To było prawdziwe spotkanie na szczycie. A finał? Niebywały

Autor wpisu: 9 kwietnia 2017 20:27

Wreszcie! Mecz dwóch drużyn, które przed sezonem zostały skazane na walkę o mistrzowski tytuł, osiągnął poziom mistrzowski. Było mnóstwo dobrej piłki i niezwykłe zakończenie – Hämäläinen po raz drugi doprowadza do rozpaczy swoją byłą drużynę.

Streścić ten mecz w jednym zdaniu, znowu trzeba sięgnąć do Hitchcocka – zaczęło się od trzęsienia ziemi, które trwało kilkadziesiąt minut, a potem napięcie tylko rosło. Prawdopodobnie kibice Legii, którzy psioczyli na transfer Kaspra Hämäläinena, zamilkną już na zawsze w tym temacie. Fin załatwił Lecha jesienią w meczu w Warszawie, załatwił go też w Poznaniu. W obu spotkaniach scenariusz się powtórzył – Jacek Magiera wprowadził go w końcówce spotkania i w doliczonym czasie Hämäläinen zapewnił mistrzom Polski wygraną.

Co do meczu, o tym, że oba zespoły mają potencjał, by grać szybko, składnie, efektownie – o tym przekonaliśmy się już przez 27 poprzednich kolejek. Nie zawsze tak grały, ale przeważnie. Lech miał imponujący początek wiosny, Legia rozkręcała się powoli, ale zaczyna przypominać zespół z późnej jesieni. Dziś spotkały się zespoły w szczytowej formie i tę formę zaprezentowały. Wreszcie, bo większość spotkań między tymi drużynami w ostatnich latach rozczarowywało. Emocji nigdy nie brakowało, ale zazwyczaj mieliśmy do czynienia z klinczem, walką, szarpaniną. Dziś walki nie zabrakło, piłkarze pruli na całego od pierwszej do ostatniej minuty, ale mnóstwo było dobrej piłki, akcji z obu stron.

W obu drużynach jest tylu kreatywnych graczy, że można nimi obdzielić pozostałe 14 zespołów ekstraklasy – z korzyścią dla tych drużyn oczywiście. Vadis Odjidja-Ofoe, Miroslav Radović, Guilherme, Radosław Majewski, Darko Jevtić, Maciej Gajos… I tak można jeszcze wymieniać. Ambicja, złość, agresja nie przysłoniły im oczu i z przyjemnością patrzyło się, jak jedni i drudzy sprytnymi kombinacjami uciekają spod pressingu. Oczywiście nie brakowało wyjątków. Na przykład Guilherme, który zagotował się w pierwszej połowie, za uderzenie łokciem rywala zobaczył żółtą kartkę, ale do końca pierwszej połowy głowa mu się nie ostudziła, na drugą połowę wszedł za niego Dominik Nagy. W Lechu najszybciej został zmieniony mało aktywny Szymon Pawłowski.

Statystyczna ciekawostka – mecz Lecha z Legią był jedynym w 28. kolejce, w którym nie padł gol w pierwszej połowie. Ale był to wynik, który kompletnie nie oddawał tego, co się działo. Przebieg pierwszych 45 minut w ofensywie oddałby wynik 2:2 lub 3:3, tyle że gra defensywna była równie dobra.  Być może dłużej grę prowadziła Legia, choć to się zmieniało – na początku przycisnął Lech (dwie bardzo dobre akcje Majewskiego), potem sprawy w swoje ręce wzięła Legia, w której pierwsze skrzypce grał oczywiście Vadis (najpierw indywidualna akcja skrzydłem i strzał z bliska w Matusa Putnockiego, potem – gdyby wcześniej podał do Adama Hlouska, Czech nie zmarnowałby okazji, a przede wszystkim – nie byłby na spalonym) oraz Radović (uderzenie w poprzeczkę). Pod koniec znowu przebudzili się gospodarze (strzał Gajosa broni Arkadiusz Malarz), ale ostatnie słowo należało do Legii (Radović uderza w poprzeczkę).

Po przerwie obie drużyny chciały jeszcze bardziej przyspieszyć, a że brakowało trochę sił, to piłka częściej zmieniała właścicieli. Mniej było okazji bramkowych. Tak naprawdę groźnie było po akcjach, w których padły bramki. Dwa razy po stałych fragmentach, więc trudno mówić o okazjach stuprocentowych. Obie bramki zdobyli obrońcy – Tomasz Kędziora (po rzucie wolnym) oraz Maciej Dąbrowski (po rzucie z autu). To też pewnego rodzaju paradoks – tyle gwiazd na boisku, a strzelali ci, po których najmniej byśmy się tego spodziewali. Ale od tej reguły znowu był wyjątek, bo w końcówce meczu wszedł Hämäläinen i zepsuł całą zabawę. Gdy Fin wchodził na boisko, trzeba było się spodziewać, że może stać się coś niezwykłego…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli