I cóż z tego, że wstydu nie było? Legia i polski futbol znów poza Europą

Autor wpisu: 29 sierpnia 2019 23:47

Przez 180 minut z Glasgow Rangers Legia nie straciła gola. Podobnie jak w poprzednich sześciu konfrontacjach tej kampanii eliminacji Ligi Europy. A jednak dogrywki nie było. Nie ma też Legii w fazie grupowej. Bo w pierwszej minucie doliczonego czasu gry niesamowity Kolumbijczyk Morelos wykorzystał serię błędów legionistów i efektownym szczupakiem podsumował cały dwumecz.

To bardzo przykre uczucie w bardzo przykrym momencie. Człowiek już nastawił sobie wodę na herbatę, by zdążyć napełnić kubek w krótkiej przerwie między podstawowym czasem gry a dogrywką, a okazało się, że tylko whisky można sobie pierd… (cytując klasyka). Akurat a propos Szkocji – to pasuje jak najbardziej.
Ten gol Morelosa smagnął jak plaskacz w policzek. Nie dlatego, że Legia przegrała, że odpadła – z tym trzeba się było liczyć od momentu, gdy wpadła na Rangerów. Dlatego, że dogrywka przecież już była nasza, a potem rzuty karne. Też nasze. W myślach. No, ale Liga Mistrzów jest Szkotów. Czy napisałem: „Liga Mistrzów”?
Liga Europy dla nas to jak dla wielu innych Liga Mistrzów. Choć przecież i w Lidze Mistrzów Legia była – całkiem niedawno. Od tamtej pory Europa dla nas niedostępna. To już trzeci sezon z rzędu. I nie chodzi tylko o Legię, a o wszystkie polskie zespoły.

Jeśli ktoś tę Legię sprzed trzech lat w meczu z Rangers przypominał, to chyba Radek Majecki. Wówczas legionistów do Europy na barkach taszczył 36-letni (wtedy) Arkadiusz Malarz, teraz próbował to samo zrobić jego 19-letni następca. Bronił jak w transie, ale strzału Morelosa koledzy nie dali mu szansy obronić.
Malarz w sławetnej kampanii gole puszczał, ale Legia miała piłkarza, który gole strzelał – Nemanję Nikolicia. Malarz z Niko dźwigali ciężar we dwóch. Majecki musiał nieść samotnie. Zwłaszcza, że koledzy z pola zafundowali zdecydowanie więcej pomyłek i przed polem karnym i w szesnastce niż to było w pierwszym meczu w Warszawie.

Zresztą – to było do przewidzenia, że szkocki walec na Ł3 tylko próbuje, czy wszystkie elementy ma spasowane, a na full odpali na Ibrox Park. Glasgow Rangers to maszyna z innej półki niż Legia. Jeśli ktoś tego nie dostrzega, to jest w tym niedostrzeganiu nieuczciwy. Oczywiście – porażka w takich okolicznościach, jak te w dwumeczu z Rangerami, jest bardzo przykra i boli. Ale boli w zupełnie inny sposób niż szanse tracone ze Sheriffem Tyraspol czy Dudelange. Tamte były jak wstydliwe razy wymierzane pod pręgierzem ku uciesze złorzeczącej gawiedzi.
Ta – jest bolesna raczej gorzkim poczuciem straconej ogromnej szansy, która dość niespodziewanie okazała się realną do spełnienia. Do Europy dziś nie da się wczołgać ukradkiem. Trzeba takie szanse wykorzystywać, nawet jeśli rywal jest z innej futbolowej planety. Łatwiejszej drogi dla polskiej piłki klubowej po prostu nie będzie.

Dlatego do drogi trzeba być bardzo dobrze przygotowanym. I dla Legii piątek po meczu w Glasgow powinien być pierwszym dniem przygotowań właśnie do tej drogi, o której wspominam. Dla mnie bez wątpliwości – drogi, do której marszrutę wytyczy Aleksandar Vuković. Jakoś tak to się porobiło w poprzednich sezonach, że czy był awans (Hasi), czy go nie było (Magiera, Klafurić), trener leciał jakoś tak mniej więcej w tym momencie. Najwyższy czas skończyć z tą „tradycją”. Konsekwencja, budowanie, wzmacnianie – wyświechtane słowa, ale wciąż prawdziwe, wciąż na czasie. Mogą nudno wybrzmiewać, ale w dążeniu do celu są niezbędne.
Ładną sentencję w studiu telewizyjnym rzucił Jacek Magiera pytany jak widzi sytuację Vuko. – Stabilizacja jest konieczna. Ta drużyna z każdym dniem wyglądała coraz lepiej – podkreślił. Tak jest. Nie mam wątpliwości, że Vuković potknie się nie raz, może nie dwa. Ale chodzi o to, co z tych potknięć wyniesie. Trzeba dać mu szansę, by tak się stało. By za rok nie powtórzyło się Glasgow i kluczowy gol tracony w doliczonym czasie gry.
Może ni z gruszki, ni z pietruszki, ale z podwórka sąsiadów. Slavia Praga właśnie cieszy się, że w Lidze Mistrzów zagra z Barceloną, Borussią Dortmund i Interem Mediolan. Po pewnie wygranych eliminacjach. Wiecie, kiedy zaczęła iść tą drogą? Półtora roku temu. Dyrektor sportowy, potem trener, piłkarze – w styczniu 2018 powiedziano sobie: naszym celem jest Liga Mistrzów. Dzień po dniu, krok po kroku tę drogę realizowano. W sierpniu 2018 roku jeszcze było za wcześnie, ale z drogi nikt nie zboczył. Nie udało się? Dobra – trzeba poprawić to i to. Poprawili. Skutecznie.
Legii i Vukoviciowi też tego życzę. Konsekwencji i nie zbaczania z drogi.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Jestem dumny ze swoich piłkarzy- tako rzecze Vukovic po przegranym meczu w Glasgow.To dobrze ,że trener tak wyraża się o swoich podopiecznych. Ja jako kibic dumny nie jestem. Nie byłbym nawet gdyby ,,moi chłopcy” przeszli do następnej rundy. Byłbym, gdyby byli w Lidze Mistrzów. A byli w niej, jak słusznie zauważ redaktor, niedawno.Później po tym wyczynie rozpoczął się zjazd drużyny z Łazienkowskiej.Jednak co by nie mówić – ta Legia w pucharach w porównaniu z innymi polskimi drużynami przerasta je o klasę.Ale to małe pocieszenie i trzeba jak pisze redaktor wziąć się do roboty i pójść w ślady naszego sąsiada z południa. Tylko czy pod wodzą Vukovica, którego zwolennikami są redaktorzy z Futbolfejsa ? Mnie Vuko nie przekonuje.To dusza człowiek,ale jeszcze nie trener- raczej czeladnik u majstra. Majstra trzeba tu innego. Wracając do meczu to podobał mi się w Legii Majecki,tak jak redaktorowi, reszta grała zdecydowanie słabiej niż tydzień temu. Nie rozumiem uporu Vukovica z wystawianiem w podstawowym składzie Kulenovica. Czemu ten Niezgoda nie wchodzi od początku. Dlaczego Carlitos nie gra, skoro jest jeszcze w Legii?Tych dlaczego i czemu jest więcej w działaniu trenera. Widać,że ma poparcie Mioduskiego, czy przełoży się to na wynik- okaże się.Dostał szansę. Przytoczony przez redaktora przykład Slavi Praga – trafił do mnie.Sukces rodzi się w bólach, to takie wyświechtane,ale prawdziwe.Bo tylko miłość,śmierć i sraczka przychodzi znienacka jak mawia przysłowie ludowe. W piłce tak nie ma.A co do konsekwencji i zbaczania- to tej pierwszej u Vukovica brakuje(z wyłączeniem jego kroków w odniesieniu do Carlitosa i Kulenovica). Co do zbaczania z drogi,to na mój nos -trener jeszcze nie znalazł tej właściwej.

  • xymoxon

    „Slavia Praga właśnie cieszy się, że w Lidze Mistrzów zagra z Barceloną, Borussią Dortmund i Interem Mediolan. Po pewnie wygranych eliminacjach. Wiecie, kiedy zaczęła iść tą drogą? Półtora roku temu.”

    Panie dziennikarzu, potrzebne jest panu przypomnienie oczywistych faktów: w Slavii Praga w 2015 r. pojawili się z kapitałem Chińczycy. Klub został przez nich przejęty, potężny chiński konglomerat CEFC zdecydował się spłacić 112 milionów koron czeskich długu wobec byłego właściciela klubu, firmy Enic Sports Ltd. Przejął też 59,97% udziałów, zostając większościowym udziałowcem Slavii (za weszło.com).

  • ursynów

    ,, Panie dziennikarzu”. Jak będzie chciał pan cokolwiek napisać o piłce,a zwłaszcza o Sa Pinto, to najpierw konsultacja jest niezbędna u nijakiego xymoxona. To człowiek ,,wszystko wiem na wszystkim się znam”- taki renesans i oświecenie w jednym.To ,,wielbiciel” Tuzimka. Są tacy ludzie na świecie . Kiedyś znalazłem taką myśl,,Duża wiedza czyni skromnym, mała zarozumiałym” U nijakiego xymaxona jest inaczej.
    Pozdrawiam redaktora

    • xymoxon

      Nie zesraj się z tego hejtu, trollu.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli