Odwieczne pytanie: czy Milik sobie poradzi?

Autor wpisu: 30 lipca 2016 11:56

Milik po meczach bez zmrużenia oka opowiada o zmarnowanych sytuacjach, nie kaja się i nie posypuje głowy popiołem. To dobrze o nim świadczy

Arkadiusz Milik został bohaterem transferu z Ajaksu Amsterdam do Napoli za oszałamiającą kwotę oscylującą w okolicach 30 mln euro. Cena jest ogromnym zaskoczeniem, tak jak zaskakująca jest prawie cała dotychczasowa kariera tego zawodnika.

Jeszcze niedawno jedna z najbardziej wpływowych osób w naszej piłce powiedziała mi: „Milik to nie jest napastnik na wielki klub. Przecież on nie ma szybkości.”
Nazwiska autora tych słów nie będę zdradzał, rozmowa była nieoficjalna. Ot, taka luźna wymiana opinii. I żeby nie było, że robię z kogoś durnia – przytaknąłem temu argumentowi.
Dość szybko po tamtej rozmowie okazało się, że znalazł się klub ścisłej europejskiej czołówki chętny na kupno napastnika reprezentacji Polski (bo Napoli do takich klubów trzeba przecież zaliczyć). I to za horrendalne pieniądze. Milik stał się jednym z dwóch najdroższych polskich piłkarzy (obok Grzegorza Krychowiaka). Wiadomo, klasyfikacja nieco spaczona przez to, że Robert Lewandowski z Borussii Dortmund do Bayernu Monachium odszedł za darmo. Milik trafił też na dobry moment, bo Napoli za prawie trzy razy większe pieniądze sprzedało akurat Gonzalo Higuaina do Juventusu Turyn. Mogło więc pozwolić sobie na fanaberię, zwłaszcza jeśli w Polaku widzą w Neapolu podobnego napastnika.
Kilka dni temu usłyszeliśmy z kolei od Przemysława Szymińskiego, kolegi Arka z czasów gry w Rozwoju Katowice: – W przypadku Arka od najmłodszych lat nie trudno było przewidzieć, że może zrobić wielką karierę. Był zdecydowanie wyróżniającą się postacią, nawet gdy grywał ze starszymi od siebie – powiedział nam obrońca Wisły Płock.

Arek miał szczęście, że trafił na dobrą koniunkturę w Napoli. Jeszcze większe szczęście ma do ludzi, których spotyka na swojej drodze. Sławomir Mogilan, trener Rozwoju Katowice, był nie tylko trenerem, ale też w pewnym sensie zastąpił mu ojca (ten opuścił rodzinę, gdy Arek miał 6 lat). Kiedy Milik przenosił się do Ajaksu, Mogilan powiedział: – Jeżeli odejdzie stąd do innego klubu, to za jakieś 2-3 lata, jako lepszy piłkarz.
Pewnie w najśmielszych prognozach nie przewidział, że jego wartość osiągnie tak astronomiczny poziom. Czy przewidział to Adam Nawałka, który wprowadził go najpierw do pierwszej drużyny Górnika Zabrze, a później swoim uporem zrobił z niego podstawowego reprezentanta Polski? Pewnie też nie. Przypomnijmy jednak w tym miejscu – to nie Nawałka pierwszy powołał Arka do kadry, Milik debiutował u Waldemara Fornalika dwa lata wcześniej. I radził sobie całkiem nieźle.

Po debiucie w kadrze (październik 2012) był transfer do Bayeru Leverkusen, wypożyczenie i transfer definitywny do Ajaksu Amsterdam, a teraz Napoli. Wszystkie te drużyny mają dla Milika jeden wspólny mianownik – miało mu się w nich nie udać. Kibice Górnika Zabrze pewnie pamiętają jak chcieli wymusić na Nawałce, żeby posadził młokosa na ławce rezerwowych, bo nie mogli zrozumieć co trener w nim widzi i dlaczego wystawia w pierwszej jedenastce. W Niemczech było zgodnie z prognozami – Milik nie przebił się do pierwszej drużyny Bayeru, poszedł na wypożyczenie do Augsburga. Jesienią 2014 roku zagrał w meczu eliminacyjnym z Gibraltarem, biało-czerwoni wygrali 7:0, ale Arkowi nie udało się strzelić gola. Po tym spotkaniu Nawałka odbył z nim poważną rozmowę. Poskutkowało – miesiąc później strzelił jednego z goli w wygranym 2:0 meczu z Niemcami w Warszawie. Klubowo odżył w Ajaksie. Tam na szkoleniu młodzieży się znają. Wykręcił lepsze statystki od Luisa Suareza i Zlatana Ibrahimovicia – w 50 meczach zdobył 32 bramki – o 5 więcej niż Suarez i 13 niż Ibra. Choć przy porównaniach do tych napastników wielu kibiców wciąż puka się w głowę. Milik miał zresztą kilka słabszych momentów, siadał na ławce rezerwowych.

Dziś Milik przechodzi do Napoli i znowu zewsząd słyszy to samo pytanie: czy mu się uda? Umówmy się, mistrzostwa Europy nie były udane w jego wykonaniu, mógł w nich zrobić więcej. Lewa noga, po której uderzeniach piłka nienaturalnie świszczy, zbliżając się do prędkości światła, zawiodła. A patrząc na okazje, które miał, mógł nawet zostać królem strzelców turnieju. W czym więc nadzieja, że odnajdzie się w tak trudnej dla ofensywnych piłkarzy lidze, jak Serie A? Co rzuca się w oczy w jego zachowaniu od dłuższego czasu, to mocne nerwy. Często tak bywa z piłkarzami, że gdy zmarnują jedną, czy drugą okazję, znikają na resztę spotkania, jest już po nich. Spuszczona głowa, granie na alibi, unikanie odpowiedzialności, chowanie się za plecami kolegów.
Z Milikiem jest inaczej. On nauczył się innego myślenia. Po pudle wie, że ma się podnieść i szukać kolejnej okazji. Czasem szuka jej nawet zbyt egoistycznie, nie zauważa kolegów. Z drugiej strony – przecież mówią, że prawdziwy napastnik musi być egoistą. A po meczach Milik bez zmrużenia oka opowiada o tych zmarnowanych sytuacjach, nie kaja się i nie posypuje głowy popiołem. A jeśli się tłumaczy, to ma w tym umiar. I to dobrze o nim świadczy. Cierpliwość i odporność psychiczna będą mu potrzebne we Włoszech.

Inne artykuły o: Blogi | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli