To nie Urban jest największym problemem Lecha

Autor wpisu: 9 sierpnia 2016 10:32

Do tej pory myślałem, że zwalnianie trenera po czwartej ligowej kolejce to nic innego jak obłęd, który do niczego dobrego nie może prowadzić.

Jeszcze niedawno Lech to było jedyne miejsce na piłkarskiej mapie Polski, gdzie wydawało się, że pracują ludzie wyjątkowo odporni na świrowanie związane z wymianą trenerów, że byle co nie jest ich w stanie ani złamać, ani przestraszyć. I człowiek miał nadzieję, że tym trendem zaczną zarażać innych i udowadniać, że nawet w Polsce klub piłkarski można budować racjonalnie i długofalowo. I że trener jest jednym z najważniejszych elementów w tym planie.

Teraz jednak w Poznaniu prawdopodobnie nie wytrzymują ciśnienia i zamierzają wymienić Jana Urbana na inny model.  Podobno czeski. Do tej pory myślałem, że zwalnianie trenera po czwartej ligowej kolejce to nic innego jak czysty obłęd, który do niczego dobrego nie może prowadzić. Co więcej, do tej pory do głowy by mi nie przyszło, że coś takiego po czwartej kolejce mogą rozważać w Lechu. Bo ten Lech na tle takiej Wisły Bogusława Cupiała, a już szczególnie Polonii Józefa Wojciechowskiego był na tym polu oazą normalności. Pan Józek Boba Kaczmarka zwolnił po trzech zwycięstwach i jednym… remisie. Pół Polski się z tego śmiało, drugie pół nie mogło uwierzyć, ale nikt nie traktował tego jako normalność. Tak samo dziś nikt nie powinien traktować jako normalność przymierzanie się do zwalniania trenera po czwartej kolejce.

Franciszek Smuda przyszedł do Lecha przed sezonem 2006/07, by odzyskać dla Poznania mistrzostwo Polski. Nie odzyskał. Co więcej, po drodze bywało gorąco, kibice kilka razy domagali się pogonienia „Franza”, a mimo to nikt w klubie nie spękał. Umówili się ze Smudą na trzyletnią pracę i słowa dotrzymali. Potem Smudę zastąpił Jacek Zieliński, kolejny nieprzypadkowy wybór, zaplanowany dużo wcześniej. Zdobył mistrzostwo, wywalczył awans do fazy grupowej Ligi Europy, rozegrał kapitalne trzy kolejki w tych rozgrywkach, po czym został pogoniony. Po ligowym zwycięstwie nad Wisłą (4:1), pucharowym nad Cracovią (4:1) i przed domowym starciem w Lidze Europy z Manchesterem City. To był szczyt nietaktu w wykonaniu poznańskich działaczy. Zatrudnienia ad hoc Jose Marii Bakero to był taki punkt zwrotny w koncepcji budowy poznańskiego zespołu. Co prawda w miarę długa praca Mariusza Rumaka pozwalała mieć nadzieję, że w Poznaniu jednak wszystko wróciło do normy, jednak teraz już trudno być tego pewnym. Niepokojące objawy, zamiast ustępować, znów się nasilają.

I być może tak się stanie, że Urban wystąpi w roli murzyńskiego chłopca wyrzuconego z pirogi na pożarcie krokodylom i za taki start zapłaci posadą. Świadczyć to będzie jednak o tym, że Lech znów zagubił koncepcję budowy drużyny. Że to racjonalne i długofalowe działanie, które miało wyróżniać ten klub – i długo wyróżniało – spośród wszystkich ligowców, zostaje zastąpione działaniami doraźnymi. Bo przecież latem budowano w Poznaniu zespół w oparciu o pomysł na grę, jaki miał Urban, a nie Latal czy inny dzisiejszy kandydat na trenera Lecha. Sprowadzano piłkarzy, których w składzie chciał mieć właśnie Urban, to jego pytano o zdanie, a nie Latala czy innego kandydata na trenera Lecha. I co? Dziś nie ma to już znaczenia?

Być może dla poznańskich działaczy nie ma. Na pewno jednak ma dla nich znaczenie, że na razie Urbanowi idzie, jak idzie. Czyli nie idzie. Ja rozumiem, że dla takiego klubu jak Lech brak gry w europejskich pucharach drugi rok z rzędu byłby katastrofą, ale czy już na pewno można stwierdzić, że z tym trenerem rzeczywiście nic się nie uda? Wystarczyły do tego cztery ligowe kolejki?

Inne artykuły o: Blogi

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli