Maciej Terlecki: Legia musi stanąć murem za swoimi zawodnikami!

Autor wpisu: 4 października 2017 08:19

Maciej Terlecki, niegdyś jeden z najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy, dziś m.in. ekspert Eurosportu komentujący Lotto Ekstraklasę, o tym, czego brakuje Legii – i na boisku, i w charakterze, „hazardzie” i nosie prezesa Leśnodorskiego, „solówce” Świerczewskiego i zachowaniu trenera Romeo Jozaka.

FUTBOLFEJS.PL: Legia od Ligi Mistrzów doszła do „gali bokserskiej”. Skąd wzięła się taka degrengolada?
MACIEJ TERLECKI: Piłkarsko Legia oczywiście ma taki problem, że wszyscy zawodnicy, którzy nadawali jej ton, już w niej nie grają. Z różnych powodów. Począwszy od Vadisa, napastników, ale też takiego Tomka Jodłowca, którego trapiły kontuzja za kontuzją czy Rado – który ma taki sam problem. Ci, którzy zostali, są po prostu przeciętni. I tyle. A do tego mają zbyt mało siły, by walczyć, gryźć trawę, no i nie są tego nauczeni. Bo Legia zawsze grała inną piłkę. Tymczasem na skalę naszej ligi to jest tak, że jak tylko przeciwnik poczuje słabość, krew, to rzuca się jak na ofiarę. Legia dziś nie ma tego nimbu wielkości, jaki kiedyś miały – w swoich chwilach – Widzew, Wisła Kraków czy dawna Legia. Człowiek jechał do nich i tylko się modlił, żeby nie było lania. No i stawiał te autobusy w swoim polu karnym, a tamci sobie klepali piłeczkę. Tymczasem dziś nawet jak słabsze drużyny na Legię przyjeżdżają, nie kombinują, jak tu nie przegrać. Kombinują, jak z nią wygrać. Bo widzą, że można.

Z Legii poodchodzili znaczący piłkarze, ale przecież wciąż ma reprezentantów Polski, ma Moulina, który radził sobie z Realem czy Sportingiem, Kopczyńskiego, który nieźle funkcjonował…
Nie przesadzajmy. Oczywiście jest na przykład Pazdan, ale Pazdan to defensywny piłkarz. On drużyny nie pociągnie. Na dodatek akurat jemu zarzuca się więcej, niż jest naprawdę winny. Każdy patrzy – o, zrobił błąd, ale mało kto widzi, że Pazdan zrobił ten błąd, usiłując ratować błąd, czy serię błędów kolegów na przykład z drugiej linii. Łatwo dostrzec końcówkę akcji – to, co zrobił bramkarz czy obrońca, trudniej jej początek i skąd się wzięła. Legię mógłby pociągnąć Guilherme, ale znów – on wraca po kontuzji. Naprawdę po takim urazie potrzeba tych pięciu, sześciu meczów, by wskoczyć na swój najwyższy poziom. Moim zdaniem prawdziwy Guilherme może wrócić gdzieś dopiero w listopadzie.

Ale przecież porównujemy tę Legię do reszty ekstraklasy. I na tle tej ekstraklasy personalnie to wciąż drużyna ponadprzeciętna.
Czy aby na pewno? Moim zdaniem wielu piłkarzy „jechało” na plecach tych pięciu czy sześciu, którzy naprawdę ciągnęli grę zespołu, a których dziś w tym zespole nie ma. Przypomnijmy sobie, jak Rado potrafił w pojedynkę brać na siebie grę, gdy zespołowi nie szło. Przypomnijmy sobie, ile słabych meczów drużyny „przykryły” gole Nikolicia. Mówi się, że jednostki nie wygrają. Nieprawda. Wyjmijmy Śląskowi Robaka i… ma z sześć punktów mniej. Tak samo z Legią. Dziś brakuje jej najbardziej fighterów. Takich jak na przykład Kuba Rzeźniczak. On nawet jak nie miał już siły fizycznej, to samą siłą woli potrafił walczyć i postawić się rywalom. Dziś ci piłkarze, którzy zostali, nie są z taką walką oswojeni, nie są do niej przygotowani – także mentalnie.

Czyli wracamy do kształtowania kadry. Od czerwca wiemy, że coś poszło nie tak.
Za prezesa Leśnodorskiego było „hazardowo”. Bierzemy na kredyt, można powiedzieć, a jak wyjdzie – to spłacimy. To ryzyko, oczywiście dzisiejsza „korporacyjna” Legia można powiedzieć, że robi bardziej zdrowy biznesowo układ. Tyle że słabo na tym wychodzi. Bo Leśnodorski miał do tego niezwykłą intuicję, mimo że sam ze środowiska piłkarskiego się nie wywodził. No i miał Michała Żewłakowa – wybitnego fachowca, z którym bardzo niesprawiedliwie niektórzy „jechali”. Ale to tak jest z Legią: jak chwalą, to na całego, jak ganią, to do spodu. Wszystko jest czarno-białe. A faktem jest, że Leśnodorski z Żewłakowem dochodzili do wspólnych wniosków, a te wnioski dały drużynie Ligę Mistrzów.

Co jest potrzebne, by rozwiązać problem stadionowych bandytów? Wola – czytaj TUTAJ

Dzisiejsza Legia zamiast do Ligi Mistrzów doprowadziła za to do „bokserskiej gali” pod stadionem. Miałeś kiedyś podobne doświadczenia?
Zdarzało się. Kiedyś w Radomiaku kibice wparowali do szatni, bo zespół miał awansować, a po słabszej passie nie awansował. Wtedy modne były hasła w stylu: „sprzedali”. Dziś już się takich haseł nie słyszy, przynajmniej w ekstraklasie. W każdym razie wtedy się zakotłowało, ale sytuacja była taka, że mnie i grupy starszych chłopaków nikomu nie przyszło do głowy ruszać. Dziś słyszę głosy, że ten się mógł tak zachować, tamten siak. Ludzie, nikt kto nie znalazł się sam w takiej sytuacji, nie jest w stanie zrozumieć, jak to wygląda. Idzie na ciebie grupa kilkunastu czy kilkudziesięciu zdeterminowanych ludzi. Nie jest łatwo się przeciwstawić. Dziś to w ogóle nie ma o czym mówić – piłkarze dzisiejszego pokolenia nie są przygotowani na takie sytuacje.

Z wami było inaczej?
Chyba byliśmy twardsi. Mieliśmy grubszą skórę, bo byliśmy inaczej wychowywani. Zimny chów, można powiedzieć w porównaniu do tego, jak to wygląda dziś. Też w świecie piłkarskim. W takim ŁKS na przykład Grzesiek Krysiak nie wahałby się stanąć i przeciwko trzem czy czterem kibolom naraz. Nie było mowy, żeby ktoś do niego „fikał”, bo sam by oberwał. Pamiętam, że Piotrek Świerczewski raz w bardzo nieprzyjemnej sytuacji wprost powiedział do grupy agresywnych szalikowców: tacy jesteście mocni, to dawajcie tu najlepszego z was na solo. Nikt nie wyszedł. Gdyby tak drastyczna sytuacja, jak teraz na Legii, trafiła na grupę piłkarzy o takiej twardej mentalności tych z lat 80. czy 90., skończyłoby się jatką. Ale to dobrze, że tak się nie stało. Mimo że by się postawili, taka bijatyka byłaby bardzo kiepską sprawą. Niczemu nie służącą. (Arkadiusz Malarz: Nic nie wiesz, a gdybyś wiedział i tak nie zrozumiesz – TUTAJ)

Może zabrakło osobowości, która potrafiłaby opanować sytuację?
Dla mnie najgorzej zachował się trener Jozak. Najłatwiej wyjść i skrytykować zespół na konferencji prasowej. Fajnie – trener zawsze jest kryty, bo co prawda widać mecz, ale nie widać, jak pracuje na treningach. Piłkarzom błędy łatwo wytknąć, a jak to robi trener… Ręce opadają. A potem nie bierze swoich piłkarzy w obronę przed kibicami! Przecież to jego podopieczni, on teraz jest za nich odpowiedzialny. Biją mu tego umownego, piłkarskiego „syna”, a on stoi i patrzy. Słabe.

Najgorsze w tej patologicznej sytuacji jest, że zdarzyło się to w klubie, który chce uchodzić za wzór organizacji…
To prawda. Jeśli chodzi o mnie – jestem w szoku, że w ogóle mogło coś takiego się zdarzyć akurat na Legii. Pamiętam, jak komentowałem tam Puchar Polski. Dwie przepustki, akredytacja, sprawdzanie, kontrole. A tu jakaś grupa kilkudziesięciu agresywnie nastawionych osób chodzi sobie w nocy po obiekcie, jak chce. Nie do pomyślenia! Po prostu brak słów. A przecież już wcześniej się tu różne rzeczy zdarzały, że przypomnijmy choćby słynną historię z Kubą Rzeźniczakiem. Tylko zdawało się, że chodzi o rozwój – także w kwestii bezpieczeństwa. Teraz klub musi pokazać, za przeproszeniem, że ma jaja. Władze Legii muszą stanąć murem za zawodnikami. Nie wyobrażam sobie, by miało być inaczej.

Rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli