BERESZYŃSKI: Jak masz radość z gry, to grasz dobrze

Autor wpisu: 21 grudnia 2016 08:20

Bartosz Bereszyński ma za sobą bardzo udaną rundę. Od początku tego sezonu wrócił do składu Legii, z którą awansował do Ligi Mistrzów. Dobre w niej występy przyniosły mu powrót do reprezentacji Polski. Za mecz przeciwko Słowenii we Wrocławiu zebrał bardzo pozytywne recenzje. Ale najgłośniej o Bartku było przy okazji obu meczów z Realem Madryt, gdy udanie grał przeciw samemu Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w obu spotkaniach z Legią gola nie strzelił, a o prawym obrońcy warszawskiego klubu, zaczęło się mówić jako jednym z tych, którzy już zimą opuszczą klub z Łazienkowskiej.

Być może do transferu dojdzie niebawem. Piłkarz jest ostrożny, bo już raz był bliski zmiany barw klubowych, ale ostatecznie do Portugalii nie wyjechał. Podobno transfer „wywalił się” na ostatniej prostej. „Bereś” był tym niepocieszony. Obniżył loty, zaczął grać nierówno, albo równo, tylko… źle. A gdy do Legii trafił Artur Jędrzejczyk, trener Stanisław Czerczesow posadził Bereszyńskiego na całą rundę na ławce rezerwowych, z której nawet nie musiał się podnosić. Wraz z przyjściem do Legii Jacka Magiery „Bereś” wrócił do gry, a w ostatnim meczu z Górnikiem Łęczna, grał bardzo ofensywnie, widowiskowo, jakby bardzo chciał się pokazać kontrahentom. Widać, że jest zorientowany na transfer.

FUTBOLFEJS.PL: Co się z tobą stało, że przez dwa ostatnie sezony nie mogłeś wrócić do żywych? Dobra gra w Legii, debiut w reprezentacji i nagle… to wszystko się jakoś zatrzymało. Zniknąłeś.
BARTOSZ BERESZYŃSKI: No byłem w takiej formie, że na grę w reprezentacji to zupełnie nie zasługiwałem, trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Na szczęście mam to za sobą. Wiem, że gdy będę grał dobrze, to i selekcjoner to zauważy. A czuję, że mam jeszcze sporo rezerw, ale będę mógł je wykorzystać dopiero wówczas, jeśli popracuję nad swoimi brakami. Mam tego świadomość, że muszę sporo poprawić.

Po meczach z Realem Madryt wszyscy mówili, że zatrzymałeś Cristiano Ronaldo, że najlepszy piłkarz świata 2016 roku nie strzelił gola Legii i że to głównie twoja zasługa. Po tamtych spotkaniach, szczególnie tym w Warszawie, nabrałeś wielkiej pewności siebie. Jak wielką „pompką” była dla ciebie ta udana konfrontacja z Cristiano?
To nie chodzi tylko o samego Ronaldo. Nas nakręcał w ogóle fakt rywalizacji z Realem Madryt. Przecież nie na co dzień ma się taką okazję, prawda? A Cristiano to było już coś ekstra. Potraktowałem to jako wyzwanie. Wiedziałem, że będzie grał na mojej stronie i że będę z nim miał dużo pojedynków, bo taki jest jego styl gry. Moim zadaniem było go powstrzymywać i to się udało. A że potem zrobiło się o tym tak głośno? No cóż, to normalne, że wszyscy patrzą na to co zrobił, albo czego nie zrobił Ronaldo.

Zaraz po drugim meczu z Realem było zgrupowanie reprezentacji Polski. Pewnie na kadrze było trochę szydery, że się „podpompowałeś” tym Cristiano, co?
No coś tam się takiego pojawiło, ale przecież w szatni, w środowisku piłkarskim szydera jest zawsze, więc to nic wyjątkowego. Czasem tylko robi się żarty z pozytywnych rzeczy, takich właśnie jak ta, a czasem z wpadek, więc wolę oczywiście już tę pierwszą sytuację.

Po tym jak zimą 2016 roku trafił do Legii Artur Jędrzejczyk, dwaj pozostali prawi obrońcy – czyli ty oraz Łukasz Broź – mogli zupełnie spisać sezon na straty. Mieliście przekonanie, że cokolwiek byście nie zrobili, to i tak będzie grał „Jędza”? Nie zabrakło wam trochę mentalnego paliwa i odpuściliście?
Nie wiem jak Łukasz, ale ja to paliwo mentalne miałem. Absolutnie nie czuję się – i nie czułem wtedy – gorszym zawodnikiem od Artura, ale decyzję o tym, kto gra, podejmuje trener. I czasem jest właśnie tak, że cokolwiek by się na treningach nie zrobiło, to hierarchia u trenera się nie zmieni. Ale te pół sezonu z wiosny nauczyło mnie cierpliwości. No i pokory, żeby pamiętać – gdy się jest na górze – że bywało się także na dole.

Kibice byli zmartwieni gdy okazało się, że po zdobyciu dubletu z klubu odchodzi Czerczesow. Ale ty chyba wtedy się uśmiechnąłeś pod nosem i wziąłeś głębszy oddech, co?
Nie ma co ukrywać – tak!

Twój tata Przemysław Bereszyński był piłkarzem, więc pewnie w domu – przy okazji spotkań rodzinnych, świąt – sporo o piłce rozmawiacie. Spieracie się o to, który z was był lepszym piłkarzem?
Tata nie ma szans (śmiech). To były oczywiście inne czasy w futbolu, dziś boczni obrońcy grają bardziej ofensywnie i trudno to porównywać. Zawsze go broniły liczby zdobytych tytułów, ale na dzisiaj to ja mam już więcej wywalczonych mistrzostw. Musi więc przyznać, że już go trochę wyprzedziłem (śmiech). Ale tak zupełnie poważnie, to tata zagrał bardzo dużo dobrych meczów i ja to całkowicie doceniam. Zawsze będę miał szacunek do taty i zawsze pozostanie moim piłkarskim idolem z najmłodszych lat.

Czy to do taty dzwonisz jako pierwszego po meczu, żeby dostać recenzję swojego występu?
Zawsze dzwonię do najbliższych. Pewnie pierwszą osobą jest Maja, ale z tatą zawsze rozmawiamy o każdym moim występie. Zawsze. Czasem zadzwonię tylko po to, żeby powiedzieć: „Słuchaj, nie mam humoru, pogadamy jutro, jak mnie trochę odpuści”. Po prostu po kiepskim meczu warto ochłonąć, nie rozmawiać na gorąco, bo wszystko się jeszcze w człowieku gotuje. Ale wcześniej czy później, i tak rozmawiamy.

Jak to się stało, że Jacek Magiera trafił tobie – i twoim kolegom – do głowy tak szybko i tak skutecznie?
Po prostu kazał nam się cieszyć tym co robimy w życiu. A robimy świetną rzecz: zarabiamy na życie grą w piłkę i to w świetnym klubie. Robimy to co kochamy i warto to sobie czasem uświadomić. A jak masz radość z gry, to grasz dobrze.

Rozmawiał Dariusz Tuzimek

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli