Z Barcelony do Warszawy

Autor wpisu: 9 grudnia 2015 10:26

Z Barcy do Warszawianki – brzmi jak pomyłka albo przypadek, zdemaskowanie przez Katalończyków nieudacznika, którego nieopatrznie zatrudniono. Gdyby tak było, „Dombi“ nie dostałby w Barcelonie drugiej szansy, a w międzyczasie nie zostałby legendą w Monachium!

Dziś brzmi to jak fantazja, ale był u nas trener, który prowadził drużynę piłkarską w Warszawie, a potem został szkoleniowcem Bayernu i Barcelony. Takiego CV nie miał w naszej lidze nikt inny. I pewnie szybko mieć nie będzie.

Bogate CV w historii naszej ekstraklasy mają Kazimierz Górski i Antoni Piechniczek, ale przecież w głównej mierze jest to zasługa ich pracy nie w klubach, ale w reprezentacji. „Toni“ – jak go nazywali Hiszpanie – nie zrobił poza kadrą wielkiej kariery, dużo lepiej poszło panu Kazimierzowi, który podbił Grecję. W tym samym kraju pracowali także Jacek Gmoch i Andrzej Strejlau, byli tam też przejazdem Michał Probierz oraz Henryk Kasperczak. Ten ostatni to swego czasu uznane nazwisko we Francji, a następnie w krajach afrykańskich. Starsi kibice wspomną jeszcze Antoniego Brzeżańczyka, który prowadził Feyenoord oraz wiedeńskie Rapid i Admirę. Jednak wszystkich ich bije ktoś inny – Richard „Dombi“ Kohn. To szkoleniowiec z takim CV i zagranicznym doświadczeniem, jakimi nie mógł pochwalić się żaden z trenerów prowadzących klub z Polski.
Do tego, by dokładniej poznać dorobek Kohna, pchnęła mnie osoba zupełnie niezwiązana z piłką nożną. Pisząc swoją najnowszą książkę „Śmierć Frajerom – Złota Maska“, wysłałem bohaterów na mecz pierwszej kolejki polskiej ligi. Było to 3 kwietnia 1927 roku, a ponieważ akcja powieści rozgrywa się głównie w Warszawie, dramatis personae poszły oglądać spotkanie Legia – Warszawianka. Do przerwy było 0:0, w drugiej połowie grad goli. Goli przede wszystkim dla Warszawianki. Wymyśliłem więc sobie, że Warszawianka wygrała, bo w przeciwieństwie do Legii miała trenera. Przyznam, że odfajkowałem temat, podając jedynie personalia szkoleniowca – Austriak Richard „Dombi“ Kohn. Do wysiłku zmusiła mnie redaktorka książki, pani Adrianna Michalewska. Żądając przypisu, otworzyła przed mną historię trenera z niezwykle godnym CV.
„Dombi“ był reprezentantem Austrii. Takich trenerów, byłych reprezentantów z zagranicy, mieliśmy niedawno, mamy i teraz, ale ten przyjechał do nas z Barcelony! I w przeciwieństwie do Jose Marii Bakero (o którym też można powiedzieć, że przyjechał z Barcelony), Kohn był tam pierwszym trenerem FC Barcelona! Z Barcy do Warszawianki – brzmi jak pomyłka albo przypadek, zdemaskowanie przez Katalończyków nieudacznika, którego nieopatrznie zatrudniono. Gdyby tak było, „Dombi“ nie dostałby w Barcelonie drugiej szansy, a w międzyczasie nie zostałby legendą w Monachium! Prowadził TSV, po czym via Mannheim przeszedł do Bayernu, z którym w roku 1932 zdobył pierwsze mistrzostwo Niemiec. Na kolejne czekano w tym klubie przez 37 lat!
Kohn był Żydem i po dojściu Hitlera do władzy musiał z Bawarii wyjechać. Skorzystał na tym Feyenoord, który za jego kadencji podobnie, jak Bayern, zaliczył swój premierowy mistrzowski tytuł. W kronikach wielkich klubów i ich miast trener nazywany Małą Eminencją ma swoje miejsce i to ważne miejsce, bo w Rotterdamie od 1997 jest nawet ulica jego imienia. Z kolei nad Wisłą jest kompletnie zapomniany. Podobnie jak Warszawianka, która przed wojną była w stolicy klubem równie silnym co Legia i Polonia i miała podobne barwy. Legia grała w białych koszulkach i czarnych spodenkach, Polonia w czarnych koszulach i białych spodenkach, a Warszawianka w biało-czarnych trykotach i białych spodenkach. W tabeli Warszawianka była z reguły za Legią i Polonią, ale za to zaliczyła przed wojną wszystkie sezony w najwyższej klasie rozgrywkowej, a w 1937 roku po spadku Polonii, a następnie Legii była jedynym klubem ze stolicy w 1. lidze. Co ciekawe, Warszawiankę stworzyli piłkarze Polonii i także oni przyczynili się do tego, że dzieje tej niezwykle interesującej drużyny dobiegły końca. Ale to już historia na oddzielną opowieść…

Inne artykuły o: Blogi | Polecane

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli