Aleksandar Prijović: Gdy mamy piłkę, rywale muszą się bać i myśleć: o kur…, idą nas nas

Autor wpisu: 13 października 2016 12:40

Rozmawiamy z Aleksandarem Prijoviciem o tym, co nowy trener wniósł do drużyny i co nie poszło za Besnika Hasiego. Ale też o tym, jaka drużyna jest najlepsza w Polsce, czy będzie siedział cicho, jeśli na dłużej zagrzeje miejsce na ławce rezerwowych i czy nie ma traumy po pierwszych meczach Ligi Mistrzów.

FUTBOLFEJS.PL: Za rządów Besnika Hasiego byłeś jedynym, który wychodził do dziennikarzy z uśmiechem. Taka twoja natura, czy twoim zdaniem nic się złego nie działo?
ALEKSANDAR PRIJOVIĆ: Jestem z natury optymistą. Z drugiej strony osiągnęliśmy przecież cel, czyli awansowaliśmy do Ligi Mistrzów. Oczywiście nasza gra nie wyglądała najlepiej, ale dopóki osiągasz to, co sobie zakładasz, to wiesz, że masz czas na poprawę jakości. Pod warunkiem, że w to wierzysz. Jedyne, co nam uciekło, to Puchar Polski. Na mistrzostwo jest jeszcze czas, straty nie są duże. W ostatnim meczu (wygrana 3:0 z Lechią – red.) zdominowaliśmy rywala i pokazaliśmy, na co nas stać.

W pierwszym ligowym meczu Hasiego zagraliście dobrze pierwszą połowę, teraz świetne było 90 minut. Zastanawiam się, czy to nie jest na razie impuls po zmianie szkoleniowca?
To zrozumiałe, bo piłkarze chcą się pokazać nowemu trenerowi. Ta chęć była już przed meczem z Wisłą, który prowadził Aco Vuković. Wrócił bardzo nam potrzebny duch walki. Bo musimy nie tylko grać w piłkę, ale też w 110 procentach zaangażować się w walkę na boisku. Tylko tam można wygrywać mecze w Ekstraklasie.

A co może zrobić trener w tydzień, żeby tak odmienić zespół?
Przede wszystkim trafić do głów. No bo przecież nie będzie uczył nas gry w piłkę, mamy piłkarzy z odpowiednią jakością, największą w tej lidze. Do tego, żeby pokazać pełnię możliwości, potrzebna jest czysta głowa. Jeśli chodzi o polską ligę, wszystko jest w naszych rękach. Nie ma drużyny, która jest od nas lepsza. Myślę, że problem tkwił w głowach, w naszej mentalności. Przyszedł nowy trener i włączył w nas inne myślenie. I tak musimy podchodzić do każdego spotkania, do każdego treningu. Musimy pokazywać ogień. Mam nadzieję, że nowy trener dał nam iskrę, która rozpaliła w nas ogień i teraz ten ogień będziemy podtrzymywać codziennie. Liga Mistrzów to inna historia, trafiliśmy na lepsze zespoły.

Masz swoją teorię, dlaczego ten ogień nie zapłonął u poprzedniego trenera? W czym tkwił problem?
Może za bardzo chciał odcisnąć swoją pieczątkę na zespole, przeforsować swoją koncepcję. Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Żeby było jasne, nie ja decyduję o taktyce, ani żaden z piłkarzy, ale gdy miałem okazję, wiele razy rozmawiałem z trenerem na ten temat. Mnie bardzo odpowiadał system 4-4-2, który w poprzednim sezonie dał nam podwójną koronę. Tak graliśmy kilka miesięcy temu, wygrywaliśmy mecze i strzelaliśmy wiele goli. Trener miał jednak inną wizję. Myślę, że trener Hasi miał świadomość, że poprzedni szkoleniowiec zdobył dwa tytuły i może ciążyła na nim zbyt duża presja? I z każdym meczem, który nie wyglądał najlepiej, ta presja rosła. Generalnie treningi były na wysokim poziomie, ale nie potrafiliśmy tego przenieść na mecze.

Tylko ty rozmawiałeś z trenerem na temat taktyki? Inni piłkarze popierali cię?
Rozmawiałem, ale niczego nie narzucałem, żebyśmy się dobrze zrozumieli. To nie moja rola.

Przyszedł nowy trener Jacek Magiera i Aleksandar Prijović nie zagrał jeszcze ani minuty.
Nie zagrałem ze Sportingiem, taka była decyzja trenera. Z Lechią nie mogłem zagrać, bo byłem kontuzjowany. Teraz kolejny mecz i zobaczymy.

Widzisz szansę, że nowy trener będzie chciał grać dwoma napastnikami?
Nie wiem. Mówiłem tylko o tym, co dobrze funkcjonowało w zeszłym sezonie. Chciałbym grać w każdym meczu, będę pracował i walczył o miejsce. Wydaje mi się, że w poprzednim sezonie pokazałem, że zasługuję na grę. Nie jest łatwo, gdy grasz dobrze pół sezonu, a potem rzadko dostajesz szansę. Niby mam na koncie 17 meczów, w których strzeliłem tylko dwa gole. Ale jeśli się przyjrzymy dokładniej, to okaże się, że tylko 8 razy wyszedłem w pierwszej jedenastce. Miałem kilka okazji na zdobycie bramek, ale generalnie rzadko dominowaliśmy w spotkaniach. A jeśli nie dominujemy nad rywalem, to napastnicy nie dochodzą do sytuacji. Dlatego też mam duży głód gry, chcę pokazać kibicom takiego Prijo, jakiego chcą widzieć.

Ty nie jesteś raczej typem, który będzie siedział cicho na ławce rezerwowych, jeśli będziesz musiał siedzieć.
Zobaczymy (śmiech). Jeśli zespół wygrywa ze mną jako rezerwowym, to nie będę się odzywał. Będę się cieszył zwycięstwami. Ale jeśli będę siedział, a drużynie nie będzie dobrze szło, to… może się zrobić gorąco. Gdy przegrywaliśmy w zeszłym sezonie, a ja mogłem się tylko przyglądać, to w środku wariowałem. Podkreślam i mówię szczerze: najważniejsze są dla mnie wygrane zespołu. Oczywiście będę chciał grać i wiem, że inaczej wchodzi się do zespołu, który dobrze gra, jest pewny siebie. Wtedy napastnik dostaje piłki i też zyskuje pewność. Są różni napastnicy. Ja żyję z podań. Ale tak jak powiedziałem: jestem gotowy walczyć o miejsce.

Rundę wiosenną miałeś bardzo dobrą, dzięki temu – jak sam przyznałeś – że dobrze przepracowałeś zimowy okres przygotowawczy. A jak się teraz czujesz? Bo miałeś kilka przerw w letnim okresie?
Tak, najpierw miałem złamaną rękę i dłużej odpoczywałem, potem po kilku treningach naderwałem mięsień i pauzowałem 17 dni. Straciłem prawie cały okres przygotowawczy, nie zagrałem w żadnym sparingu. To jest problem, ale jeśli porównam ten okres z tym sprzed roku, to teraz jestem w znacznie lepszej kondycji. Bo rok temu miałem siły na grę najwyżej 60 minut w meczu. Teraz jestem w stanie grać 90 minut, ale wiem, że zimą będę musiał popracować ciężej swoim własnym trybem.

Po meczu Legii z Borussią, w którym Nemanja Nikolić usiadł na ławie, Niko powiedział takie zdanie: nie po to zostawałem w Legii, by być rezerwowym. Myślisz podobnie?
Zostałem tutaj, żeby grać. Uważam, że każdy zawodnik powinien tak podchodzić do swojej pracy. I uważam, że Niko miał prawo tak powiedzieć, wystarczy spojrzeć na jego statystyki. Dawno nie było tutaj napastnika, który strzelił tyle goli. Warto to docenić, że zdecydował się zostać. Wielu kluczowych zawodników mogło odejść w tym oknie transferowym: Pazdan, Niko.

Dedukując z treningów, jak Legia Jacka Magiery ma grać? Tak jak z Lechią?
Tak, to jest mniej więcej to, do czego mamy dążyć. Mamy stwarzać sobie sytuacje, mamy dominować nad rywalem, drużyny mają się nas bać. W momencie, gdy nasz obrońca przejmuje piłkę, przeciwnicy muszą myśleć: „kur…, idą na nas, musimy się teraz modlić, żeby piłka nie wpadła do bramki”. Tak musi być, bo jesteśmy mistrzem i największym klubem w Polsce. Taką musimy mieć mentalność.

Legia ma teraz silniejszy skład, niż za Czerczesowa?
Nie wiem, mamy wielu nowych piłkarzy. W zeszłym sezonie dołączył Niko, który od pierwszego meczu strzelał gole. Ja też w pół roku strzeliłem 10 goli. Wszystko zazębiło się od początku. W pierwszych trzech meczach strzeliliśmy 12 goli, straciliśmy 1. Tym razem było trudniej, było więcej walki, mniej gry w piłkę. Mam nadzieję, że od meczu z Lechią wszystko już się zmieniło.

W jednym z wywiadów mówiłeś, że potrzebujesz stabilizacji, że masz dość klubów, w których ciągle zmieniają się trenerzy. Jesteś w Legii ponad rok, w tym czasie pracowałeś z czterema trenerami. Jesteś zaskoczony, może rozczarowany?
To prawda, że zawsze miałem pecha do klubów, w których zmieniają się trenerzy. Gdy dostałem propozycję z Legii od razu sprawdziłem i zobaczyłem, że trener Henning Berg pracował tu ponad dwa lata. Pomyślałem: wreszcie jakaś stabilizacja, to jest to, czego potrzebuję. Trenera, który ma stabilną pozycję i będzie chciał mnie w drużynie. Po kilkunastu miesiącach jest już czwarty trener a ja zadaję sobie pytanie: czy to przypadkiem nie ja przynoszę pecha trenerom (śmiech). Jestem jeszcze młodym zawodnikiem, a już znam tylu trenerów w Europie, chyba w każdym kraju mam jakiegoś znajomego.

A tak poważnie: zmiana trenera jest też zmartwieniem dla zawodnika? W sensie, że się martwisz co z tobą będzie? Czy dostanę szansę?
To nie chodzi tylko o szansę. Ważniejszy jest charakter, czy uda się nam dopasować. Wiadomo, że jeden trener jest nerwowy, drugi spokojny. Czasem zdarzy się, że nie nadajemy na tych samych falach. To może być problem. Wiadomo, że trener nigdy nie będzie pasował wszystkim piłkarzom, bo w szatni mamy 30 różnych charakterów. Dla niektórych może to być problem. Ale to my piłkarze musimy się dopasować.

Jacek Magiera jest raczej spokojnym człowiekiem, przeciwieństwem Hasiego.
Tak wygląda, ale nie jestem w stanie za dużo powiedzieć na ten temat, pracujemy zbyt krótko. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży dobrze.

Wy z Radoviciem i Nikoliciem macie swój serbski klan, jest jeszcze Vuković. To jest grupa, która trzyma władzę w szatni?
To jest grupa, która trzyma ogień w szatni (śmiech). Legia jest znana z tego, że grało w niej wielu Serbów. Być może pasujemy do siebie, bo wiemy co to znaczy wielki klub, co to znaczy poświęcenie dla barw klubowych, radzimy sobie z presją. Myślę, że dobrze mieć kilku Serbów w drużynie, którzy ten ogień rozpalają. Jeśli potrafisz ten ogień dobrze wykorzystać, będzie z tego pożytek.

Jak odbierasz Polaków po tych kilkunastu miesiącach?
Łatwo nam się zaadaptować, jesteśmy podobni. Serbowie są może trochę bardziej żywiołowi, emocjonalni, wkładamy całe serca w to, co robimy.

A ty wyróżniasz się optymizmem i pewnością siebie?
Bo taki jestem. Niczego nie udaję. Już gdy byłem młody znajomi zwracali uwagę, że gdy chodziłem, zawsze miałem wysoko podciągnięte szerokie barki. I rzucałem się w oczy na zdjęciach, wyglądałem na pewnego siebie. Jestem pewny siebie, ale jestem też realistą. Wiem jaka jest sytuacja i o niej mówię. Jeśli bym grał w zespole, który nie ma szans na mistrzostwo, to bym nie mówił, że je zdobędziemy. Przyszedłem do Legii i na początku powiedziałem, że zdobędziemy podwójną koronę. I zdobyliśmy. Powiedziałem, że awansujemy do Ligi Mistrzów i awansowaliśmy. Pamiętam takie spotkanie z kibicami, na którym to powiedziałem. Oni mówili: wiesz, to nie takie łatwe, czekamy na to od 21 lat, wszystko zależy od losowania. Ja powiedziałem, że awansujemy bez względu na to kogo trafimy.

Nie nabawiłeś się traumy po dwóch spotkaniach Champions League?
Nie. Pierwszy mecz był katastrofalny, ale złożyło się na to wiele czynników. Najważniejszy był taki, że nie byliśmy zgrani, mieliśmy nowych piłkarzy na boisko. Taki Vako Kazaiszwili – przecież to była jak wrzucenie go do basenu z rekinami. Szansa, że się uratuje i zostanie bohaterem była niewielka. I to nie była jego wina, że nie wyszło. Dla nas wszystkich to było nowe doświadczenie. Przeciwko Sportingowi graliśmy już w piłkę. Bo z Borussią tego nie było.

A teraz dwa mecze z Realem Madryt…
Z Realem, który zremisował ostatnie cztery mecze. Nic nie jest przesądzone, jeśli uwierzymy w siebie i jeśli będziemy walczyć jeden za drugiego. Jeśli punkty urywają im teoretycznie słabsze drużyny w lidze hiszpańskiej, to dlaczego Legia nie może?

Ty należysz do kościoła Realu czy Barcelony?
Realu. Jako chłopiec oglądałem jak Predrag Mijatović strzelał gola Juventusowi w finale, jak grał Brazylijczyk Ronaldo. Wtedy też miałem ogoloną głowę, tak jak on. To jest dla mnie prawdziwie królewski klub.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Polecane

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli