Ale wojna w Legii! I to przy podniesionej kurtynie

Autor wpisu: 1 października 2016 14:13

W Legii w ostatnich tygodniach jest nerwowo na wielu frontach. W roku stulecia klubu było mistrzostwo, Puchar Polski i awans do Ligi Mistrzów. Niby tyle sukcesów, ale mają one dzisiaj kwaśny smak. Legia jest 14. w Ekstraklasie, zdążyła się skompromitować w Lidze Mistrzów a bandyckie zachowania kiboli doprowadziły do zamknięcia stadionu na mecz z Realem Madryt. Jakby tego było mało, doszło do otwartej wojny w gronie właścicieli klubu, którzy nie szczędzili sobie publicznych oskarżeń i ataków. To absolutnie niespotykane, by gabinetowy konflikt z takim impetem wydostał się do sfery publicznej.

Nieszczęść w klubie z Łazienkowskiej było ostatnio tyle, jakby ktoś otworzył Księgę Hioba. Teraz doszło jeszcze do publicznego konfliktu w gronie właścicieli, choć takie słowa jak „konflikt”, „rysa” czy „rozłam” są jednak nieadekwatne do sytuacji. Jest ona na tyle poważna, że trudno ją nazwać inaczej niż wojną. Wybuchła w mediach z ogromnym impetem.
Współpraca trzech właścicieli: Dariusza Mioduskiego (60 procent udziałów), Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzela (obaj po 20 procent udziałów) wyglądała pocztówkowo tylko na zdjęciach. Na większości fotek widać triumwirat właścicieli, którzy – zazwyczaj ubrani w klubowe koszulki – uśmiechają się szeroko, albo obejmują w gestach przyjaźni. PR-owo dobry obrazek, tyle że w zaciszu gabinetów tak kolorowo już nie było.
Od ponad roku w bieżącej współpracy Leśnodorskiego z Mioduskim zdarzały się różnice zdań, nieporozumienia, konflikty. Ale to, co zdarzyło się teraz to już otwarta wojna. I to przy podniesionej kurtynie.
W sobotnim „Przeglądzie Sportowym” po raz pierwszy publicznie o konflikcie zaczęli mówić sami właściciele Legii. To co było tylko niepotwierdzoną plotką, dostało pieczątkę prawdy.
Od kilku dni w mediach zaczęły się wypowiedzi Dariusza Mioduskiego, pokazujące – albo lepiej: mające pokazać – że to ON jest szefem Legii i nastał czas na zmianę polityki wobec kiboli. Punktem przełomowym była informacja o karze zamknięcia stadionu na mecz z Realem. Mioduski uderzył w zarząd klubu, który stanowią Bogusław Leśnodorski i Jakub Szumielewicz. – Nie szukajmy winy u innych, bo problem nie jest w UEFA, a wewnątrz nas – stwierdził Mioduski, który dorzucił także kilka kwestii, że czas uderzyć w stół i że on się domaga zmian. Także walki z wybrykami bandytów na stadionie.
Leśnodorski zirytował się tym tonem narracji, bo zawsze w klubie czuł się suwerenem. On przecież podejmuje decyzje jako zarząd i on jest na pierwszej linii frontu. Codziennie. Gdy tymczasem udział Mioduskiego w życiu klubu jest taki, że jest większościowym udziałowcem i reprezentuje Legię na arenie europejskiej.
– Ja nic nie wiem o żadnym uderzaniu pięścią w stół przez Darka. Nigdy nie zaproponował żadnych rozwiązań np. w sprawach kibiców. O tym, że oczekuje zmian dowiedziałem się z mediów. Wygląda na to, że jak jest sukces, to zasługa nas trzech, jak są problemy i porażki to moja wina – mówił Leśnodorski w stacji „Eleven” wyraźnie rozczarowany faktem, że Mioduski sam zgłosił się do „Przeglądu Sportowego”, żeby narzucić dyskusji o Legii własny ton narracji. I najpierw przedstawić własne argumenty.
– Darek ma swoich doradców PR-owych, którzy dbają tylko o jego wizerunek. To nie jest po legijnemu. Ja bym tak nie zrobił – stwierdził Leśnodorski i wyraźnie zaznaczył, że konflikt między udziałowcami dotyczy nie tylko kwestii kibiców, ale ma przede wszystkim podłoże biznesowe.
– Darek nie dołożył do klubu ani złotówki – mówił Leśnodorski podkreślając, że to on i Wandzel szukają poważnego inwestora, żeby konkurować z innymi klubami w Europie. Zasugerował także, że fakt, iż Legia nie wykupiła wiosną z Krasnodaru Artura Jędrzejczyka wynikał z tego, że klub nie miał na to środków (czytaj: Mioduski nie chciał dokładać).
Leśnodorski zasugerował także, że to Mioduski wskazywał europejski kierunek przy zatrudnianiu kolejnych zagranicznych trenerów Legii. – Zawsze lepiej to brzmi, gdy w Europie powie się, że zatrudniliśmy trenera z Anderlechtu, prawda? – mówił Leśnodorski.
Co zatem dalej z Legią?
– Przestanę być prezesem i właścicielem Legii, dopiero wtedy, kiedy sam o tym zdecyduję – mówi twardo Leśnodorski. – Darek nie mówił nam, czy chce swoje udziały nam sprzedać, albo odkupić nasze. Nie było takiej deklaracji. On nie może nas do niczego zmusić, ale my jego też nie – wskazuje Leśnodorski, po którego stronie stoi trzeci udziałowiec Maciej Wandzel. Wszyscy trzej mają równe głosy według umowy właścicielskiej.
O ile do tej pory współpraca trzech właścicieli Legii była trudna, to teraz wydaje się być niemożliwa. Zresztą oni sami podkreślali, że ta formuła się już wyczerpała. A po publicznych, mocnych ciosach ze strony Leśnodorskiego to już pewne. Mioduski, który tak bardzo dba o swój wizerunek – nawet w kwestii wyglądu zewnętrznego – nie może udawać, że nic się nie stało.
Sytuacja wydaje się być patowa, bo wszyscy trzej deklarują, że nie chcą sprzedawać swoich udziałów. Teoretycznie Mioduski jako udziałowiec większościowy mógłby przejąć Legię, ale to skomplikowana, długotrwała i kosztowna operacja prawno-finansowa, która zaszkodziłaby klubowi i znacznie obniżyła jego wartość. Nieopłacalne i głupie. Biznesmeni tak nie działają, są pragmatyczni.
Na dzisiaj – gdy nie widać szans na porozumienie – najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że w klubie zostają Leśnodorski i Wandzel, a Mioduski sprzeda swoje udziały. Niekoniecznie bezpośrednio swoim partnerom. Może je sprzedać zewnętrznemu inwestorowi. Można w całą transakcję zaangażować fundusz zewnętrzny, możliwości sfinansowania takiej operacji jest wiele. Ale potrzebna jest wola.
Gdy emocje trochę opadną panowie spotkają się w zaciszu gabinetu i wypracują porozumienie. Wszyscy trzej mają silne osobowości, wszyscy są uparci, ale też pragmatyczni, z dużym doświadczeniem biznesowym. Dogadają się, tylko chwilę to potrwa. Całe środowisko na nich patrzy
W czasie meczu Legii z Lechią trójka właścicieli klubu usiadła obok siebie.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli