał w meczu, ale wygrać!!! Legia z Europa FC grała nie tylko o awans, ale także o swój własny komfort w następnych sezonach i nie zrobiła dla tego komfortu tego, co mogła.

W rewanżu w Warszawie – i owszem. Dwa szybko strzelone gole (Carlitos i Sandro Kulenović) ten komfort zapewniły. Trzeci (znów Carlitos) i czerwona kartka dla jednego z rywali w pierwszej fazie drugiej połowy mecz zamknęły, rozstrzygnęły, przyklepały. Jakie to ma znaczenie, że legioniści grali wolno i ociężale, a rywale – dopóki byli w jedenastu – starali się grać piłką, potrafili ją przytrzymać na połowie Legii i na turystów wyglądali tylko przed meczem, gdy kręcili sobie filmiki na smartfonach podczas chóralnego „Snu o Warszawie”.
Jedyne, co boli na poważnie, to żółte kartki dla Williama Remy’ego i Mateusza Wieteski. To się nie powinno zdarzyć. Jeszcze po jednej z Finami w następnej rundzie i trzeba będzie szukać nowej pary stoperów na rywali najcięższych. Igor Lewczuk pilnie się rozgrzewał – będzie jak znalazł. Na marginesie: Lewczuk wracał do Legii niespecjalnie zadowolony z roli rezerwowego w Bordeaux…

Zdecydowanie mecze z Europa FC nie były takimi z rodzaju rozdzielania włosa na czworo. U nas wciąż pokutuje obraz gibraltarskiego futbolu z czasów, gdy ogrywaliśmy ich reprezentację wrzucając „siódemkę” czy „ósemkę” grając przeciw celnikom i policjantom. Owszem, „celnik” Chipolina wciąż gra w drużynie narodowej, ale to jedyne, co na Gibraltarze od tamtego czasu się nie zmieniło. Dziś najlepsze kluby – Lincoln, Europa czy St. Joseph są już na wpół profesjonalne, zatrudniają piłkarzy i trenerów z Hiszpanii bądź Portugalii z tych samych klas rozgrywkowych, z których trafiają oni i do Polski, liga liczy – uwaga – 16 zespołów, a szkolenie dzieci (chłopców i dziewczynek) zaczyna się na poziomie ośmio- czy dziesięciolatków.

Przez minionych pięć lat, jakie dzielą nas od meczów reprezentacji z Gibraltarem, dystans między futbolem tego kraju a resztą Europy zmniejszył się diametralnie.
A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie – a co stało się z dystansem naszych klubów na tle reszty Europy? Poważna odpowiedź może dać dużo więcej niż roztrząsanie, jaki styl prezentowała Legia w meczach z Europa FC.

 

 

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • zgubek

    No fakt- czego się czepiać. Legia jedyna z trzech drużyn, które rozpoczęły europejskie puchary – gra dalej.A,że gra słabo,powiedzmy nawet bardzo słabo, wynika, m.innymi z tego,że liga w której występują jest kiepska. W tej lidze najlepiej prezentują się stadiony(no może nie wszystkich drużyn).Możemy zapomnieć,że będziemy wygrywać z takimi potentatami jak drużyny z Białorusi i Słowacji. Teraz to Gibraltar,San Marino, czy inny gigant-to przeciwnicy, których możemy przeskoczyć, ale i to czasami przy odrobinie szczęścia.I nie tłumaczmy tego winą sędziów(vide Probierz),tylko grać trzeba lepiej.Legia, jak na polskie warunki , to drużyna o dużym potencjale,ale gra jakby ogarnęła ją impotencja.Szkoda tych chłopaków, bo są w sile wieku.Zeszły sezon w jej wykonaniu był tragiczny, ten nie zapowiada się lepiej.No, ale nich żywi i jej kibice nie tracą nadziei.

    • xymoxon

      Legia grał słabo, bo liga kiepska? To dlaczego w słabej szkockiej lidze gra znakomity Celtic Glasgow??? Dlaczego w beznadziejnej lidze białoruskiej jest BATE, które zrobiło w pucharach więcej niż polskie kluby razem wzięte?

      • zgubek

        No Celtic to znakomity klub jest, klękajcie narody.Tak samo jak Bate- to też potentat-psim swędem ograł Piasta. Legia by wygrała gdyby trenował ją Sa Pinto- prawda znawco futbolu. No ale Legia, jak to napisał jeden z kibiców pomściła Szydło, Europa na kolanach.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli