Carlitos już w Legii nie zagra?

Autor wpisu: 10 lutego 2019 11:10

Bum! I po Carlitosie… Hiszpański napastnik nie znalazł się w kadrze Legii na mecz z Wisłą Płock i to mimo faktu, że mistrzowie Polski wielkiego wyboru zawodników do ataku nie mają. Carlitos – gdy po treningu dowiedział się o decyzji Sa Pinto – miał dać upust swojemu niezadowoleniu w bezpośredniej i „żarliwej” rozmowie z trenerem, a tego Portugalczyk nie toleruje. Nie brak głosów, że to koniec Carlitosa w Legii. Całą sprawę trzeba rozpatrywać w połączeniu z ofertą transferową, jaką Legia dostała na Hiszpana z Ameryki.

Kilka dni temu gruchnęła informacja, że za Hiszpana klub MLS – New York City złożył Legii ofertę na poziomie 2,5 mln euro. Z kręgów zbliżonych do klubu można było usłyszeć, że Legia nie będzie na siłę zatrzymywać swojego napastnika. Co więcej, dało się wyczuć, że klub chętnie na nim zarobi. Szczególnie, że ceniony w Polsce Carlitos, u trenera Sa Pinto nie miał statusu gwiazdy. Nie zawsze miał miejsce w składzie, czasem wchodził na końcówki spotkań, często był rotowany w z „jedenastce”, najpierw z Jose Kante, a gdy Gwinejczyk podpadł trenerowi, z Sandro Kulenoviciem.
Legia ofertę za Carlitosa uznała za satysfakcjonującą. Sam piłkarz nie był tak zadowolony, bo – podobno – warunki finansowe kontraktu indywidualnego jakieś oszałamiające nie są.
Pamiętajmy, że Hiszpan przechodził do Legii jako gwiazda ligi, najlepszy piłkarz Ekstraklasy i za okazyjne pieniądze, bo Wisła nie zapłaciła mu wszystkich należności i de facto Carlitos postawił działaczy z Krakowa pod ścianą. Co prawda napastnik nie trafił na Łazienkowską z kartą na ręku, ale po mocno okazyjnej cenie. 450 tys. euro to była promocja. Ale te wszystkie wymienione powyżej czynniki miały wpływ na to, że Carlitos dostał w Warszawie bardzo dobry kontrakt.
Dziś, żeby miał motywację do zmiany klubu i miejsca do życia, musiałby dostać ofertę znacząco lepszą niż w Polsce. Tymczasem Amerykanie z New York City proponują zawodnikowi warunki lepsze niż w Legii, ale nie jakoś kosmicznie lepsze, na co liczył zawodnik. Stąd jego sceptyczna postawa wobec przenosin do Stanów. A może raczej technika negocjacyjna obliczona na to, że Amerykanie będą skłonni coś dorzucić do swojej oferty.
Oni jednak mają konkretnie środki na transfer zawodnika i na jego pensję. Pobory piłkarza mogliby podnieść, ale kosztem… uszczuplenia kwoty na transfer. A to już się nie podoba Legii, bo pamiętajmy, że warszawski klub musi jeszcze zapłacić pieniądze Wiśle Kraków, która zagwarantowała sobie 30 procent od wysokości transferu Hiszpana. A konkretnie 30 procent od różnicy pomiędzy kwotą jaką Legia dostanie, a tą jaką już Wiśle zapłaciła. Przy 2,5 mln euro od New York City Legia musiałaby zapłacić 30 procent od 2,05 mln euro (bo 450 tys. już zapłaciła), czyli 615 tys. euro. Sporo, zbyt dużo nie zostanie.
I właśnie dlatego Legia nie jest skłonna do obniżania ceny transferowej za Carlitosa. Ale sprzedać go chce. I tu się zaczyna pole konfliktu pomiędzy klubem a zawodnikiem.
Piłkarz ma jeszcze chwilę na zastanowienie czy chce być sprzedany do Ameryki, ale żeby miał więcej czasu na przemyślenia trener Ricardo Sa Pinto postanowił go nie zabierać do Płocka na mecz z Wisłą.
Jak pisze portal „legia.net” gdy Carlitos dowiedział się, że jest poza kadrą na mecz ligowy, doszło między nim a Sa Pinto do „żarliwej rozmowy”.
Źle to wróży przyszłości Hiszpana w Legii, bo jak pamiętamy wszyscy, którzy mieli taką żarliwą rozmowę z Hiszpanem, już później w Legii nie pograli i jak długo Portugalczyk będzie tam trenerem, to nie pograją. Najlepszym przykładem ofiary takiej „żarliwej” rozmowy był Arkadiusz Malarz.
Znając upór, konsekwencję i charakter Sa Pinto przychylamy się do opinii tych, którzy są przekonani, że Carlitos już w Legii nie zagra. Jeśli się jeszcze wahał czy warto jechać za Ocean, to dostał od trenera mocny argument za tym, żeby pakować walizki.
Wiemy, że Legia jest w potrzebie, bilans finansowy ma ujemny, właściciel musi dosypywać kasę do działalności klubu z własnej kieszeni. Rozumiemy determinację, żeby piłkarzy też sprzedawać, nie tylko kupować, ale…

No właśnie, nie da się przecież ignorować sportowej klasy Carlitosa. Hiszpan co prawda nie grał w Legii tak spektakularnie jak w Wiśle Kraków, obiecywano sobie po nim na Łazienkowskiej więcej, ale bądźmy uczciwi w jego ocenie. Ten facet w piłkę grać potrafi i świadczy o tym nie tylko 11 goli, jakie zdobył dla Legii przez ostatnie pół roku.
Gdy go kupiono do Legii wszyscy byli zgodni, że to znakomity ruch transferowy warszawskiego klubu i ogromne wzmocnienie. Mija kilka miesięcy i Carlitos jest już Legii niepotrzebny?
Skąd taka pewność, że uda się zdobyć mistrzostwo – a przecież Lechia, póki co, nie odpuszcza – bez napastnika takiej klasy jak Carlitos? Jeśli Hiszpan wyjedzie to na dzisiaj Legia zostaje z dwoma piłkarzami do ataku: młokosem Sandro Kulenoviciem i Jarosławem Niezgodą, który ciągle ma kłopoty ze zdrowiem. A patrząc na składy z zimowych sparingów Legii, to Sa Pinto nie stawiał na Polaka i chyba nie zamierzał stawiać.
Opowieści, że uda się w ostatniej chwili ściągnąć na Łazienkowską klasowego napastnika – np. z drugiej Bundesligi – można włożyć między bajki. Przykłady Eduardo, czy wcześniej Tomasa Necida albo Daniela Chukwu powinny być wystarczającym memento.
Będąc złośliwym wobec trenera Sa Pinto, można by powiedzieć, że skoro da się zdobyć mistrzostwo Polski bez Carlitosa, to pewnie da się je zdobyć także bez trzech Portugalczyków sprowadzonych do Legii zimą, prawda?
Jakby się sprawa z Carlitosem nie skończyła, trudno nie odnieść wrażenia, że Legia poszła w dość kontrowersyjny sposób rozwiązywania sporów z piłkarzami. Klub, który tak bardzo stara się dbać o dobry PR, w ostatnich miesiącach ma koncie serię głośnych i kiepskich wizerunkowo konfliktów z piłkarzami: Arturem Jędrzejczykiem, Krzysztofem Mączyńskim, Arkadiuszem Malarzem, Jose Kante i kilkoma innymi. Słabe to jednak.
A Ricardo Sa Pinto zaczyna wyglądać – niezależnie od wyników jakie Legia osiąga, bo to trzeba doceniać – jak negocjator, który zna tylko jedną technikę negocjacyjną: gilotynę!

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Jeszcze wiosna się na dobre nie rozpoczęła,mróz i śnieg się dobrze trzymają w wielu rejonach Polski,a w polskiej piłce nożnej pory roku stanęły na głowie. W przyrodzie jest tak ,że do ciepłych krajów odlatuje się jesienią, na wiosnę się wraca. W przypadku Carlitosa mamy na odwrót.Zresztą w Legii od momentu nastania Sa Pinto dzieją się rzeczy, o których jak mawiał Ferdek Kiepski, fizjologom się nie śniło.Czarno widzę wiosnę w wykonaniu tej drużyny. Kante wyjechał, Niezgoda po rehabilitacji,nie sprawdzony w sparingach, Kulenovic młody, zdolny, ale jeszcze niedoświadczony.Brak w tej polityce sensu, Sa Pinto to taki mały dyktator , spadkobierca Salazara, ale do czego to może doprowadzić? A Mioduski stoi z boku i się patrzy. Może ma coś z oczyma, kataraktę jakąś, bądź zaćmę.Nie chcę być w jego skórze,jak eksperyment portugalski nie wypali i Legia nie zdobędzie mistrza. Teraz na Łazienkowskiej widzów jak na lekarstwo, w następnych rozrywkach trzeba będzie ich zaciągać tam siłą. Carlitos to nie jest cała Legia, ale Carlitos w Legii to duży atut tej drużyny.A wizerunek klubu cierpi, ma rację redaktor, nie tędy droga panie Sa Pinto.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli