Chukwu to przypadek beznadziejny. Nie kwalifikuje się nawet do leczenia

Autor wpisu: 29 maja 2017 09:32

Legia wywiozła z Kielc najniższe możliwe zwycięstwo, ale wielu jej kibiców klęło w końcówce bezsilnie do telewizorów, bo wysiłek całego sezonu wisiał na włosku. Jeden mały błąd – wystarczyło żeby przy strzale Kiełba „zaspał” Malarz, albo przy zakiwaniu się na śmierć Dąbrowskiego we własnym polu karnym, nie pomógł mu Pazdan – a Legia mogłaby o mistrzostwie zapomnieć. Legia – długimi fragmentami meczu – źle wyglądała fizycznie, skuteczność była kiepściutka, a rezerwowi zaliczyli występ kompromitujący.

Wiadomo, że jest koniec sezonu, że łupie w kościach i wszyscy są zmęczeni. Także psychicznie, bo Legia nie może się potknąć, nie stać jej na słabszy dzień – zbyt dużo tych słabych dni miała na początku sezonu. Teraz musi wygrywać, wygrywać, wygrywać. I wygrywa bądź remisuje, gdy może sobie na to pozwolić (tak jak w Białymstoku), ale jednocześnie swoich kibiców niepokoi.
Ostatni mecz, w którym Legia wyglądała na naprawdę silną, to było zwycięstwo z Lechem. Poznaniacy dostali dwie bramki, a powinni jeszcze kilka.
Ale od tamtego meczu Legia już się na taki poziom nie wspięła. Zarówno w Białymstoku, jak i w Kielcach rywale strzelali jej po golu, ale sędzia w obu przypadkach kasował te bramki. Zespół Jacka Magiery wyglądał na obu wyjazdach na piekielnie zmęczony. W meczu z Koroną nawet bardziej, choć przecież liga miała tydzień na regenerację.
Legię ratuje geniusz Vadisa i solidność formacji obronnej z bramkarzem. Belg ciągnie akcje, ale musi mieć do kogo zagrać. A ostatnio tylko Dominik Nagy jest godnym partnerem dla najlepszego zawodnika Ekstraklasy. Węgier jest szybki, dobry technicznie, dynamiczny i skuteczny. A co z resztą? No gorzej. Albo dużo gorzej.

Zacznijmy przegląd kadr kandydata na mistrza od najlepszych.
Miro Radović ewidentnie jest pod formą, coś nie trafił z przygotowaniami do decydującej części sezonu. Chrystusowy wiek na pewno mu nie pomaga, ale przyczyna spadku formy tkwi chyba gdzie indziej.
Przypomnijmy sobie początek tego sezonu. Miro grał wtedy w Partizanie Belgrad, który toczył ciężkie boje pucharowe (przegrane po karnych) z Zagłębiem Lubin. Serb w pierwszej połowie sezonu był w wysokiej formie, bo przygotowania zaczynał we wczesnym czerwcu. Wszyscy pamiętamy jak wiosną zadołowało Zagłębie Lubin, jak musiało zapłacić karę na pucharową batalię. Radović też musiał zapłacić za sezon, który dla niego trwać będzie okrągły rok! I właśnie płaci. Nie można mieć do niego o to pretensji. Porusza się trochę ociężale, ale swoje na pewno zrobi. Trzeba by mu dać odpocząć, ale nie ma jak, bo zmiennicy, jakimi dysponuje Magiera są tragiczni – fizycznie wyglądają tragicznie, a piłkarsko to mogą Radoviciowi co najwyżej buty czyścić. Ale o rezerwowych za chwilę.
Najpierw Guilherme. To jest piłkarz, który – gdy jest w formie – może sam mecze wygrywać. Ostatnio jednak czegoś mu brakuje. Zmęczenie sezonem na pewno wiele usprawiedliwia, ale Brazylijczykowi jakby brakowało doświadczenia, spokoju, mądrości w szafowaniu siłami. Umie wygrać pojedynek, ale brakuje mu spokoju, żeby skończyć akcję golem lub asystą, jak to było na początku sezonu. A jest Legii w niedzielę niezbędny, ale jako ten Guilherme, który robi różnice. Potencjał jest, czy starczy sił i czy wytrzyma głowa?
„Gui” jest tak potrzebny, bo… nie ma kim go zastąpić. W tym momencie sezonu bezcenny byłby Michał Kucharczyk. No ale on wróci na boisko w lipcu, więc w zdobyciu mistrzostwa w 2017 roku już nie pomoże. A szkoda, bo ma wszystko, czego nie mają jego koledzy, którzy wchodząc z ławki mogą „Kuchego” tylko parodiować. Kucharczyk jest silny, szybki, waleczny, ambitny i czasem potrafi zrobić coś z niczego.

O Danielu Chima Chukwu i Kasperze Hämäläinenie można powiedzieć tyle, że potrafią zrobić tylko nic z niczego, albo nawet nic z czegoś. To znaczy z dobrej sytuacji strzelić dwa razy nad poprzeczką (jak Fin), albo spieprzyć „setkę” po genialniej asyście Vadisa (znowu Fin). „Hama” gra niepewnie, jakby sam nie był przekonany, że zasługuje na grę w Legii. W Kielcach zamiast opanować nerwy to wali z pierwszej piłki byłe gdzie, czyli nad poprzeczkę. Nie potrafi też powalczyć fizycznie o piłkę w ostatnich minutach meczu, gdy trzeba się w rywala wpieprzyć, próbować przeciąć jego podanie, biegać jak głupi od faceta do faceta, bo to są metry decydujące o mistrzostwie Polski. Nie umie też opanować lęku i choć przez chwilę wziąć grę na siebie, utrzymać się przy piłce, tak jak to robi nie tylko genialny Odjidia, ale nawet zmęczony Radović. Trzeba czasem zrobić kółeczko, pozwolić się sfaulować, zyskać wolnego i kilkadziesiąt sekund. U Fina nic z tego… Jakby był jakiś taki spłoszony. Aż chciałoby się, żeby podbiegł do niego któryś z kolegów (szkoda że nie może tego zrobić Vuko!) i walnął mu do ucha: „Ty, ku…! Obudź się stary! O mistrza gramy, daj trochę z wątroby!”. Nie wiem czy by to pomogło, bo Fin ma naturę miłego introwertyka i być może jeszcze bardziej zamknąłby się w swoim własnym świecie, skorupie która go chroni. Ale mimo wszystko bym zaryzykował, bo tak jak w Kielcach o mistrzostwo grać nie wolno. Może Magiera albo Vuković trafią do niego przez najbliższy tydzień.

Drugi pacjent to Chukwu. I dla mnie to niestety przypadek beznadziejny. Nawet się nie kwalifikuje do leczenia. To jest po prostu pomyłka i trzeba się do tego przyznać. Facet coś kiedyś grał, ale to było dawno. Dziś załamuje wszystkim. Wchodzi na końcówkę meczu i nie jest w stanie zrobić nic. No nic zupełnie. Ani strzelić (bo z czego), ani podać, ani przyjąć, a o odbiorach to już w ogóle nie ma co mówić. Spanikowany, niedokładny, nieprzygotowany. Człowiek ma wrażenie, że jakby się wylosowało jakiegokolwiek kibica z trybun, to biegałby i grał lepiej niż Nigeryjczyk. To jest facet, który trafił do Legii zimą nieprzygotowany. Ale jest już ku… lato, a on jest nadal nieprzygotowany. To albo on jest leniuchem, albo trenerzy przygotowania fizycznego nie wykonali z nim odpowiedniej pracy. Albo jest jeszcze gorzej, wręcz tragicznie: to co pokazał w końcówce w Kielcach to jego maks…
Taki zawodnik nie jest w stanie Legii pomóc, ani za tydzień, ani w najbliższej pięciolatce. Pewnie miałby kłopot ze zdaniem testu szybkościowego na 60 metrów dla klas szóstych… Dajcie sobie w Legii z nim spokój, weźcie kogoś z rezerw, na pewno będzie lepiej rokował.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Walcząca o mistrza Legia, ma takie dziury, że jak przychodzi do decydującej rozgrywki to Jacek Magiera patrzy na ławkę i nie ma kogo wpuścić do ofensywy, bo wie, że osłabi drużynę. Jak na zespół, który chce walczyć na trzech frontach i słuchać na Łazienkowskiej hymnu Ligi Mistrzów, to słabo. Legia potrzebuje transferów, ale nie takich jak ostatniej zimy (Nagy był kupiony już latem).
Ale, żeby się na dobre zakupy wybrać to trzeba mieć kasę. A żeby ją mieć to trzeba grać w grupie Ligi Europejskiej lub Ligi Mistrzów. A żeby tak było, to trzeba wygrać w niedzielę mistrzostwo. Na razie z Hämäläinenem i Chukwu. I to jest dopiero wyzwanie.

Nowy trener Korony z półamatorskiej ligi…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Zgoda Panie Redaktorze,to wszystko prawda,Legia ciągnie na oparach.Ale inni nie lepsi.Co pokazał Lech albo Jagiellonia,wygrały obie drużyny o piczy kłak.Jedynie Lechia zapakowała Pogoni cztery bramki, ale ta Pogoń to leżała na boisku.Zobaczymy w niedzielę,ja wierzę,że ten ostatni mecz wyjdzie,krytykowani przez wszystkich Rado i Guilherme dadzą z siebie wszystko,a Magiera tak ustawi drużynę,że Lechia jej nie pokona.Żywi nie tracą nadziei, a Legia jeszcze nie umarła,choć goni resztkami sił.A co do Fina i Chukwu,to nie gracze dla Legii,ale mój ulubiony trener Łazarek powiedział dawno temu – Bądź mądry,nie miej racji.Może tak jest i w tym przypadku.Wierzę ,że Legia jeszcze raz pokaże,ze można na nią liczyć.

  • kocio

    Radovic imprezy, Jedrzejczyk deweleperka. Magiera spierd…. przygotowania – forma na ostatnie mecze sezonu ( w miare). a i brzuch Rado jak za starych dobrych lat, gdy gral piach i wymachiwal raczkami. Gdyby nie Vadis, gralibysmy o miejsca 5-6,a za moment go nie bedzie. a Rado za podejscie do zawodu vide brzuch powinien zapierdalac karne okrazenia wokol boiska do odciecia, ale na to trzeba miec jaja, ktorych naszz trener chyba nie posiada.

    • ursynów

      Człowieku coś się przypiął do jaj Magiery.Jaja są wrażliwe i słabe.Kocio jeśli chcesz być twardy ,miej waginę.Ta znosi w życiu prawdziwy łomot.
      A Jackowi to co ma wystarczy i spokojnie da sobie radę.Nie musi jak Probierz mówić,ze po 40 coraz więcej ludzi może go w dupę pocałować.
      Zresztą Pan Jacek nigdy by nie składał nikomu takiej propozycji.Drogi Kocio,jeśli jesteś kibicem Legii,to więcej luzu i coś na uspokojenie, najlepiej melisę.

      • gryf01

        Niektórym to się nigdy nie dogodzi.
        Możesz przejąć klub z dna tabeli, odrodzić się w Lidze Mistrzów, odrobić 12 punktów straty w lidze do lidera i na jeden mecz przed końcem mieć dwa punkty przewagi, wygrać wszystko co tylko jest realnie do wygrania w sezonie, a i tak znajdzie się jakiś Kocio który powie ci, że nie masz jaj, bo on by to zrobił o wiele lepiej.
        Artykuł też trochę dziwny. Było mnóstwo kluczowych dla sezonu meczów w których zmiennicy w Legii wchodzili na boisko i odwracali wyniki meczów. A teraz jeden mecz i to wygrany i już totalna krytyka? Nie zawsze rezerwowy wejdzie na dziesięć minut i strzeli dwie bramki. Chukwu dostał szansę, nie wykorzystał jej. Tak samo Necid w ostatnim meczu. Chukwu musi teraz poczekać na drugą w następnym sezonie, od niego tylko zależy czy ją wykorzysta. A, że wzmocnienia są konieczne? Nawet w Realu Madryt wzmocnienia co roku są konieczne. Tym bardziej w Legii.

      • gryf01

        Niektórym to się nigdy nie dogodzi.
        Możesz przejąć klub z dna tabeli, odrodzić się w Lidze Mistrzów, odrobić 12 punktów straty w lidze do lidera i na jeden mecz przed końcem mieć dwa punkty przewagi, wygrać wszystko co tylko jest realnie do wygrania w sezonie, a i tak znajdzie się jakiś Kocio który powie ci, że nie masz jaj, bo on by to zrobił o wiele lepiej.
        Artykuł też trochę dziwny. Było mnóstwo kluczowych dla sezonu meczów w których zmiennicy w Legii wchodzili na boisko i odwracali wyniki meczów. A teraz jeden mecz i to wygrany i już totalna krytyka? Nie zawsze rezerwowy wejdzie na dziesięć minut i strzeli dwie bramki. Chukwu dostał szansę, nie wykorzystał jej. Tak samo Necid w ostatnim meczu. Chukwu musi teraz poczekać na drugą w następnym sezonie, od niego tylko zależy czy ją wykorzysta. A, że wzmocnienia są konieczne? Nawet w Realu Madryt wzmocnienia co roku są konieczne. Tym bardziej w Legii.

  • ursynów

    To prawda jest, zmiennicy w Legii, po wejściu na boisko odwracali wyniki meczów.Takich spotkań było kilka(najbardziej spektakularne z Lechem). Nie chcę bronić redaktora,ale myślę,że jego intencją było pokazanie,że w Legii pełnowartościowych zmienników jest jak na lekarstwo:Kucharczyk, Jodłowiec,Rzeźniczak,no może jeszcze Broź.Reszta gra to co potrafi. Ale w innych drużynach jest jeszcze gorzej.No bo jakich zmienników ma Lech,albo Jagiellonia.Ciut lepiej jest w Lechii.Co tu dużo gadać, nawet w takich firmach jak Barcelona,czy Bayern też jest krucho, nie każdy co wejdzie na boisko jest drugim Lewandowskim,Neymarem czy Messim.Legia liczyła na Kulenovica,ale ponoć chłopakowi po pucharach lekko w głowie zaszumiało.Czekajmy spokojnie do niedzieli, a potem zobaczymy,czy klub się będzie wzmacniał, czy sprzedawał.Tak było po sezonie 1995/1996, gdzie po wejściu do 1/4 Ligii Mistrzów,wyprzedano połowę drużyny.

  • somebody

    Bez przesady z Chukwu. Grał tylko 10 minut. W rezerwach gra i strzela. Magiera nie jest kretynem by słąbego piłakrza brac na ławke i ejszcze go wpuszczac na boisko przy wyniku jeszcze nierostrzygniętym. Musiał go czymś przekonać. Przypadkiem beznadziejnym jest redaktorek który dał taki a nie inny tytuł dla klikalności. załosne

    • ursynów

      Bywają przypadki beznadziejne, a takim jest niestety Chukwu, gwiazda zdaniem somebody- strzelec bramek w rezerwach Legii.Snajper Chukwu strzelił tych bramek w sumie 3,dwie ze Świtem Nowy Dwór, jedną z Ruchem Wysokie Mazowieckie.Klękajcie narody-strach się bać,takie potęgi.Chyba tym trudno przekonać Magierę.Dotychczas Chukwu dał się poznać w Legii tym,że pomylił stadiony jak jechał na trening.Zamiast na Łazienkowską trafił na Narodowy.Dobrze,że na Konwiktorskiej nie wylądował.Oj somebody- może Chukwu przekonał Magica, że jak to napisałeś jest piłakrzem, a nie piłkarzem.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli