Amerykański sen brutalnie przerwany. Nowak bierze Lechię

Autor wpisu: 8 stycznia 2016 18:20

Działaczy Lechii najwyraźniej nie zraziły doniesienia o rzekomym gnębieniu przez Piotra Nowaka piłkarzy w poprzednim klubie. Co było w Vegas (a konkretnie w Philadelphii), zostaje w Vegas. Tutaj jest Gdańsk. Lechia przyznała otwarcie: gdy tylko wpłyną stosowne zezwolenia ze strony PZPN, Nowak zostanie pierwszym trenerem biało-zielonych.

No i dobrze. Wreszcie będziemy mieli okazję przekonać się, jaki to z tego Nowaka szkoleniowiec. Taki dobry, jak do niedawna trąbiono, czy taki straszny – jak trąbi się teraz.

Rysy na wizerunku
Wizja faceta, który podbił Amerykę i z którego wielu chciało zrobić polskiego Jürgena Klinsmanna, to już przeszłość. Marka, jaką Nowak wyrobił sobie w Stanach, od pewnego czasu zaczęła rdzewieć, choć dotychczas nikt sobie tym w Polsce przesadnie nie zawracał głowy. Na wizerunku byłego reprezentanta Polski najpierw pojawiły się rysy, później drobne pęknięcia, aż wreszcie wszystko strzeliło z hukiem. Pan Piotr już wie, że jako trener łatwego startu w polskiej piłce mieć nie będzie. Informacje o znęcaniu się nad zawodnikami jego poprzedniego klubu, biciu ich i kasowaniu pieniędzy za transfery, o czym doniósł dziennikarz serwisu Philly.com Jonathan Tannenwald – niezależnie od tego, ile w tych doniesieniach prawdy – sympatii Nowakowi z pewnością nie przysporzą. Niemniej nikogo w Lechii te informacje nie wystraszyły.
Na trenerskiej giełdzie nazwisk przymierzanych do gdańskiego klubu pojawiało się wiele, m.in. Wdowczyka (z tego co wiemy, żadnej oferty z Lechii nie dostał), Komornickiego (– Wolałbym już Kazia Moskala – miał powiedzieć, zapytany na tę okoliczność, menedżer kadry pierwszego zespołu Marek Jóźwiak), Moskala (– Nic mi na ten temat nie wiadomo – odpowiedział, pytany przez nas), Smudy, Skorży, Tarasiewicza i jeszcze kilku innych.
Szkoda, że od początku większych szans w tym wyścigu nie miał Dawid Banaczek, który po dymisji Thomasa von Heesena prowadził gdański zespół w trzech ostatnich meczach ubiegłego roku. I to prowadził całkiem udanie (dwie wygrane, jedna porażka). Co ważniejsze jednak, szybko potrafił ogarnąć atmosferę w szatni, co po von Heesenie wydawało się sprawą niecierpiącą zwłoki. Bez problemu dogadał się z gwiazdami i gwiazdeczkami, jakich w Lechii nie brakuje (m.in. złapał świetny kontakt z Sebastianem Milą). No, ale nie dane mu będzie – przynajmniej na razie – samodzielnie kontynuować tego, co rozpoczął. Zresztą sam wielkich nadziei sobie nie robił. Znów będzie „tylko” asystentem.

Nasz wywiad z Banaczkiem czytaj TUTAJ

– Chcemy trenera z licencją, znającego realia polskiej piłki – powiedział niedawno Jóźwiak. Akurat Nowak licencji nie ma, a i polskie realia piłkarskie zna słabo (o ile w ogóle). Z licencją problemu jednak ma nie być, przynajmniej przez pół roku, bo jak informują w Lechii: Nowak ma najwyższą klasę trenerską w Ameryce oraz średnie wykształcenie, dzięki czemu ma dostać od PZPN sześć miesięcy na uzupełnienie wykształcenia wymaganego w Polsce. A potem, o ile będzie jakieś potem w przypadku Nowaka i Lechii, się zobaczy… Natomiast z polskimi realiami może być różnie. Szczególnie, jeśli nowy szkoleniowiec biało-zielonych będzie chciał na gdański grunt przeszczepić metody, jakie wedle Jonathana Tannenwalda miał stosować w Philadelphii Union…

Chuchali na niego i dmuchali
Dwadzieścia lat temu, o czym być może młodsi kibice nie pamiętają, Nowak to był w polskim futbolu gość. Najlepszy nasz piłkarz połowy lat 90., lider reprezentacji najpierw u Henryka Apostela, a potem u Antoniego Piechniczka (kapitalny mecz ze Słowacją w el. ME 1996 w Zabrzu i jeszcze lepszy na Wembley, gdzie czapką nakrył samego Paula Gascoigne’a). Nic dziwnego, że i Apostel, i „Piechnik” chuchali na niego i dmuchali. No, ale wtedy Nowak był jednym z najlepszych środkowych pomocników 1. Bundesligi, gwiazdorem TSV 1860 Monachium, wówczas klubu, z którym musieli liczyć się najsilniejsi.
W 1998 roku wyjechał do Stanów, do Chicago Fire. Zdobył z tym zespołem mistrzostwo USA, po czym rozpoczął podbój Ameryki. Po zakończeniu kariery został trenerem D.C. United, z którym również wygrał MLS. Potem przyszła praca z reprezentacją Stanów Zjednoczonych U-23 i asystentura u boku Boba Bradleya w pierwszej reprezentacji. Wypisz, wymaluj – kandydat na polskiego Klinsmanna.

6 miliardów złotych (starych) długu
Nikt już nie wspominał, że kilka lat wcześniej, jeszcze jako piłkarz Chicago Fire, Nowak postanowił najpierw zainwestować w ówczesnego II-ligowca Aluminium Konin, a potem za pomocą fuzji włączyć się w ratowanie znajdującego się na peryferiach poważnej piłki bydgoskiego Zawiszy (w którym kiedyś przez trzy lata występował). Skończyło się wielką klapą, poważnymi długami, oskarżeniami o oszustwo i fałszerstwo. Piłkarze wystosowali oświadczenie, w którym napisali: „Żyjemy na granicy biedy…”, a trener Aluminium Jarosław Kotas mówił: – Nowak jest nam winien wraz z odsetkami około 6 miliardów starych złotych.
– Minęło od tego czasu kilkanaście lat. Wszystko zostało uregulowane? – pytamy Jarosława Araszkiewicza, który grał wówczas w Aluminium Konin.
– Powiedzmy, że o tym życiowym zakręcie Piotrka nie ma już co wspominać. Spotkaliśmy się jakiś czas temu, podaliśmy sobie ręce. Można więc uznać, że było, minęło. Nie wracamy do tego – odpowiada były reprezentant Polski.
W efekcie afery konińsko-bydgoskiej przez pewien czas Nowak nie przyjeżdżał do Polski. Potem sprawa ucichła, a kiedy z D.C. United zdobył mistrzostwo MLS, nikt już mu tego nie wyciągał.

Niegrzecznie było pytać
Nowak realizował więc swój American Dream, a w Polsce po nieudanym EURO 2012 rzucono hasło: „Nowak powinien zostać następcą Smudy”. Wielu kibicom były reprezentacyjny piłkarz, teraz trener z sukcesami, pracujący w coraz silniejszym piłkarsko kraju, jawił się jako ten, który może przywrócić blask biało-czerwonym.
– Tyle że Nowak nie był przez nas brany pod uwagę w kontekście posady selekcjonera pierwszej reprezentacji – mówi nam Grzegorz Lato, wtedy prezes PZPN. – Myśleliśmy o nim, to prawda, ale w kontekście młodzieżówki – dodaje.
– Rozmawiał pan z nim osobiście? – pytamy.
– Tak.
– Również o tym, dlaczego mu w tej Philadelphii nie poszło?
– Wie pan, niegrzecznie byłoby z mojej strony dopytywać, dlaczego już tam nie pracuje. Sam o tym nie mówił, więc nie dociekałem – opowiada Lato.
Tak czy inaczej Nowaka PZPN nie zatrudnił. Nikt więc wtedy, podobnie jak Lato, nie dociekał, co takiego się stało, że w Philadelphia Union już nie pracuje, choć niedawno został w tym klubie wiceprezydentem, a kilka miesięcy wcześniej opowiadał, że niemal od zera realizuje wielki piłkarski projekt. Bajeczny kontrakt, jaki podpisał (ważny do grudnia 2015 roku) gwarantował mu zarobki rosnące z każdym rokiem – od 385 tys. dolarów do 408 tys. Onet.pl pisał wówczas: „Blisko 70 tysięcy otrzymał za sam podpis pod umową, a do tego jeszcze samochód służbowy, kilkanaście biletów dla siebie i rodziny do wykorzystania na linii Filadelfia – Neapol i z powrotem, a nawet gwarancję, że na wszystkie mecze, zgrupowania i obserwacje skautingowe klubu będzie latał w klasie biznes. Na kolejne bonusy finansowe mógł liczyć w przypadku sukcesów na boisku”.

Sen brutalnie przerwany
Po siedmiu miesiącach od podpisania tej umowy amerykański sen Nowaka został brutalnie przerwany. Tylko dwa zwycięstwa w jedenastu meczach i Polak dostał wypowiedzenie.
Skierował sprawę do sądu o wypłacenie pieniędzy do końca obowiązującego kontraktu. Ale klub odbił piłkę i robi wszystko, by udowodnić, że kontrakt został zerwany z winy Nowaka, gdyż działał on na szkodę klubu. Sprawa stanęła na ostrzu noża, w efekcie czego wyciekły m.in. informacje o rzekomym znęcaniu się polskiego trenera nad zawodnikami.
W MLS Nowak – przynajmniej na jakiś czas – był skończony. Po wygranych przez Zbigniewa Bońka wyborach na szefa PZPN wrócił temat przejęcia przez niego młodzieżówki, ale na przeszkodzie stanęły finansowe oczekiwania trenera. Wybrał więc ofertę atrakcyjną z turystycznego punktu widzenia, natomiast z futbolowego – śmieszną. Został dyrektorem technicznym karaibskiej reprezentacji Antigui i Barbudy (w rankingu FIFA aż tak śmiesznie nie wygląda – 82. miejsce, wyżej niż np. Wenezuela czy Czarnogóra). Teraz, po 25 latach, wraca na polskie boiska.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Hit | Lechia Gdańsk | Polecane

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli