BARTOSZEK o roku, w którym robił za… Midasa

Autor wpisu: 23 grudnia 2016 08:15

Dwanaście miesięcy temu był w ciemnej d… Podziękowano mu w Zawiszy, mimo iż dotarł z zespołem do półfinału Pucharu Polski, a w lidze (przejął drużynę w rundzie jesiennej po Mariuszu Rumaku) zmniejszył stratę do miejsca gwarantującego awans do pięciu punktów. Dziś Zawiszy próżno szukać na piłkarskiej mapie Polski, a Bartoszek ma za sobą najlepszy rok w trenerskiej karierze. Był w nim jak Midas, czego się dotknął, zamieniał w złoto. Najpierw w Chojniczance, a teraz w Koronie…

FUTBOLFEJS.PL: Rok temu wielu już pana skreśliło, a ci, którzy nie skreślili, pewnie w życiu nie spodziewali się, że Bartoszek tak wystrzeli. Pan pewnie też nie?
MACIEJ BARTOSZEK: Nie, to prawda. Nie myślałem, że będę tu, gdzie jestem, ale głównie dlatego, że zamiast rozmyślać, wolałem skoncentrować się na pracy. Wiosną pojawiła się oferta z Chojnic, trzeba było ratować Chojniczankę przed spadkiem, później zaatakowaliśmy czołówkę pierwszej ligi, z pozytywnym skutkiem, no a potem nadeszła propozycja z Korony, którą też trzeba było obudzić z marazmu. Dziewięć punktów w pięciu meczach – wynik moim zdaniem całkiem przyzwoity. Szczególnie biorąc pod uwagę to, z jakimi rywalami przyszło mi się w tej ekstraklasie zmierzyć.

To jaki to był dla pana rok?
Udany, choć bardzo trudny. Rok pełen wyzwań i ciężkiej pracy. Ale pracy, która sprawiała dużą satysfakcję.

Wygrał pan w naszym plebiscycie na najlepszego trenera jesieni w pierwszej lidze.
Widziałem. Fajnie, jak twoją pracę doceniają kibice nie tylko związani z klubem, w którym pracujesz. To bardzo miłe.

Wrócił pan do ekstraklasy po sześciu latach. Dużo się zmieniła?
Szczerze? Nawet nie miałem czasu się nad tym zastanawiać. Wskoczyłem do gry w trakcie sezonu, w specyficznym dla Korony momencie, trzeba więc było zabrać się od razu do roboty, na rozmyślanie nie było nawet chwili. Tym bardziej że pierwszy przeciwnik, jaki na mnie czekał, był bardzo wymagający (Zagłębie Lubin – przyp. red.). Pewnie po sezonie, gdy wszystko będziemy na spokojnie sobie ze sztabem analizować, przyjdzie czas i na to, by zastanowić się, czy ta ekstraklasa jest trudniejsza niż sześć lat temu. Ale dziś nie podjąłbym się rzeczowego porównania.

To powie pan, co zrobił tej Koronie, że o mały włos na koniec roku wylądowałaby w górnej ósemce.
Ten podział jest ciekawy, bo zdaje się, że biorąc pod uwagę małą tabelkę, to powinniśmy być w górnej ósemce, a biorąc pod uwagę bilans bramkowy – w dolnej.

No tak, zależy kto tabelę układa i czym akurat w trakcie sezonu się kieruje. Ale nie zmienia to faktu, że macie tyle samo punktów, ile drużyny z miejsc 7. i 8.
No właśnie.

To co pan zrobił tej Koronie?
Co zrobiłem? Nic wielkiego nie zrobiłem…

Samo z siebie tak zażarło?
Wydaje mi się, że od samego początku bardzo dobrze zrozumiałem się z zawodnikami. Koncepcja tego, jak chcę, żeby zespół grał, przypadła im do gustu. Widać było, że od razu chcą ją realizować. Zresztą jeszcze zanim podpisałem kontrakt z Koroną, analizowałem potencjał tej drużyny, jej wcześniej sposób gry i po tym wszystkim, co zaobserwowałem, zrodził mi się w głowie pomysł na ten zespół. Najważniejsze było jednak, że piłkarze bardzo pozytywnie i niemal natychmiast na tę zmianę zareagowali. Już w pierwszym meczu. Nie ustrzegliśmy się co prawda błędów, ale widać było, że zespół gra do końca, że chce wygrać, chce strzelać gole. To było potwierdzenie tego, że w takim ustawieniu i z taką koncepcją gry zespół dobrze się czuje i że najwyraźniej to będzie dobra droga. Potwierdziło to kolejne spotkanie (4:1 z Pogonią – przyp. red.). Kapitalna gra, już nie mówiąc o bramkach, bo bramki to były stadiony świata. Widać było luz, swobodę, bardzo pozytywne nastawienie.

Czyli co, potrzebowali, żeby im poluzować, zdjąć taktyczny kaganiec, dać trochę więcej wolnej ręki?
W pewnym sensie tak, choć muszę przyznać, że bardzo się obawiałem tego, czy przy tak diametralnej zmianie sposobu gry, zespół zareaguje pozytywnie. Na szczęście zareagował. Choć później przyszedł wyjazd do Gliwic i okazało się, że nie zawsze będziemy potrafili zagrać tak, jak sobie to zakładaliśmy. Nie był to jakiś wyjątkowo zły mecz w naszym wykonaniu, ale wniosków po nim było sporo. I tu druga pozytywna rzecz – te wnioski zespół też bardzo szybko przyswoił, co było widać już w kolejnym spotkaniu, z Lechem. W Poznaniu co prawda przegraliśmy, ale ja już wiedziałem, że zrobiliśmy duży krok do przodu. Co znalazło potwierdzenie w ostatnim spotkaniu, wygranym z Lechią.

A jak się pan dogaduje z tym międzynarodowym towarzystwem?
Jest tego międzynarodowego towarzystwa trochę, to prawda, ale wbrew pozorom, nie jest to takie trudne. To sympatyczni, otwarci ludzie. Chociażby taki Palanca, który ma za sobą epizod nawet w Realu, przychodząc do Korony, mógłby nosić tu głowę bardzo wysoko, a jednak zachowuje się bardzo profesjonalnie. Oczywiście, jak każdy ma tam jakieś swoje, nazwijmy to – przyzwyczajenia, a nawet widzimisię, ale nie są to jakieś rzeczy szkodliwe dla zespołu, czy jakoś wyjątkowo denerwujące. W podejściu do obcokrajowców trzeba być elastycznym i trener musi to brać pod uwagę. Z kolei taki Aankour to przesympatyczny człowiek. Z nim, jeśli chodzi o obcokrajowców, kontakt jest najlepszy. I dobrze porozumiewa się po angielsku, ale i bardzo dużo rozumie po polsku. Podobnie jest z Senegalczykiem Diawem. Z Danim Abalo kontakt jest trochę trudniejszy, ale dzięki pomocy Aankoura czy Vanji Markovicia, który bardzo dobrze mówi po polsku, też się dogadujemy.

Na co stać ten zespół? Bo już chyba widać, że Korona ma potencjał niekoniecznie na to, by rozpaczliwie bić się o utrzymanie?
Wiadomo, że celem będzie awans do górnej ósemki. Takie mamy założenia i o nich sobie z zawodnikami rozmawialiśmy. Natomiast wiadomo też, że łatwo nie będzie, bo chętnych na tę górną ósemkę jest zdecydowanie więcej niż miejsc. Ale otwarcie przyznam, że Korona ma wystarczający potencjał, by ten cel zrealizować.

Z Chojnic dzwonili, by skonsultować kandydaturę nowego trenera?
Dzwonili. Może nie aż tak, by coś konsultować, ale kontakt mieliśmy.

Piotr Gruszka trenerem Chojniczanki

Wygląda na to, że postawili tam na Hermesa.
Ja wiem… Trudno powiedzieć. Zatrudniono trenera, który co prawda jeszcze nie pracował na tak wysokim szczeblu, ale który jest dość znany w regionie…

Znacie się?
Tak, znamy. Przez wiele lat oddany był jednemu klubowi, z którym potrafił robić niezłe wyniki, często ponad możliwości organizacyjne tego klubu, tak więc wcale nie uważam, że to przypadkowy wybór działaczy z Chojnic i że to wyzwanie musi tego szkoleniowca przerosnąć. Absolutnie nie.

Czego życzyć panu na święta i Nowy Rok?
Wytrwałości i siły.

No to wytrwałości i siły życzę. I oby następny rok był dla pana co najmniej tak udany jak ten mijający.
O, to by było super.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Korona Kielce

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli