Artur JĘDRZEJCZYK: Gdy wchodziłem do szatni Korony, każdy miał banana na twarzy

Autor wpisu: 16 kwietnia 2017 07:54

Artur Jędrzejczyk przed meczem Legii z Koroną (poniedziałek, 15.30) w rozmowie z Futbolfejs.pl o… Koronie. Dlaczego? Bo to właśnie dzięki kilkumiesięcznemu pobytowi w Kielcach wiosną 2010 roku kariera reprezentanta Polski ruszyła z kopyta.

– Mieliśmy tam mocną paczkę i sympatyczną, rodzinną atmosferę – mówi Jędrzejczyk. Pytamy też, czy nie przeszkadza mu, że w karierze rzucany jest z pozycji na pozycję. – Może byłbym lepszym zawodnikiem, gdybym od początku grał na jednej? Nigdy jednak nie powiem: trenerze, nie zagram tutaj, bo się boję.

FUTBOLFEJS: To będzie lany poniedziałek dla Korony?
ARTUR JĘDRZEJCZYK: Nie wiem, zobaczymy. Gramy u siebie i wiemy, o co walczymy. Musimy wygrywać i zdobywać punkty.

Korona to dla ciebie specyficzny klub?
Tak, grałem w Kielcach kilka miesięcy i mam świetne wspomnienia. Mieliśmy tam mocną paczkę, sympatyczną, rodzinną atmosferę w drużynie. Było naprawdę kilku dobrych grajków na każdej pozycji: Edi Andradina, Hernani, Nikola Mijajlović, Vuko, który rządził w szatni, ja byłem jeszcze młodym zawodnikiem. No, może nie takim zupełnie młodym, bo już 22-letnim. Było sympatycznie, wchodziło się do szatni i każdy miał banana na twarzy. A sportowo było to dla mnie bardzo dobre przetarcie, bo wcześniej grałem tylko w pierwszej lidze.

Wspomniałeś o Vukoviciu, Vuko z Korony, a Vuko teraz – jest różnica?
Vuko zazwyczaj był takim twardym liderem, ale jednocześnie zawsze miał smykałkę do wprowadzania młodych piłkarzy. Gdy przychodziłem do Legii jako nastolatek, sporo mi pomagał. Potrafił krzyknąć, ale też podpowiedzieć, powiedzieć prawdę w oczy i jednocześnie zmotywować. Za to zawsze go lubiłem. Taka bałkańska krew. Pytasz czy się zmienił? Nie, to ten sam człowiek. Nie gra już w piłkę, ale wciąż ciągnie go do tego, żeby w jakiejś akcji kopnąć piłkę. To już się nie zmieni.

Dla ciebie od przenosin do Korony tak naprawdę kariera ruszyła w górę. Zgodzisz się?
Tak. Ważny w tym wszystkim był trener Marcin Sasal, który prowadził mnie w Dolcanie Ząbki i potem ściągnął do Korony. A że grałem u niego, stwierdziłem, że będzie szansa u niego pograć w wyższej lidze.

Maciej BARTOSZEK: Z Legią jeszcze nie przegrałem. Z Magierą zresztą też. A historia podobno lubi się powtarzać…

A z Legii puszczał cię Jan Urban.
Nie mam do niego żadnych pretensji. Przeciwnie. Byłem z drużyną na obozie i wiedziałem, że będę miał ciężko. Trener Urban zachował się w porządku, bo przyszedł do mnie porozmawiać. Mówił, że może lepiej będzie jeśli odejdę gdzieś na wypożyczenie i się ogram. Młodemu, niedoświadczonemu piłkarzowi, zwłaszcza obrońcy, który przychodzi z niższej ligi do drużyny walczącej o mistrzostwo było trudno wskoczyć do składu. Weź wygryź takich zawodników, jak Wojtek Szala, Grzesiek Bronowicki, Kuba Rzeźniczak, Tomek Kiełbowicz, Dickson Choto czy Inaki Astiz. Jeszcze będąc pomocnikiem można liczyć, że wejdzie się od czasu do czasu w końcówce, ale bocznych obrońców na końcówki raczej się nie wpuszcza. I te przenosiny na dobre mi wyszły, bo grałem prawie wszystko, co mogłem.

Wróciłeś i kilka tygodni później na otwarcie stadionu Legii strzeliłeś trzy gole Arsenalowi.
Wróciłem we właściwym momencie, co? Okazało się, że coś tam potrafię, nie wszystko, ale trochę umiem.

Pytam o ten Arsenal i gole, bo na treningach strzelasz pięknie, ale w meczach ostatnio posucha.
Piłka siedziała mi na czwartkowym treningu. Z prawej strony wchodziło wszystko, z lewej raz trafiłem. Może w końcu zacznę coś strzelać w meczach.

Wiosną 2010 roku w ekstraklasie zdobyłeś dwie bramki: jedną dla Legii, drugą dla Korony i to była twoja najbardziej udana runda w karierze pod tym względem.
Rzeczywiście, strzeliłem w meczu z Zagłębiem Lubin w Legii, ale ważniejszy był ten gol dla Korony z Lechią, bo wygraliśmy 1:0 i dzięki temu mieliśmy pewne utrzymanie. Ostatecznie skończyliśmy sezon na 6. miejscu.

Teraz się tak często nie pokazujesz z przodu. Dlaczego?
Dawniej mnie piłka szukała w polu karnym, teraz nie.

Piłka nie znajdzie Jędrzejczyka w polu karnym, jeśli Jędrzejczyka w polu karnym nie ma.
No właśnie. Poczekaj, przecież miałem dobrą sytuację z Pogonią, Thibault Moulin wrzucił mi z rzutu wolnego, ale źle trafiłem. Byłem na piątym metrze, to powinien być gol. Szczerze? Powinienem mieć więcej tych bramek. Mamy sporo rożnych, sporo wolnych. Tak to jest, czasem chcesz, a czasem nie możesz. Wkurzające jest to, jak czasem idziesz w pole karne, a piłka do ciebie nie dochodzi, albo nie wykorzystujesz okazji. Pamiętasz mecz reprezentacji z Holandią? Strzeliłem gola. Było tak, że trener kazał mi iść przy wrzutkach na krótki słupek, ale w jednej akcji zmieniłem, poszedłem na długi i stamtąd strzeliłem. Wkurzyłem się, bo pięć razy poszedłem na krótki i nic z tego nie wynikało, nie dochodziła do mnie piłka.

To było nieposłuszeństwo!
Ale bramka padła, trener nie mógł mnie ochrzanić (śmiech). Tak czasem bywa. Zgadzam się jednak z tym, że w Legii my obrońcy powinniśmy strzelać więcej tych goli, bo jest nas kilku wysokich, którzy dobrze grają głową: Adam Hloušek, Maciek Dąbrowski, ja.

Wiesz o tym, że docelowo w Legii masz być stoperem?
Nie wiem.

Tak mówi były prezes Bogusław Leśnodorski. Twierdzi, że za półtora roku Jędrzejczyk – Dąbrowski, to będzie najlepsza para stoperów.
To Pazdana już nie będzie?

Artur JĘDRZEJCZYK: Zawsze byłem fizolem

Na to wygląda.
Nie mam nic przeciwko, bym grał na środku, nie boję się tego. Z tej pozycji odchodziłem z Legii.

Która z tych pozycji w obronie jest dla ciebie najlepsza? Bo grywasz wszędzie.
Przez całą karierę jestem rzucany z pozycji na pozycję. Jesienią, gdy byłem w Krasnodarze, to chociaż występowałem w większości spotkań, nigdy nie wiedziałem do końca gdzie zagram. Zdarzyło się tak, że dzień wcześniej na odprawie trener mówił, że wyjdę na prawej, a przed samym spotkaniem usłyszałem, że jednak wyjdę na lewej. Przyzwyczaiłem się do tego.

W twoim przypadku ta uniwersalność to jest chyba atut?
A może byłbym o jeden albo dwa stopnie lepszym zawodnikiem, gdybym od początku grał na jednej pozycji. Nie wiem. Cieszę się z tego, jak jest, nie mam z tym problemu. Nigdy nie powiem: trenerze, nie zagram na tej pozycji, bo się boję.

Wracając do meczu z Koroną, już w drugim ważnym meczu wysyłacie sygnał: nie drażnić lwa. Straciliście pierwsi gola w meczach z Lechią i Lechem i oba spotkania wygraliście 2:1. Przypadek?
Każdy mecz pisze inne scenariusze, nie doszukiwałbym się w tym jakiejś reguły. Różne rzeczy dzieją się na boisku, nie na wszystko można mieć wpływ, ale trzeba się do każdej sytuacji przygotować. Pokazaliśmy w tych meczach charakter, to była taka pozytywna złość. W takich momentach, jak ten w Poznaniu, poznajesz drużynę.

Trener nie ma do was zastrzeżeń, że nie strzelacie jako pierwsi i nie kontrolujecie wydarzeń na boisku?
Mecz z Lechem był bardzo wyrównany, było dużo walki, dużo rywalizacji taktycznej, mało błędów z obu stron. Trudno objąć pełną kontrolę w takim spotkaniu. Wiadomo, że inaczej reaguje drużyna, która strzela wyrównującego gola, a inaczej ta, która takiego gola dostaje. Nas ta wyrównująca bramka w Poznaniu poniosła, Lech chyba myślał, że przy 1:0 wygrał to spotkanie.

Jacek Magiera sugeruje: Hämäläinen może zagrać od początku

Jak jest z twoją formą teraz? Miałeś kilka słabszych meczów w tej rundzie.
Zgadza się, w spotkaniach z Ruchem, Termalicą, Zagłębiem Lubin powinienem lepiej zagrać, wymagam od siebie więcej. Ale też zdaję sobie sprawę, że w każdym meczu nie da się zagrać tak samo dobrze. Słabsze momenty się zdarzają, ale wydaje mi się, że już wróciłem na właściwe tory.

Jesteś już taką firmą, że gdy zagrasz dwa słabsze mecze, wszyscy to zauważają.
Czasem też ludzie oceniają przez pryzmat dwóch spotkań i zapominają o tym, co było wcześniej. Dwa słabsze mecze zdarzają się nawet Messiemu, ale nikt na tej podstawie nie powie, że jest słabym piłkarzem.

Co powiesz o obecnej Koronie?
W ostatnich spotkaniach pokazała, że potrafi grać w piłkę.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Korona Kielce | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli