Konrad SIUDA: Ucieczka z muzeum

Autor wpisu: 16 września 2016 15:28

Jednak do tego musiałby być to zgrany zespół ludzi z trenerem na miarę Leonidasa. Tyle że ani legioniści nie byli tak waleczni jak 300 Spartan, ani Hasi nie okazał się Leonidasem.

Kilka dni minęło i tyłek zlany przez Borussię przestał dolegać na tyle, by można było usiąść. Rany zadane dumie również zagoiły się na tyle, że krew i złość oczu już nie zalewa.

Rozumiem, że kibice zachowują się jak zdradzony kochanek, gdy okazuje się, że obiekt miłości nie jest tak idealny jak doskonałe uczucie, jakim go darzymy. Uczciwie powiedziawszy, nadzieja jest matką głupich, ale każda matka kocha swoje dzieci. Miała być nowa odsłona „Kariery Nikodema Dyzmy”. Znajdujemy zaproszenie na elegancką imprezę, wchodzimy z przytupem i rwiemy królową balu ku zdziwieniu stałych bywalców, ludzi z wielkiego świata. Przy okazji dostajemy mnóstwo kasy i odjeżdżamy z fasonem, czując na plecach zawistne spojrzenia towarzyskiej śmietanki. Słowem, nieznany nikomu prowincjusz dzięki sprytowi i talentom pokonuje smoka oraz otrzymuje rękę królewny i pół królestwa. A jak teściu wykituje, to całe.

Halo, pobudka! Piękny ten sen, ale nierealny. Nie zgadza się nic, poza tym, że w Lidze Mistrzów jesteśmy prowincjuszem. W tym światowym towarzystwie raczej pryszczatym podrostkiem niż majętnym księciem, pięknym jak amant filmowy, na widok którego najpiękniejsze panny mdleją, ściskając majtki w garści. Fakt, że Legia dostała się do fazy grupowej jest bardziej szczęściem niż wypracowanym sukcesem. To, że udaje się ściągnąć jabłko ze straganu, nie oznacza, że z taką samą łatwością zwędzimy kolie u jubilera. Mam nadzieję, że fontanna wody sodowej nie wytrysnęła przy Łazienkowskiej. Marzenia mają swoją wartość i warto o nie walczyć, ale dobrze znać swoje siły i oddzielać marzenia od planów. Oglądając kolejki ligowe przed meczem z Dortmundem, trudno było znaleźć podstawy do tego, że zlejemy tyłek tuzom europejskiego futbolu. Legia ze zmiennym szczęściem radziła sobie w lidze, w której jest dominującym klubem od wielu lat. Można oczekiwać, że wyzwanie spowoduje zwarcie szyków i poniesie drużynę.

Jednak do tego musiałby być to zgrany zespół ludzi z trenerem na miarę Leonidasa. Tyle że ani legioniści nie byli tak waleczni jak 300 Spartan, ani Hasi nie okazał się Leonidasem. Nie wierzę, by ta drużyna rozgromiła Real i Sporting. Nie widzę realnego sposobu, jak miałoby się to stać. Kto i jakimi siłami miałby to przeprowadzić. Uczciwie przyznaję, że liczyłem się z przegraną. Finał był, jaki był, czyli dostaliśmy lanie jak koza za obierki. Nie ma co rozpamiętywać starych sukcesów i zachwycać się, jaka to kiedyś była drużyna. To historia i jej miejsce jest w muzeum. Sam chętnie wspominam czasy młodości, kiedy to kobiety mnie zauważały. Teraz mogę liczyć najwyżej na atencję parkingowych. Czas leci, mogę się wzruszać nad starymi fotografiami, ale bardziej mnie interesuje jutrzejsze śniadanie niż wczorajszy obiad, choćby najsmaczniejszy.

Bolesne było to, że porażka była tak wysoka, czym jasno dano nam do zrozumienia, że nie jest to nasze miejsce. Jeszcze nie jest. Przy okazji awansu Legia dostała potężny zastrzyk finansowy. I pewnie jeszcze jakąś kasę dostanie. Jeśli założyć, że w każdej bajce jest ukryta nauka, to warto się pochylić i zebrać tę wiedzę. Zamiast rozpamiętywać klęskę, warto zamienić złość na zapał i wykorzystać zdobyte środki do budowania drużyny godnej europejskich pucharów. Zapewnienie sobie stałego miejsca w rozgrywkach, czy LE, czy LM powinno być celem. Skoro już, dzięki uśmiechowi losu, rozbiliśmy bank w kasynie, to nie przebalujmy tej kasy. I tu ukłon w stronę włodarzy klubu, bo ciężka robota przed nimi. Nie wiem, jaka koncepcja jest najlepsza. Czy znaleźć Napoleona, doskonałego stratega i wielkiego przywódcę, czy wynająć 300 Spartan, czy może kupić Leonidasa, co bez strachu poprowadzi garstkę wojowników na wrogie hordy. Tak czy owak, trzeba mieć plan. O ile kibice jakoś przeżyją brak sukcesów (tutaj remisy autorytatywnie przesuwam do kategorii sukcesów) w tej edycji Ligi Mistrzów, o tyle nie wybaczą słabej drużyny, miernego trenera, a przede wszystkim braku woli walki w kolejnych edycjach. Szkoda zmarnować okazję na dołączenie do elity. A jak już do niej dołączymy, to nie będziemy musieli znajdować zaproszeń na bankiety. Będą przychodziły pocztą.

Inne artykuły o: Blogi | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli