Bogusław Kaczmarek o rzezi wśród trenerów: „Tak to jest, gdy korporacja myli się niektórym z kopulacją”

Autor wpisu: 13 grudnia 2017 14:26

Rzeź wśród trenerów, jaka tej jesieni ma miejsce w ekstraklasie i pierwszej lidze, zaczęła przybierać bardzo niepokojące rozmiary. O tym szaleństwie, które tak naprawdę do niczego dobrego nie prowadzi, porozmawialiśmy z Bogusławem Kaczmarkiem. On kilka lat temu został zwolniony z Polonii po czterech meczach, z których trzy wygrał i jeden zremisował, tak więc tego typu klimaty nie są mu obce. Ale rozmawiamy nie o tym, co działo się wtedy, ale o tym, co dzieje się dziś. Dlaczego tak jest i jak to powstrzymać. –  Jeżeli w ciągu trzech lat ktoś zmienia pięciu trenerów, to już po drugiej zmianie powinien zmienić sam siebie – Bobo jak zwykle w świetnej formie.

FUTBOLFEJS.PL: Jeszcze rok się nie skończył, a w ekstraklasie robotę straciło dziewięciu trenerów, w pierwszej lidze siedmiu. To już norma, do której powinniśmy się przyzwyczajać, czy jednorazowe szaleństwo?
BOGUSŁAW KACZMAREK: Problem jest cały czas ten sam – brak wiedzy, jakości i profesjonalizmu wśród osób zarządzających klubami. Jeśli to się nie zmieni, to takie szaleństwo będzie tylko przybierać na sile. Jeżeli w ciągu trzech lat ktoś zmienia pięciu trenerów, to już po drugiej zmianie powinien zmienić sam siebie. Jeżeli prezes, właściciel, czy inna osoba zarządzająca klubem podejmuje decyzję o zmianie trenera, to chyba po to, by poprawić jakoś gry, poprawić wizerunek tego klubu i osiągnąć jakiś cel. Niektórzy z tych ludzi mówią, że zarządzają korporacyjnie, ale ja mam wrażenie, że im się korporacja myli z kopulacją. U nas wciąż niestety zwalnianie trenera odbywa się z definicji.

Czyli kluby idą na łatwiznę?
Oczywiście. Niestety, najtrwalsze w naszej ekstraklasie są zmiany. Od tej głupiej reformy rozgrywek począwszy. Kto zapłaci za cztery zmarnowane lata majstrowania przy polskiej piłce? To był strzał nie w piętę, ale w potylicę. Polska piłka to polskiej młodzieży chowanie. Ale my chowamy tę młodzież pod kocami i kołdrami. A potem jest zdziwienie, że ta nasza liga taka słaba i jak coś nie idzie, to pierwszy do odstrzału jest trener. Cały czas w polskiej piłce dominuje chore myślenie, że wszystko trzeba robić na skróty i iść na łatwiznę. A to droga donikąd. I potem mamy to, co pan powiedział – rzeź trenerów. I zastanawiamy się, skąd się to bierze. A bierze się stąd, że ludzie zarządzającymi klubami nie są do tego przygotowani. Wszystkim rządzi przypadek. Chce pan prosty dowód? W jednym z uznanych klubów – mniejsza o nazwę – pojawia się niedawno nowy prezes. Robi multimedialną prezentację. Na sali znani piłkarze z bogatym dorobkiem, kilku znanych trenerów, on im tłumaczy,  co będą robić w tym klubie począwszy od pracy z młodzieżą, na pierwszej drużynie kończąc. No i powiedział, co miał powiedzieć, wyłączył te swoje wszystkie urządzenia i raptem jeden z trenerów mówi do prezesa: „Panie prezesie, ale my w drużynie mamy tylko sześć piłek”. A ten mu odpowiada: „Panie trenerze, to w takim razie musicie ćwiczyć grę bez piłki”. Zna pan większego pajaca? Jak z takimi ludźmi u steru może być normalnie? Jednym z nielicznych wyjątków jest Zagłębie Lubin. Kiedyś kupowali mecze, teraz postawili na szkolenie młodzieży. Wybudowali osiem boisk, piękną bursę, mają tego Holendra, który znakomicie zna się na piłce młodzieżowej, mają Krzyśka Paluszka – jednego z najlepszych naszych szkoleniowców od młodzieży, kilkudziesięciu innych trenerów pracujących z grupami młodzieżowymi, fajnie rozbudowaną sieć skautów i ściągają młodych zdolnych chłopaków z Podhala, spod Braniewa i skąd się tylko da. To jest godne naśladowania.

Ale w Lubinie też niedawno zwolnili pierwszego trenera.
Wiem. Można było to załatwić z Piotrkiem Stokowcem trochę inaczej. A przede wszystkim trzeba było w takiej sytuacji zachować przyzwoite maniery. Cóż, wygląda na to, że tam akurat dużo lepiej idzie im zarządzanie piłką młodzieżową niż pierwszym zespołem.

Zdziwiło pana zwolnienie Kiko Ramireza z Wisły? I to tuż przed derbami?
Pamięta pan moje wydarzenie z Wojciechowskim? Trzy zwycięstwa, jeden remis i do widzenia.

Pewnie, że pamiętam. Ale myślałem, pewnie nie tylko ja, że po erze Józefa Wojciechowskiego i Bogusława Cupiała ten trend szaleńczego zwalniania trenerów wreszcie zacznie się zmieniać.
Ale o czym my mówimy, skoro czytam dziś wywiad z panią prezes Wisły Kraków, która stawia tezę, że Wisła przerosła Ramireza. To oni nie wiedzieli, kogo biorą? Rok temu wzięli gościa o ściśle określonym CV, gościa, który sam mówił, że zwolnili go z jakiegoś trzecioligowego zespołu, po czym zrobił po tym wydarzeniu konferencję na postoju taksówek. Czego się spodziewali? Ludzie, którzy zatrudniają trenerów, muszą się zastanowić, kogo zatrudniają. Jeżeli nowy trener nie ma spójnej filozofii czy strategii prowadzenia drużyny w ciągu minimum najbliższego roku, to po co się go zatrudnia? A jeśli ma i strategia prezesom czy dyrektorom w klubie odpowiada, to niechże dadzą mu popracować. Tyle że tak samo jak trener nie może być osobą przypadkową, tak samo prezesi, dyrektorzy sportowi, szefowie wyszkolenia, członkowie rad nadzorczych i tak dalej.

Radosław Mroczkowski zasłużył na to, by tak go w tej Sandecji potraktowali? Już nie tylko chodzi o to, że został zwolniony, ale o testy Freddy’ego Adu i inne tego typu hucpy, jakie tam wyprawiano?
Śmiałem się, jak ograł Lechię. Spotkaliśmy się i mówię mu: „Pozbierałeś tych piłkarskich powstańców i kombatantów i opierdzieliłeś nimi gości, u których jeden zarabia więcej niż u ciebie pół drużyny. Albo i lepiej”. Zaczął się śmiać. I proszę zobaczyć, taki trener robi historyczny awans dla tej Sandecji. Awans z niczego. Ale ma w klubie pseudodyrektora sportowego, niejakiego Aleksandra, który przez parę lat kopał się w czoło, próbując być piłkarzem, a teraz zgrywa prężnego działacza. I ściąga mu ten pseudodyrektor jakiś szrot i mówi mu, że ma ten szrot wystawiać do gry. Rozumie pan to? Bo ja nie. Prezes teść, jeden piłkarz syn, drugi zięć – to nie jest klub, to kino familijne. Sandecja, która gra w Niecieczy. Czy jest jakiś bardziej zwariowany klub? W Europie pewnie nie, może gdzieś w Bangladeszu…

Potrzebna była zmiana Owena na Nowaka w Lechii?
To też jest komedia. Owen po tym, jak zmienił Piotrka, ogłosił, że piłkarze muszą szybciej biegać. To gdzie on był przez ostatnich pięć miesięcy jako trener przygotowania fizycznego? Ogłosił, że trzeba zmienić taktykę. To gdzie on był, jak nie w sztabie szkoleniowym pierwszego zespołu? A już najlepszy numer zrobił, jak w jednym z wywiadów przed przerwą na mecze reprezentacji powiedział: „Ta przerwa dobrze posłuży mojej drużynie, bo mamy bardzo dużo mankamentów, nad którymi musimy popracować. Trzeba przećwiczyć nowe warianty, trzeba coś zmienić w treningu, jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne”. I na drugi dzień wyleciał do Cardiff, bo jest też trenerem od przygotowania fizycznego reprezentacji Walii. I nie było go przy Lechii przez 10 dni. Wysyłał tylko swoim współpracowników e-maile z instrukcją obsługi. A potem się dziwimy, jak to jest, że drużyna, która ma piłkarzy o takich indywidualnych umiejętnościach, tak słabo sobie radzi. Przecież bracia Paixao, Krasić, Sławczew, Kuciak i tak dalej to połowę piłkarskich halabardników w tej lidze nawet po pijanemu powinni ograć.

Ale jest też przykład, który powinien dawać innym do myślenia. Górnik Zabrze.
Oczywiście. Byłem w tamtym sezonie w Grudziądzu na pierwszoligowym meczu Górnika z Olimpią. Górnik był wtedy na miejscu 10., z małą przewagą nad strefą spadkową. Wygrał psim swędem 2:1, choć to Olimpia powinna w tym spotkaniu zwyciężyć dwiema, trzema bramkami. Potem jakoś doczłapali się do zimy, a wiosną złapali w pewnym momencie wiatr, na koniec przyszła seria sześciu zwycięstw z rzędu i awansowali do ekstraklasy. I za chwilę są w tej ekstraklasie rewelacją. Trzy czwarte tej drużyny jeszcze półtora roku wcześniej trenowało w rezerwach Górnika. A ile razy w trakcie tego pierwszoligowego sezonu w innym klubie Marcin Brosz straciłby pracę? Wyjątek potwierdzający regułę, ale też pokazujący, że można. Że cierpliwość popłaca.

Oprócz uświadamiania i mówienia o tym wszystkim, jest jakaś inna skuteczna recepta na to, by ten obłędny trend powstrzymać?
Zatrudniać ludzi, którzy mają profesjonalne umiejętności zarządzania klubem. Ci ludzie muszą czuć sport, muszą czuć rywalizację. To nie jest zarządzanie piekarnią, ubojnią bydła czy zakładami masarskimi – nikogo nie obrażając. To jest zupełnie coś innego. Praca w piłce jest pracą wymagającą dużej wyobraźni, olbrzymiej wiedzy i odpowiedzialności za swoje decyzje. Jaką odpowiedzialność ponosi taki jeden Edison polskiej piłki, który w ciągu półtora roku był w trzech klubach i we wszystkich zostawił po sobie bałagan? Żadnej, bo za chwilę zatrudniają go w czwartym klubie. Tu jest najwięcej do zrobienia. Ja już jestem po drugiej stronie brzegu, ale przyglądam się temu wszystkiemu, co robi mój syn Marcin i inni młodsi trenerzy i tak się zastanawiam, czy w ogóle jest sens pracy w tym zawodzie. Jeszcze cię nie zdążą dobrze zatrudnić, a już szukają awaryjnego rozwiązania. Teraz ponoć następny w kolejce jest Janek Urban. Szkoda gadać…

Rozmawiał Krzysztof Budka 

Inne artykuły o: Ekstraklasa

  • Piotr Borkiewicz

    Minęło prawie 30 lat od transformacji ustrojowej a wydaje się że zarządzanie polskim sportem zostało w poprzedniej epoce. Wtedy „działacze” mieli dużo do powiedzenia bo ZAŁATWIALI różne sprawy. Najczęściej byli zrzutami z jakichś „organizacji partyjnych” albo zasłużonymi współpracownikami „spółdzielni ucho”. Mogli się powyżywać w rządzeniu chociaż nie mieli o tym pojecia.
    Dzisiaj jest podobnie. Większość klubów jest zarządzana przez ludzi których zrzucono na spadochronie z samorządu albo jakiejś firmy, bez żadnych kompetencji. Środowisko piłkarskie zostało skompromitowane przez afery korupcyjne i nikt nie wierzy w moralny kręgosłup tych ludzi. Jak się do tego dołoży dziwne wydawanie kasy na transfery i kontrakty i złą reputację menadżerów to powstaje obraz polskiego bajzlu scementowanego prywatą.
    Temat zwolnień trenerów jest doskonałą płaszczyzną do rozmawiania o stanie polskiej piłki. Nie ma w niej wystarczająco wielu ludzi potrafiących rzetelnie i uczciwie zarządzać klubami, począwszy od najsilniejszych po te najmniejsze. Ale jeszcze gorzej że nie widać zrozumienia tego faktu.
    Polski biznes już wykreował dosyć liczną grupę menadżerów którzy rozumieją zasady nim rządzące a w piłce to dopiero raczkuje.
    Wiecznie ględzimy o regulaminach, limitach, zagranicznym szrocie a nie chcemy dostrzec że stoimy po kolana w gównie. Narzekamy na smród ale twierdzimy że to „szrot” tak śmierdzi.
    Nie panowie, to śmierdzi rozkładający się syf umysłowy, regularnie zasilany świeżymi dostawami.
    Wydaje się że zrozumienie faktu że polskiej piłki nie uzdrowi żaden regulamin rozgrywek ani nawet zastrzyk gotówki (przejedzą go natychmiast wspomniani działacze) tylko liczba dobrych trenerów młodzieżowych, inwestycje w boiska a w ślad za tym podaż dobrze wyszkolonych zawodników. Ale to jest działanie na wiele lat a ci „spadochroniarze” muszą się wykazywać tu i teraz. No to się wykazują, podejmują „trudne ale zdecydowane decyzje”, zwalniają trenerów, zrywają kontrakty z zawodnikami i wiatraki w ich dupach, rozpylające pieniądze, nie zatrzymują się nawet na sekundę. No chyba że zabraknie kasy. Wtedy rozkładają ręce i mówią że bez pieniędzy to się niczego nie zbuduje a oni już mają gotowe nowe listy zawodników i trenerów którzy „zbudują potęgę”. Szkoda że głupota nie boli.

    • ursynów

      To wszystko prawda, tylko co z tego naszego pisania-gadania.Przecież nie my mamy wpływ na to co dzieje się w polskiej piłce.Pan prezes Boniek ma to wszystko gdzieś, od czasu do czasu walnie jakiś pseudo bon mot, obrazi, wyszydzi.Tak działa prezes.Najważniejszy jest szmal,co za problem wydłużyć rozgrywki, zwiększyć ligę, itp.Polska myśl szkoleniowa nie rzuca na kolana,ale w czym gorszy jest Magiera od Romeo,albo Podoliński czy Stokowiec od gości z Hiszpanii? Na piłce znają się wszyscy,którzy gapią się w telewizory,chodzą na mecze swoich drużyn na stadiony,ba nawet Premier Morawiecki.To suweren decyduje kto rządzi w tym kraju, a w piłce kiedyś rządziły leśne dziadki.Teraz Szyszko wycina lasy,a w piłce nic się nie zmienia Co z tego,że są fajne stadiony, kiedy większość z nich świeci pustkami.Co do trenerów to na koniec zacytuję mojego ulubionego trenera Łazarka ,świetnego gawędziarza, który 10 lat temu powiedział,że ,, W Polsce wielu doświadczonych trenerów odchodzi na piłkarską emeryturę.Nikt nie chce wykorzystać ich wiedzy.Niby żyjemy wśród zawodników,działaczy,ale często jesteśmy samotni.Ba niekiedy praca ta przypomina całowanie tygrysa w dupę.Przyjemność żadna ,a ryzyko duże”Nic dodać nic ująć, Baryła zjadł zęby na piłce, wiele widział, wiele słyszał.Ale teraz standardy w polskiej piłce wyznacza słuszna linia pod wodzą Prezesa,który stara się przykryć syf wynikami reprezentacji, ale to jest na krótką metę,to jest po prostu chore.

      • Piotr Borkiewicz

        A co ma Boniek do zarządzania klubami?

        • ursynów

          Trzeba uważnie czytać,nie napisałem,że Boniek zarządza klubami,no rozumiem pora jest późna.Na stan polskiej piłki wpływ ma i to duży . A Papieża do dyskusji o piłce bym nie mieszał,choć piłka dla niektórych jest jak religia,to nie każdy jest jej wyznawcą.

  • ursynów

    Lubię gościa, wali,że aż pokrywa z gara spada.W jakim kraju tak traktuje się trenera? Gdzie byle ciul prezes czołga ludzi , którzy coś w tej polskiej piłce zrobili.Przykład idzie z wielkiej polityki.Tam też mali ludzie robią co chcą i nie liczą się z nikim.O jakiej tu mówić korporacji tych którzy mają parę groszy, a w łepetynie siano.By kopulować trzeba mieć interes,a większość prezesów to zwiędłe członki.Tu nawet viagra nie może- jedyny ratunek chirurg.Osłów w naszej piłce dostatek, a wśród trenerów trafia się czasami jakiś rumak.

    • Piotr Borkiewicz

      W Polsce nie istnieje „kultura” wyłaniania elit. A przecież to elity są motorem postępu wszędzie na świecie. Ale elity wyłonione w sposób obiektywny, tzn na podstawie efektów ich działań. U nas określeniu elita nadano pejoratywne znaczenie, mające swoje korzenie w PRL gdzie „nie matura lecz chęć szczera…..” . Teraz też szefem może zostać tylko „patriota” z certyfikatem partyjnym. Mentalnie jesteśmy w głębokim PRL.
      Kto ocenia pracę trenerów? Jacyś przypadkowi działacze i pismacy dla których najważniejsze jest tworzenie sensacji. Czy ktoś z tych ludzi umie ocenić pracę trenera, potencjał poszczególnych zawodników i zespołów? Nie, oni potrafią tylko zsumować ile pieniędzy wydano na transfery i po tym krótkim rachunku wygłaszać opinie że ten „musi być mistrzem a tamten nie ma szans na utrzymanie”.
      Prymitywizm tego myślenia jest porażający i dobrze to zdiagnozował Leo że musimy najpierw wyjść z drewnianych chatek (mentalnie).
      Trenerzy są upokarzani przez głupich pismaków i działaczy z przypadku (z kompleksami Napoleona), pozbawiani autorytetu i sprowadzeni do roli świętych mikołajów, którzy mają przywozić prezenty matołom i nieudacznikom.
      W Polsce nie mamy żadnych autorytetów, niech ktoś wymieni jedną postać z historii która jest dla nas autorytetem. Papieża JPII pomijam bo chociaż formalnie jest autorytetem to już jego poglądy są odrzucane. Jego „wyznawcy” zrobili z niego kukłę do której się modlą nie przejmując się tym że robią odwrotnie niż ich autorytet.
      Zahukani trenerzy nie mają odwagi powiedzieć prawdy bo chcą pracować i zarabiać a szczerość jest najlepszą gwarancją bezrobocia.
      I tak się kisimy w tym swoim błotku, tradycyjnie upatrując zła zagranicą.
      A to właśnie tam potrafią wyszkolić piłkarzy i zbudować fundamenty pod szkolenie i rozwój lig.
      Jedyna nadzieja w prywatnych właścicielach klubów którzy osiągnęli sukces w biznesie i wiedzą jak się go buduje. Ale nawet ci sa wiecznie wyśmiewani przez środowisko że rzekomo „nie rozumio piłki” i sa gołodupcami i sknerami, bo trzeba rzucić miliony i dac nimi zarządzać „środowisku”. Środowisko które będzie mogło zarządzać tymi „milionami” to musi dopiero powstać, bo na razie to mamy więcej szamanów niż lekarzy, więc po co szamanom szpitale i drogi sprzęt medyczny. Szamani mogą się posługiwać zaklęciami i cudami, co robili do tej pory.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli