Bogusław LEŚNODORSKI o Legii szczęśliwych ludzi

Autor wpisu: 23 grudnia 2016 12:12

O minionym, wspaniałym roku dla Legii, rozmawiamy z prezesem klubu i jednym z jego współwłaścicieli, Bogusławem Leśnodorskim. Oczywiście pytamy też o to, co może się stać zimą z kadrą pierwszej drużyny. – Odpoczynek? Teraz dopiero zaczyna się szturm menedżerów na mój gabinet – mówi. Nie mogło zabraknąć kwestii zakończenia sporu właścicielskiego. – Możliwe są wszystkie scenariusze – przekonuje Leśnodorski.

FUTBOLFEJS.PL: Legia wygrała ze Sportingiem, awansowała do wiosennej tury Ligi Europy, rywalom w Ekstraklasie pakuje po pięć goli, praktycznie odrobiła straty w tabeli… Być prezesem Legii to nareszcie miła robota. No teraz, to by się chciało być na pana miejscu… Żyć nie umierać: pochwały, gratulacje i odpoczynek…
BOGUSŁAW LEŚNODORSKI: No, jeśli myślicie, że już po wszystkim, to jeszcze nie. Teraz dopiero zaczyna się szturm menedżerów na mój gabinet. Piłkarze Legii stali się łakomymi kąskami dla klubów z innych lig, np. z Chin czy z amerykańskiej MLS. Teraz to są piłkarze, którzy mają w CV grę w Lidze Mistrzów. Prijović to jest teraz zawodnik, który strzelił w jednym meczu dwa gole Borussii Dortmund. To jest niezbity fakt, który agent piłkarza może wykorzystać w negocjacjach.

No dobra, wiadomo, że będzie pan jeszcze miał sporo pracy, ale chyba i satysfakcja jest ogromna, prawda? Nareszcie w Legii jest radośnie, bo na początku sezonu Łazienkowska 3 to było miejsce, w które aż nie chciało się przychodzić. A dziś, gdy widzimy jak Vadis Odjidja wchodzi uśmiechnięty do strefy wywiadów, jak jest zadowolony z gry, z klubu, z miejsca, w którym się znalazł, to widać, że on jest tutaj szczęśliwy. Czy to jest teraz Legia szczęśliwych ludzi?
Vadis to chyba w ogóle jest człowiekiem, który pozytywnie podchodzi do życia. Taki charakter, z otwartością, z uśmiechem na twarzy… Ale cieszę się, że tak widzicie Legię, jako klub szczęśliwych ludzi.

No to jeszcze wypadałoby, żeby i pan się uśmiechnął…
Od środka naprawdę rozsadza mnie radość i duma z tego, że udało się aż tyle zrobić. Może codzienne zmęczenie trochę to przykrywa, ale bardzo się cieszę. Choć oczywiście nikt nie zdaje sobie sprawy, ile to wszystko kosztuje zdrowia.

Ile?
Dużo. Nie mam czasu się sobą zająć, może po świętach się zajmę. Zawsze uprawiałem sport, więc staram się codziennie trenować, ale czasem zmęczenie jest takie, że ciężko się zmusić z rana, a wieczorem jest jeszcze gorzej. Gdy brakuje mi mocy fizycznej, to jest to dla mnie dodatkowe obciążenie psychiczne. Ale jak się w dzień dobrze wyśpię, to i siły wracają.

Domyślamy się, że najwięcej kosztowała pana jesień?
Oczywiście. Można powiedzieć, że w pół roku przeżyłem dwa lata. Ale w życiu nie ma nic za darmo.

W połowie września, po meczu z Borussią Dortmund, wydawało się, że na Legię spadły wszystkie plagi i nieszczęścia. Że to się nie może skończyć dobrze. A w grudniu Legia stała się klubem wesołego szampana. Wszystko się udawało, spełniało, wygrywało.
Jestem pod wrażeniem tego, jak piłkarze zachowali koncentrację do końca sezonu, jak się motywowali, żeby strzelać kolejne gole i ich nie tracić. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, jak Miroslav Radović wściekał się w meczu z Górnikiem Łęczna, gdy w dwóch sytuacjach koledzy nie podali mu piłki. Gdyby on w tym spotkaniu nie strzelił gola, schodziłby bardzo zły. Dopiero gdy strzelił, to się ucieszył. A reakcja Michała Pazdana po tym, jak straciliśmy gola na 1:5 w Gliwicach? Przecież on się prawie popłakał, tak chciał zagrać na zero. To świadczy o tym, że ci piłkarze sami się motywują, wyznaczając własne cele. Bo nie jest łatwo utrzymać koncentrację przed i w meczu z Łęczną, jeśli kilka dni wcześniej grałeś w Lidze Mistrzów. Nie da się zagrać 30 meczów na maksymalnej „spince”.

legia bvb 14W tym złym okresie dostało się Besnikowi Hasiemu, dostało się panu, dyrektorowi sportowemu Michałowi Żewłakowowi, z piłkarzy najbardziej krytykowany był Vadis Odjidja-Ofoe. Był taki moment, że przyszło wam do głowy: chyba pobłądziliśmy, wzięliśmy nie tych ludzi?
Nie. Znaliśmy historię Vadisa, wiedzieliśmy, że nie jest przygotowany, wiedzieliśmy o jego kłopotach rodzinnych. Do tego doszedł element aklimatyzacji w nowym klubie, w nowym miejscu. Idealnie jest, jeśli ktoś przychodzi i w pierwszym meczu strzela trzy gole, ale to się rzadko zdarza.

Czyli nie mieliście żadnych wątpliwości?
Odnośnie potencjału nie mieliśmy. Ale co do tego, czy uda się stworzyć zespół z nowymi piłkarzami, to dopóki nie pokażą w meczach, na co ich stać, nigdy nie można być pewnym. Można wierzyć nie wiadomo jak bardzo, ale nigdy nie wiesz, co będzie na boisku.

Teraz okazuje się, że nawet ten Hasi potrzebny był Legii. Choćby po to, żeby ściągnąć Vadisa.
Chyba nie można tego tak jednoznacznie stwierdzić, że to Hasi go ściągnął. Wiedzieliśmy już wcześniej, że jest taki zawodnik, ale należy założyć, że Vadisowi trudniej byłoby się zdecydować na Legię, gdyby był tutaj inny trener. Na pewno Hasi się do tego transferu przyłożył. Zresztą to normalna procedura, że trenerzy rozmawiają z piłkarzami, zanim ci podpiszą kontrakt. Szkoleniowiec musi być przekonany do danego zawodnika.

Wkurzony Balotelli zaatakował Lewczuka TUTAJ

W zimowym oknie transferowym Legia będzie działała na zasadzie akcji czy reakcji? Reakcji, czyli jak sprzeda, to dopiero wtedy kupi.
Będziemy działali jak zawsze, staramy się być przygotowani na wszystko. Chcielibyśmy być mocniejsi na wiosnę. Trzeba pamiętać, że kadra dziś to prawie 30 zawodników, licząc z młodymi. Najbardziej cieszy fakt, że tych podstawowych jest 16-17, a nie 8-9 jak to zazwyczaj było. W meczu z Górnikiem Łęczna brakowało Guilherme czy Aleksa Prijovicia i nikt tego specjalnie nie zauważył. Rozmawiałem z Nemanją Nikoliciem i on żartował, żebym się nie przejmował, że odchodzi, bo z przodu mamy taki „brutal power”, że na pustą bramkę to każdy trafi. On strzelił siedem goli w pięciu meczach, ale pięć z tych okazji wykorzystaliby nawet nasi bramkarze.

Trener Magiera mówił, że dla niego najlepszym transferem byłoby to, gdyby nikogo nie stracił.
Nie da się tak, żeby nie stracić nikogo. Steevena Langila sam przesunął do drugiej drużyny. Na Nikolicia też musiał się zgodzić, nie puścilibyśmy go bez jego zgody.

MK_legia-leczna_160x117Nikolić chwalił sobie, że nikt mu nie robił przeszkód przy transferze.
Bo to jest zgodne z naszym wewnętrznym przekonaniem. Czy był w tej sprawie zmaksymalizowany interes finansowy klubu? Nie był. Chcemy jednak budować wiarygodność, przewidywalność i zaufanie do Legii. To – w długofalowej perspektywie – jest ważniejsze niż większy dochód z pojedynczego transferu.

Jak będzie z tymi napastnikami? Sprzedacie dwóch? Bo Prijović podobno też ma atrakcyjna ofertę.
Wszystko się może zdarzyć. Jesteśmy na to przygotowani. A oferty mają niemal wszyscy nasi piłkarze.

Legia może stracić nie jednego, a dwóch napastników

Ale chyba nie chcecie sprzedać wszystkich, na których dostaniecie oferty?
Będziemy się starali tego nie robić. Chcemy, żeby trzon drużyny został.

To co będzie z waszym atakiem? Czy Legia może wyjść w lutym na Ajax bez Nikolicia i Prijovicia?
Może wyjść w ataku z Radoviciem, Hamalainenem, Kucharczykiem…

Ta oferta za Prijovicia musiałby być bardzo dobra, czy dobra, żebyście zgodzili się go sprzedać?
Nie da się tego ująć tak prosto, wpływ na to ma wiele zmiennych.

No dobrze, załóżmy, że odchodzą Nikolić, Prijović...
To jest Sandro Kulenović. Chłopak, który do pustej bramki będzie strzelał lepiej niż Nikolić, on ma wycięty układ nerwowy. U tych snajperów najważniejsza jest głowa, to czy potrafią zachować spokój w sytuacjach podbramkowych.

GUILHERME: Za sto lat kibice będą wspominać obecną Legię z szacunkiem! TUTAJ

Czyli nie szukacie napastnika?
Szukamy cały czas, działamy na bieżąco, trzymamy różne opcje otwarte.

Jedną z tych opcji jest ściągnięcie drogiego napastnika?
Drogiego, czyli za ile? Drogi napastnik kosztuje 25 milionów. Dobrego napastnika trudno kupić za 5 milionów. Niedawno tyle kosztował Łukasz Teodorczyk, ale ja bym za niego tyle nie dał. A pewnie Anderlecht sprzeda go za 15 albo 20 milionów. Pojęcie „drogo” jest bardzo względne. W ogóle te spekulacje transferowe, wymyślane kwoty, to są największe bzdury.

Swego czasu w medialnych spekulacjach transferowych przewijało się nazwisko Hugo Vieiry, napastnika Crvenej Zvezdy Belgrad.
Nie widzę tego, żeby trafił do Legii. Możecie go wykreślić z notatek.

Artur Jędrzejczyk – przyjdzie znowu do Legii, czy jego też wykreślić?
Trzeba jego zapytać.

Nie odbiera, nie odpisuje.
Od nikogo. Chyba chce mieć spokój. Wszystko jest możliwe. Krasnodar jest zdecydowany, żeby go puścić, w tym kontekście jest to możliwe.

MK_puchar Polski_aj0200To drogi zawodnik.
Pewnie, że drogi. Nie jestem w stanie przewidzieć, jak to się potoczy. Bo tego nie wiadomo. Wiadomo, że to zawodnik, którego chcielibyśmy mieć w Legii.

Orientujecie się pewnie, ile zarabia w Rosji?
Nawet to wiemy.

Artur Jędrzejczyk w Legii? To byłby transferowy hit zimy

Więc stać was na niego?
Ale to wszystko jest względne – ile, na jak długo, jakie premie. Jest mnóstwo zmiennych. Nie da się porównać zarobków w jednym klubie do tych w drugim, tak jeden do jednego. Ale jeśli pytacie, czy mamy szanse licytować się z Krasnodarem, to nie mamy. Gdyby nie chcieli go puścić, to transfer do Legii byłby niemożliwy.

A jeśli chodzi o Steevena Langila…
On u Hasiego grałby dobrze. To podobny przypadek jak z Kubą Koseckim u Janka Urbana – typ piłkarza, który lubi, by poświęcać mu uwagę, stawiać na niego, pokazywać mu zaufanie. Potencjalnie to bardzo dobry zawodnik, ale… No właśnie…

Co z nim teraz zrobicie?
Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że odejdzie. Rozmawiamy z jego agentem. Wszyscy są przekonani, że zmieni klub.

Wypożyczycie go, czy sprzedacie?
Nie wiem, za wcześnie, żeby mówić o konkretnym rozwiązaniu. Najlepiej byłoby go sprzedać i zarobić.

Byłby to prawdziwy majstersztyk.
Dlaczego? To jest dobry piłkarz.

Z trochę kiepską reputacją. Jak on się tłumaczył z tych imprez?
Każdemu może się zdarzyć, że przyjadą znajomi, rodzina, trochę dłużej posiedzi się w nocy. Sam nie mogę usnąć po meczach do rana.

Ale nie wypada chwalić się tym w mediach społecznościowych.
I to jest głupota. Jedni piłkarze są bystrzy, inni mniej.

Czyli Langil nie miał sensownego wytłumaczenia?
Nie. Chyba po prostu nie pomyślał.

To była przedostatnie impreza Langila

Macie jeszcze jednego piłkarza z problemem – Tomasza Jodłowca. Od lat walczy z nałogiem hazardu. Co z nim? Potraktujecie go, jak swego czasu prezes Jagiellonii Cezary Kulesza Kamila Grosickiego, czyli dacie mu po schabach?
Co takiego? Nie znam tego? Nie słyszałem?

No, prezes – gdy przyłapał go na wizycie w kasynie, a granie miał stanowczo zabronione – to osobiście, delikatnie mówiąc, wymierzył mu karę.
Czarek Kulesza tak zrobił z „Grosikiem”? Nie słyszałem tej historii.

Kamil zresztą to potwierdził…
Do tej metody ja się nie posunę.

Ale dlatego, że „Jodła” to kawał chłopa? Pan też mały nie jest! (śmiech)
Nie ta mentalność. Nie przyszło mi to do głowy. Tomek musi sobie sam ułożyć pewne sprawy w głowie, jest dorosły, wie, o co gra.

Zostawiacie ten problem jemu samemu, czy na przykład obstawicie kasyna w Warszawie i będziecie go pilnować?
Nie robiliśmy nigdy takich akcji. Gdy Tomek wróci z urlopu, to pogadamy. Wiemy, że ostatnie trzy lata były dla niego ciężkie, grał wszystkie mecze, może być zmęczony fizycznie i psychicznie. Na ile to są poważne problemy, to on jeden wie.

Legia kiedyś się opiekowała w takich sytuacjach, na przykład Grosickim. Woziła go na odwyk.
I poskutkował ten odwyk?

Grosicki dziś jest czołowym piłkarzem reprezentacji, ale jak każdy nałóg, ma tendencje do nawrotu.
Zrobimy wszystko, co możemy, żeby pomóc Tomkowi. Chcielibyśmy go widzieć na boisku takiego, jak w najlepszych czasach. Wierzymy, że to jest możliwe, ale pewnych rzeczy za niego nie zrobimy.

Co będzie z Kazaiszwilim? Był trochę sfrustrowany swoją sytuacją. Wiemy, że myślał, by w styczniu wrócić do Holandii.
Jeśli masz dwudziestu ambitnych zawodników, to zarządzanie taką grupą jest bardzo trudne. Nawet najlepsze kluby idą w tym kierunku, żeby ograniczać swoje kadry, bo wielu piłkarzy sfrustrowanych na ławce, to jest duży problem. Jedni radzą sobie z taką sytuacją lepiej, inni gorzej. Ważne jest stworzenie grupy, która ma wspólny cel i rozumie, jak do niego dojść. Nawet Tomek Jodłowiec pojechał na wcześniejsze wakacje. Kto by powiedział latem, że zmiennik Krychowiaka w reprezentacji Polski będzie w takiej sytuacji? Nie dziwię się, że Kazaiszwili mógł marudzić, skoro przyszedł z klubu, w którym grał, i usiadł na ławkę w Legii. Jest młody, ambitny i chce grać. Byłby kłopot, gdyby był zadowolony w tej sytuacji. Ekstraklasa nie jest łatwą ligą, a na koniec dnia liczy się to, co pokazujesz w meczach, a nie na treningach.

KAZAISZWILI: wszystko jest w porządku. Oprócz tego, że mało gram (ROZMOWA)

Macie pomysł, żeby kupić piłkarza z dużym nazwiskiem, dla samego show?
Nie, już dawno nie mamy.

Pytamy, bo jakiś czas temu pojawiało się nazwisko Miroslava Klose.
Uważamy, że taki zawodnik wiele by wniósł do klubu, do szatni. Nie chodzi tu tylko o mecze i jego gole. A jeśli chcemy być poważnym klubem, to musimy się oderwać od show.

MK_puchar-polski_lw0x102Co będzie dalej z konfliktem właścicieli klubu, czyli Pana, Dariusza Mioduskiego i Macieja Wandzela?
Zobaczymy. Trzeba tę sprawę jak najszybciej rozwiązać. Dla klubu taka sytuacja nie jest dobra. Trzeba będzie usiąść w najbliższych tygodniach i ustalić. Każde rozwiązanie jest możliwe.

Pojawiają się informacje, że kręcą się przy Legii nowi inwestorzy z Chin.
Trzeba powiedzieć, że ta sytuacja spowodowała, iż zainteresowanie klubem jest bardzo duże. Sam jestem zaskoczony. To pokazuje, że ludzie doceniają to, co udało się nam zrobić i patrzą na Legię inaczej. Jesteśmy bardziej rozpoznawalni w miejscach, w których nikt nie wiedział, co to jest Legia.

Zgłaszają się chętni na kupno Legii

Da się to sprzedać tak, żeby zjeść ciastko i mieć ciastko? Czyli żeby pozyskać inwestora i pozostać przy władzy?
Przede wszystkim trzeba zrobić tak, żeby było dobrze dla klubu. To jest największa wartość i dla jego dobra trzeba zrezygnować z osobistych ambicji. Rzadko się zdarza, żeby ktoś wydawał pieniądze i chciał się sam bawić w codzienne zarządzanie. To nie jest zabawka. Ktoś, kto zechce zainwestować, to po to, żeby robić postęp.

Jak obecna sytuacja właścicielska utrudnia codzienne funkcjonowanie klubu?
W dłuższej perspektywie byłoby to uciążliwe.

Czy w Książenicach nadal powstaje wasza akademia zgodnie z planem?
Tak. Jest na etapie pozwoleń administracyjnych, do końca stycznia, może lutego powinien ten etap się zakończyć.

Miał pan po 0:6 z Borussią Dortmund w Warszawie i zamieszaniu z kibicami pewność, że ten „samolot”, który wtedy już pikował, da się wyprowadzić z turbulencji? Że pod koniec grudnia będziemy rozmawiać o tym, jak jest pięknie?
Tak. Nie planowałem, że będziemy o tym rozmawiać pod koniec grudnia, bo mogło to trwać dłużej. Nie myśleliśmy, kiedy się to stanie, bo w takich momentach jest pełna koncentracja na działaniu, żeby z kryzysu wyjść. To zarządzanie kryzysowe jest bardzo nieprzyjemne, ale już wcześniej tego doświadczyliśmy i gdy kurz opadł, to zobaczyliśmy, że jesteśmy dość solidną organizacją. Jeśli o to wam chodzi, czy miałem przekonanie, że Legia wyjdzie z tego silniejsza, to odpowiadam: tak, miałem.

Wygląda na to, że jeszcze paru nocy pan nie prześpi, że ciągle się chce z tym wszystkim mocować.
To jest kwestia odpowiedzialności. Nie możne być tak, że wstaję zmęczony rano i mówię: mam tego dość. To byłoby nieodpowiedzialne. Cena jest wysoka, bo płaci się za to fizycznie, psychicznie i rodzinnie. Ale poziom odpowiedzialności to przykrywa, wiem, że nie mogę sobie na chwilę słabości pozwolić.

Idą święta, nowy rok, ludzie odpoczywają, a u pana komórka będzie teraz dzwoniła bez przerwy, bo jest czas transferów.
Oj, tak. Drużyna może mieć przerwę, ale klub przerwy nie może sobie zrobić. Już się do tego nawet przyzwyczaiłem.

Rozmawiali: Dariusz Tuzimek i Piotr Wierzbicki

ALFABET RZEŹNICZAKA, czyli „Edyty w łóżku nie kopałem”:

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli