Wisła płynie przez Warszawę, czyli co ma Maaskant do Hasiego

Autor wpisu: 26 lipca 2016 12:35

Ale ostatecznie program „Wisła w LM” zakończył się klęską, Biała Gwiazda jest dzisiaj już tylko cieniem samej siebie sprzed lat

Co ma Maaskant do Hasiego? Pewne zbieżności sytuacji przychodzą do głowy. Podobnie jak pytanie najważniejsze: czy Hasi ma szczęście, którego Maaskantowi zabrakło?

Pięć lat temu Wisła rzuciła wszystko na jedną szalę. Jej trener Robert Maaskant dostał zielone światło, bo Bogusław Cupiał uwierzył swoim doradcom. Rok wcześniej po finale Ligi Mistrzów jadłem kolację, na której był między innymi dżentelmen z Niemiec. Piłkarski agent, doradca, menedżer. Znał znakomicie problemy polskiej ligi, a najlepiej Wisły. W kwadrans dowiedziałem się, że bracia Brożkowie mają zbyt rozbuchane ego i powinni spróbować sił w zagranicznej lidze, że w Polsce się przepłaca, że w Holandii i drugiej Bundeslidze są zawodnicy, którzy daliby Wiśle jakość i Ligę Mistrzów. Mój współbiesiadnik miał chyba nie tylko wiedzę, ale i wpływy.
Rok później holenderska Wisła była jedną nogą w Lidze Mistrzów. Ale ostatecznie program „Wisła w LM” zakończył się klęską, Biała Gwiazda jest dzisiaj już tylko cieniem samej siebie sprzed lat, a pół Polski pękało ze śmiechu z katastrofy pod Wawelem.
Patrzę na to inaczej: śmieją się ci, którzy nic nie osiągnęli lecząc w ten sposób swoje kompleksy. Trzy minuty decydowały o tym, że o Cupiale, Maaskancie i dyrektorze sportowym Stanie Valckxie mówiono by nie inaczej jak „geniusze”. A może to nie trzy minuty tylko błąd Pareiki? Wszystko jedno, to nie był taki zły pomysł, jak się później o nim mówiło. Zabrakło konsekwencji i cierpliwości oraz być może większych pieniędzy. Pierwszego, spoglądając na trenerską karuzelę przy Reymonta można być pewnym, drugiego można się domyślać.
Teraz na tym patencie jedzie Legia. Duda, który chciał odejść, w końcu odszedł, a belgijski trener (inaczej Albańczyka Besnika Hasiego nie można nazwać) buduje zespół oparty na graczach z ligi belgijskiej.
„Nołnejmy“ słyszy się wcale liczne głosy. Tak, każdy z nich to „no name“, zupełnie jak w Belgii gwiazdy naszej wiosny Starzyński i Wolski. Nowi legioniści jednak nie musieli odchodzić z ligi belgijskiej, a nasze asy tak. Moim zdaniem Legia zmierza słuszną drogą, ale trzeba sobie jeszcze postawić dwa pytania. Pierwsze sportowe: czy Hasi zdąży zrobić z tych piłkarzy drużynę i drugie napoleońskie: czy ma szczęście. Cesarz Francuzów zadał kiedyś takie pytanie w czasie prezentacji utalentowanego oficera. Bo szczęście trzeba mieć, w najważniejszym meczu życia Maaskantowi go zabrakło.

Inne artykuły o: Blogi

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli