Arkadiusz MALARZ: Zacznijmy od podstaw, Real będzie na deser

Autor wpisu: 8 września 2016 11:07

Gdy Arkadiusz Malarz przychodził na Łazienkowską uważano, że Legia po prostu uzupełnia skład. Tymczasem charyzmatyczny bramkarz nie tylko wywalczył sobie miejsce w podstawowej „jedenastce”, ale także stał się jednym z liderów drużyny i jednym z najlepszych jej zawodników. Potrafi krzyknąć, zmobilizować albo udzielić ostrej, niebanalnej wypowiedzi przed kamerami.

Arek, masz 36 lat, młody to ty już nie jesteś…
…ale czuję się tak, jak mój kolega z drużyny, bramkarz Radek Majecki, który ma 17 lat.

On nawet jeszcze nie ma siedemnastu!
No dobra, to przesadziłem. Czuję się jakbym miał 28 lat. Ale nie wiek jest ważny, liczy się praca i to jak grasz.

Nie uważasz, że to trochę zaskakujące, że najlepszym bramkarzem stałeś się dopiero jako 36-latek? Czego ci zabrakło wcześniej, gdy byłeś młodszy, żeby być w tym miejscu, w którym teraz jesteś? Gdzie zrobiłeś błąd, że ten najlepszy moment przyszedł tak późno?
Nie miałem menadżera, który by o mnie zadbał, który pokierowałby moją karierą, wybierałby właściwe kluby, pomagałby podjąć dobre decyzje. Nikt mnie nie prowadził. Dzisiaj piłkarze mają takich agentów, na których mogą polegać: piłkarz ma się tylko pokazać na boisku, a menadżer załatwi mu resztę. Ja takiej osoby nie miałem. Robiłem wszystko sam.

Jak dzisiaj patrzysz na przebieg własnej kariery to trochę zbyt dużo tam tych klubów, prawda?
Nawet nie chodzi o liczbę klubów, ale o ich jakość piłkarską. Czasem czułem, że wybieram nie ten klub, który powinienem, ale – szczerze mówiąc – nie miałem siły przebicia. Brakowało kogoś, kto powiedziałby: „Arek poczekaj, wstrzymajmy się, ja ci coś dobrego załatwię, bądź cierpliwy”. Chciałem wszystko na już, od razu.

To czemu nie miałeś tego menadżera? Nie chciałeś?

Sparzyłem się na pierwszym, z którym podpisałem umowę i się zniechęciłem. Byłem młodym zawodnikiem, nie doczytałem umowy, która – jak się potem okazało – przedłużyła się automatycznie. Ten pan odezwał się do mnie po dwóch latach z żądaniem, bym mu zapłacił prowizję za własny transfer, który sam zrobiłem. Zapłaciłem, ale tak się naciąłem, że od tamtej pory nie mam nikogo aż do dzisiaj. Wiem, że nie wszyscy menadżerowie są tacy sami, ale na szukanie agenta to już dla mnie za późno. Teraz to już sam sobie poradzę.

Założę się, że w ogóle nie przypuszczałeś, że dotrzesz jeszcze w futbolu tak daleko. Że grając w Grecji w Patras czy cypryjskim Ethnikósie Áchnas, czyli na peryferiach poważnej piłki, nie myślałeś że jeszcze zagrasz w Lidze Mistrzów i to będąc pierwszym bramkarzem w drużynie.
A właśnie, że tak myślałem. Ja jestem człowiekiem upartym. Cały czas byłem przekonany, że ciężka praca musi dać efekty i w końcu przyniosła.

Pamiętam, jak spotkałem cię w Bełchatowie, po jednym z twoich pierwszych meczów w GKS i ty byłeś pozytywnie nastawiony do rozwoju swojej kariery, bo dopiero co wróciłeś – po kilku latach – z zagranicy. A ja – powiem szczerze – myślałem, że to już twój ostatni klub, że w tym Bełchatowie skończysz karierę. Wtedy jeździłeś na mecze do Niepołomic, Kolejarza Stróże, Rybnika czy Brzeska. Naprawdę trudno było przypuszczać, że będziesz jeszcze jeździł na Santiago Bernabeu…
Wierzyłem w to, że każdy kolejny klub będzie trampoliną do następnego, jeszcze lepszego. Naprawdę w to wierzyłem. Nie zawsze tak było, ale w przypadku transferu z Bełchatowa do Legii tak przecież się stało. Warto się nie poddawać, pracować i liczyć, że na końcu przyniesie to efekty.

Gdy przychodziłeś do Legii panowało powszechne przekonanie, że Legia kupuje bramkarza rezerwowego. Bo pozycja Dušana Kuciaka była w klubie niepodważalna. Czy ty dostałeś jasny komunikat, że kupują cię na ławkę rezerwowych, że będziesz tylko drugim bramkarzem w drużynie?
Nie. Nikt nie postawił tak sprawy, że mam być jedynie zmiennikiem Dušana. Przychodziłem z nastawieniem, że podejmuję walkę o miejsce w składzie. Znam siebie, wiedziałem, że nie odpuszczę.

To się chyba odbiło na twoich kontaktach z Kuciakiem?
Nie będę zaprzeczał: odbiło się. Ale tak by było z każdym bramkarzem i w każdym klubie. Każdy ma swoje ambicje, a grać może tylko jeden.

No nie w każdym klubie. Jurek Dudek, gdy przychodził do Realu, to wiedział, że Iker Cassillas potrzebuje takiego zmiennika, który będzie w miarę solidny, ale nie będzie aspirował do gry w pierwszym składzie.
W Legii było inaczej. Zresztą myślę, że Jurek też sporo od siebie wymagał, też chciał pokazać trenerowi Realu, że zasługuje na szansę.

Ty na tę swoją szansę czekałeś długo. A gdy przyszła, w pamiętnym meczu z Lechem, zrobiłeś klopsa i było po szansie.
W życiu zawsze są upadki i wzloty. Ja się nigdy nie poddaję, ale wtedy byłem na siebie zły. Wiadomo, jaki ciężar gatunkowy ma mecz z Lechem. Źle obliczyłem lot piłki, sfaulowałem rywala i dostałem czerwoną kartkę. Osłabiłem drużynę…

… i swoją pozycję w zespole. Pojawiły się głosy, że na pierwszego bramkarza Legii to ten Malarz jednak się nie nadaje. To musiało boleć.
Każdy ma prawo do własnej opinii. Ja znam siebie, wiem jak pracuję, wiem jakim jestem bramkarzem. Ktoś może sobie powiedzieć, że Malarz się nie nadaje do Legii, że dyrektor sportowy Michał Żewłakow ściągnął sobie kumpla, żeby miał z kim pogadać i wypić kawę. Ale czy ja mam polemizować z takimi opiniami? Przecież mieszkałem w Bełchatowie, 120 kilometrów od Warszawy. Mogliśmy zresztą pogadać ze sobą przez telefon, tak jak to robiliśmy w Grecji… Albo opinia: „Malarz jest za stary do Legii”. Ja się mogę bronić jedynie postawą na boisku. Za stary się na pewno nie czuję.

Tobie wypomina się wiek, ale ty mi wcale wyglądasz na gościa, który jest na ostatniej prostej swojej kariery. Raczej na takiego, który myśli sobie, że ma przed sobą jeszcze z pięć lat gry.
Tak właśnie myślę.

Naprawdę chcesz grać jeszcze po „czterdziestce”?
Do 40 lat chcę grać co najmniej! A jak zdrowie pozwoli…

No tak, teraz – gdy awansowałeś do Ligi Mistrzów – pewnie czujesz, że twoja kariera się dopiero zaczyna.
To mnie nakręca. Każdego dnia się cieszę rano, że jadę na trening. Jestem pierwszy w szatni i gęba mi się cieszy. Ale ja tak miałem w każdym klubie.

A tu dodatkowo okazuje się, że to jest to miejsce, ten klub i te rozgrywki: Liga Mistrzów. Jest motywacja.
To jeszcze bardziej mnie mobilizuje. Już gdy graliśmy z Dundalk w Dublinie, ten pierwszy mecz w IV rundzie kwalifikacji do Champions League i poleciał hymn Ligi Mistrzów, to ciary przeszły mi po plecach. A jak po losowaniu zobaczyłem jakie mamy ekipy w grupie, to naprawdę cieszyłem się jak dziecko, że to jest prawda, a nie sen.
Musiałem trafić na swój czas i na właściwych ludzi. Dziś z takimi właśnie w Legii pracuję.

Po twojej słynnej wypowiedzi, gdy przed kamerami poleciały grubsze wyrazy, ludzie zaczęli w tobie dostrzegać także jednego z liderów drużyny.
Żeby była jasność. To nie było tak, że obroniłem karnego i od razu palma mi odbiła. To nie było skierowane konkretnie do któregoś z zawodników. Zresztą powiedziałem o tym chłopakom w szatni, żeby nikt nie odebrał tego personalnie. Wiadomo, że emocje były, wszystko się nawarstwiło. Jadąc na ten mecz powiedzieliśmy sobie, że tyle razy już nam ta Łęczna narobiła nam kłopotów, że tym razem nie damy się zaskoczyć. Żeby nikt nie myślał o decydujących meczach w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, tylko żebyśmy zagrali na maksa. A potem wychodzimy na boisko i znów brakuje nam koncentracji. Wybuchnąłem, ale coś wtedy we mnie pękło, chciałem, żebyśmy się wszyscy obudzili.

Czyli te „kurwy”, które poleciały przed mikrofonem, to był impuls.
No tak, przecież to nie było przemyślane. To była sekunda. Wyrwało mi się. Chłopaki z drużyny nie mieli do mnie pretensji, bo każdy wiedział, że zagraliśmy słabo. Wszyscy. Ale porozmawialiśmy sobie poważnie w szatni i potem w drodze powrotnej. Na pewno taka mocna rozmowa była nam potrzebna.

Wyglądałeś wtedy naprawdę dziko. Jak ty reagujesz po porażkach? Kopiesz w szafki w szatni, każesz w domu wszystkim być cicho i lepiej do ciebie nie podchodzić?
Staram się dzieciom swojej złości nie pokazywać. Chociaż nie zawsze mi się to udaje. Moi synowie wszystko widzą. Ostatnio grałem z nimi w piłkę w ogródku. Bruno strzelał a i Iwo bronił w bramce. Bruno krzyczał: daj mi asystę, to mu dałem. Strzelił gola. Ja patrzę na Iwo, a on zamiast podać mi piłkę z bramki, żebyśmy dalej grali… kopie w słupek. I od razu przypomniało mi się, że gdy w meczu z Jagiellonią straciliśmy bramkę, to też kopałem słupek ze złości. Dzieci oglądają mecze, kodują sobie w głowach i potem naśladują dorosłych. Trzeba na to uważać.

W pewnym momencie wydawało się, że szaleństwo transferowe rozmontuje ci cały środek obrony. Że odejdzie zarówno Igor Lewczuk, jak i Michał Pazdan, z którymi – jak było widać – pewnie się czujesz.
Bramkarz gra z tymi, których wystawia trener…

…no dobra, dobra. Ale cała Polska zachwyca się akurat Pazdanem…
…ja też się nim zachwycam.

Z nim na boisku czujesz się pewniej?
Nie tylko ja. Pewnie to samo mogą powiedzieć chłopaki z reprezentacji. Wszedł na wysoki poziom i poniżej niego nie schodzi. Klasa zawodnik. Pokazał to na mistrzostwach Europy. Ciężko na to pracował. Jest skromnym facetem, da się lubić. Cieszę się, że został. Ale też cieszę się, że przyszli „Czerwo” (Jakub Czerwiński), „Dąbi” (Maciej Dąbrowski), że jest Kuba Rzeźniczak. Z odejściem Igora Lewczuka trzeba się pogodzić i cieszyć się, że życie wynagrodziło go za ciężką pracę.

Bo to taki pracuś jak ty.
Tak. Jak o tym pomyślę, że trafił do fajnego klubu i może się spełniać, to aż mi się buzia cieszy. Ja spędziłem 8 lat zagranicą i wiem, że warto zobaczyć jaka jest piłka także poza Polską. Pozna język, pozna ludzi. Naprawdę warto.

Jesteś kibicem Realu Madryt, cieszyłeś się gdy tę drużynę w Lidze Mistrzów wylosowała Legia. A wyobrażasz sobie sytuację, w której trener, na dzień przed meczem z „twoim” Realem mówi: Arek, nie zagrasz. Najbliższy mecz w Ekstraklasie jest dla nas ważniejszy…
Hm… No to trener podejmuje takie decyzje… Ale byłoby mi ciężko. Zresztą ja, pewnie jak każdy, chcę grać wszystko. A im więcej gram, tym lepiej i pewniej się czuję. Ale co my tu o Realu, na razie to my mamy „Ligę Mistrzów” w sobotę w Niecieczy, gdzie też nam kiedyś nie poszło. Zacznijmy od podstaw, Real będzie na deser.

Rozmawiał: Dariusz Tuzimek

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Lubię tego faceta.Widać,że z wiekiem nabył nie tylko doświadczenia ale i większych umiejętności.W którymś ze swoich wpisów,trochę wyśmiewałem się z Arka,z jego niepewnych interwewncji.Ale takie życie,wpadki zdarzają się każdemu, no może teraz jest ktoś kto jest nieomylny.Ale to nie jest człowiek świata piłki.
    Trzymam kciuki za Arka i jego klub . Życzę chłopakom udanych występów w Lidze Mistrzów i naszej lidze.
    A Arkowi dydykuję taką myśl, wielkiego malarza Pabla Picassa ,, Malarz to człowiek, który maluje to, co sprzedaje.Artysta to człowiek, który sprzedaje to , co maluje”. Życzę Arkowi by był artystą.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli