Cafu, Cafu, Cafu i rywal do piachu

Autor wpisu: 22 września 2018 23:02

Trener Legii Ricardo Sa Pinto sprząta i urządza Legię po swojemu. To podstawowego bramkarza na ławę posadzi, to reprezentanta Polski do rezerw ześle. Ale jeśli będzie wygrywał wysoko, jak Legia w meczu z Miedzią, to wszyscy krytycy będą siedzieli cicho i będą klaskać z zachwytu. Zespół z Legnicy totalnie rozczarował. To była taka Miedź jeszcze z 1. ligi i to z tych sezonów, gdy nie potrafiła z silnym składem awansować do Ekstraklasy.

Bohaterem meczu był Cafu. O nim za chwilę, bo trzeba powiedzieć szczerze, że rywal nie był nazbyt wymagający. W drużynie Miedzi zagrał np. Henrik Ojamaa, z którym w Legii wiązano wiele nadziei, ale nie zapamiętano go z tego, że zdobył z drużyną z Warszawy mistrzostwo, a z tego że wszystkich zmęczył: trenerów, kolegów i kibiców. Miał Estończyk potencjał, czyli świetną szybkość i przyzwoity drybling, ale też był… zakochany w sobie. I to z wzajemnością. Przypadłość ta przejawiała się tym, że nie dostrzegał na boisku lepiej ustawionych kolegów i w dobrych sytuacjach wolał sam strzelać na bramkę niż podawać partnerom. Irytowali się kibice, wkurzał się trener, wyjaśniali to Ojamiee koledzy w szatni, ale na nic.
W Legnicy Estończyk rozpoczął z impetem – pokręcił m.in. Pawła Stolarskiego – ale później jakoś przygasł. Gdy grał w Legii też tak mu się zdarzało. W Miedzi jest piłkarzem bardziej dojrzałym, ale – powiedzmy szczerze – prochu już nie wymyśli. Estończyk wrócił do domu w sobotę wieczorem smutny.
Ale smutny jest nie tylko Ojamaa.
W tym tygodniu do rezerw Legii został przesunięty Krzysztof Mączyński. Ciężkie czasy nastały dla – jeszcze przecież niedawno – podstawowego pomocnika reprezentacji Polski. O grze u Jerzego Brzęczka to musi na dłużej zapomnieć. Gorzej, że nie zachwycił się Mączyńskim „na dzień dobry” trener Sa Pinto. Może nie tylko dlatego, że „Mąka” nie pokazał od tygodni błysku i iskry do walki na boisku, ale także z tego powodu, że portugalski trener ma duży komfort wyboru zawodników do środka pola. Domagoj Antolić urodził się z genem walki. Gdy trzeba zatrzymać przeciwnika jest bezkompromisowy. Czasem łapie za to kartki, ale nawet w meczu z Miedzią – jeszcze przy stanie 0:0 – wszedł tak nakładką, że rywali pozamiatał. A sędzia tego nie zauważył. Taki facet jak Antolić jest potrzebny każdej drużynie – bo nie ma organizmu, bez serca.
Z kolei Cafu – jak jest w formie, bo wiosną różnie z nim bywało – to jest facet do gry do przodu i do tytułu. I do tańca, i do różańca. W Legnicy najpierw strzelił gola wykorzystując piękną wrzutkę Carlitosa. W drugiej połowie wywalczył karnego trafiając w rękę w polu karnym Rafała Augustyniaka (sposób, w jaki wykonał „jedenastkę” Michał Kucharczyk wskazuje, że to element, nad którym na treningach przy Łazienkowskiej piłkarze Sa Pinto powinni potrenować. Szczególnie, że Miro Radovicia ostatnio na boisku mniej). Przy golu Carlitosa to Cafu zagrał do Nagy’a, który piętą podał do Hiszpana. Ostatni gol to bomba Cafu z dystansu. Piłka dziwnie leciała, więc bramkarz gospodarzy Anton Kanibołocki, jest usprawiedliwiony.
A Cafu? Cafu to bohater, dotarł się w Legii. Ciekawe, że dyrektora sportowego, który go do Warszawy sprowadził w klubie już nie ma. Chłop nie doczekał. Został „wyklęty”. Przydałaby się jakaś „pośmiertna” rehabilitacja.
Petteri Forsell od początku meczu pokazywał, że będzie Legię nękał uderzeniami z daleka. Pierwsze ostrzeżenie Legii – z początku meczu – gościom nie wystarczyło. Dali się zaskoczyć także pod koniec pierwszej połowy. Grubawy Fin – który, gdy Miedź grała jeszcze w 1.lidze był nawet odsunięty od drużyny za mało sportowe podejście do zawodu – ma „młotek” w nodze. Strzelił silnie przy krótkim słupku. Zaskoczył Cierzniaka, spóźnił się z zablokowaniem uderzenia Sebastian Szymański, a stoperzy Legii zawahali się wyjściem do Forsella.
A Legia – jak już straciła prowadzenie – to się rozkleiła. Po dosłownie chwili powinna przegrywać 1:2. Że tak się nie stało zawdzięcza to tylko rozkojarzeniu Marquitosa, który z pięciu metrów „sieknął” nad poprzeczką jakby był w gorączce. Legia nie powinna sobie pozwalać na takie wpadki.
Szczególnie, że widać, że Legia szybko wróciła – w co nie bardzo wierzyłem – na właściwe tory po ciężkich treningach w środku sezonu. Ta decyzja Sa Pinto na razie się broni. Może nawet wypadłoby to zdanie napisać bez tego „na razie”.
Po prostu: się broni.
A więc za mecz z Miedzią brawa dla Legii, ale to takie spotkanie do zapomnienia. Legia jest budowana z myślą by przywoziła zwycięstwa nie tylko z Legnicy, ale także z Trnavy, Dudelange a czasem nawet większych ośrodków, np. Mediolanu, Wiednia czy Lizbony.
Wygrana z Miedzią jest potrzebna, ale powinna być oczywistością.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Miedź Legnica

  • zgubek

    Nie był to wielki mecz, bo teraz Legię na taki nie stać.Jest lepiej, ale nie najlepiej.Martwi w dalszym ciągu obrona Legii. Na mecz z Arką w Warszawie, pewnie wróci Pazdan. Ale czy Michał znowu czegoś nie wykręci? Chłop chciał ,,łyknąć” zagranicy, na razie łyka kartki.Przełamał się Carlitos, ale to jeszcze nie to co pokazywał w Wiśle.Przebłyski ma Nagy, w przeciwieństwie do Szymańskiego( no może z wyjątkiem podania w meczu z Lechem). Młody się zablokował.Nie dostaje szansy na dłuższą grę Kante. Kucharczyk się stara, ale z marnym efektem.Fakt w tej chwili Cafu i Antolić to dwa filary Legii.A tak poza tym nasza liga jest słaba,faworyci zawodzą, słabe drużyn ogrywają Mistrza Polski.Nie znam drugiej takiej ligi.Może jest ciekawie, ale to jedyny plus tych rozgrywek.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli