Grzegorz KALINOWSKI: Po drugiej stronie globusa

Autor wpisu: 15 września 2016 16:21

Nawet po wyprawie do Niecieczy pomyślałem, że to tylko kwestia odblokowania. No i odblokowali się. Pojechali w dół bez hamulców.

Dobra Żona to taka Żona, która potrafi starego, czyli męża do czegoś przymusić, a ten choć się do tego nie przyznaje na koniec dnia (a może nawet i życia) jest zadowolony. Na przykład chce taki napisać o „redebiucie” Legii w Lidze Mistrzów, a wychodzi na to, że przez nieodpowiedzialne zachowanie Żony piszę o ponownym spotkaniu z zespołem „ace piorun dece”.

Kibic jak dziecko, stale czeka na jakąś gwiazdkę z nieba, na choinkę z prezentami. Liga Mistrzów to taka choinka, mityczna, obwieszona pięknymi bombkami, błyszcząca jak nie wiadomo co. Na czubie Messi albo Ronaldo poniżej Lewy i cała reszta. Cukiereczek, świecidełko, normalnie bajka. Na polską choinkę czekałem lat dwadzieścia, a na warszawską dwadzieścia jeden. Ale jak Kucharczyk przegonił na pełnym gazie dzielnych półamatorów z Irlandii i palnął na 1:1 to nawet się nie ucieszyłem. Raczej wkurzyłem dlaczego tak późno. No i przeraziłem się, co będzie dalej, bo strach był. I martwiłem się też, że ciąg dalszy będzie beze mnie. Wyszedł nam wyjazd do Nowego Jorku, no i wiadomo, kto i w co strzelił i czego nie będzie. Choinki.

Strzeliłem więc sobie nagrodę pocieszenia. W 25 lat po koncercie AC/DC w Chorzowie i w niewiele mniej po występie Guns N‘ Roses w Pradze zachciało mi się zobaczyć cyrk rockandrollowych pierników w Nowym Jorku. Po wyjściu z samolotu zastanawiałem się, czy nie wyjdę na tym jak Zabłocki na mydle, ale już pierwsze połączenie z siecią rozwiało wątpliwości. Kwadrans do końca i 0:5. Bałem się tego meczu, ale nie wieszałem psów na Hasim. Bo nie można skreślać, nie można być uprzedzonym i takie inne. Nawet po wyprawie do Niecieczy, która wyglądała jak kolejny skok Gangu Olsena na pustą kasę, pomyślałem sobie, że to tylko kwestia odblokowania. No i odblokowali się. Pojechali w dół bez hamulców. Na koniec 0:6 i ból tylnej części ciała. U jednych ból, u innych radosna polewka, może z wyjątkiem połowy Łodzi, bo „Widzew 0-9 zgłoś się“ miał szansę zejść z afisza. Ale Arek Malarz uparł się, że nie tym razem. Nic straconego, szanse i to poważne są. Niedługo Real, a Cristiano lubi pastwić się nad słabymi. Nigdy nie myślałem, że będę tęsknił za Maciejem Skorżą, ale gdyby tak ktoś go widział na trasie Warszawa – Radom, niech da znać do klubu, bo po meczu z Zagłębiem Lubin może to być cenny kontakt. A po kolejnym z Wisłą wręcz konieczny. Chyba, że pan Hasi zatrzaśnie się w domu, a skład zostanie wybrany tak jak to było w najlepszych latach: Rado, Arek, Pazdek i Niko usiądą w „garażu“ walną browara i sms-em wyślą kierownikowi jedenastkę.

Nie obejrzałem jeszcze skrótu meczu, a w tutejszych gazetach można przeczytać tylko o meczu Hilary-Donald, o mistrzach miejscowej odmiany palanta, futbolu z jajowatą piłką, oraz o grzejących silniki chłopakach z NHL i NBA. Można też sobie tłumaczyć ból głowy „jet lag“ oraz decybelami. Decybele były cenne. „Ace piorun dece” zagrali ładnie, a pan Axel Rose choć wspomagał się prompterami (naliczyliśmy pięć) dał radę. Żona skwitowała wygląd muzyków słowami „ale dziady“, a ja zripostowałem „ale potrafią grać“. Potrafią w rzeczy samej, nie da się ukryć. Ogrzewane w MSG (Madison Square Garden) kotlety AC/DC smakowały, a słowa wokalisty na powitanie z publiką zapamiętam do końca życia; „MSG, a nice place to be“. Masz Pan rację, panie Rose, mogłem zamiast w MSG być przy Ł3 i przeżywać koszmar, a tak zobaczyłem kawał solidnego rzemiosła. Dziękuję Ci Żono za to, że jesteśmy daleko od tego wszystkiego i nie będę protestował wychodząc do opery i na Broadway. Pójdę nawet do cholernego Central Parku zobaczyć Króla Juliana i Pingwiny. Zniosę to z godnością, bo wiem, że są gorsze rzeczy.

P.S.
Dziękuję także Wam, nowojorscy przyjaciele, że załatwiliście dobre miejsca na mecz Waszego New York City FC. Pooglądam sobie futbol bez zobowiązań i zbędnych nerw, wiem, że nikt nikogo nie zagazuje, a ja nie będę się musiał wstydzić za piłkarzy. Dziękuję także ekipie NYFC, że wiosną wzięła w derbach od Red Bulla 0-6, przez co Kochani Znajomi nie będą robić wycieczek do wtopy Legii z BVB. Oni też mają swój ból tyłka. Taki jest futbol i to nawet po drugiej stronie globusa.

Inne artykuły o: Blogi

Inne w tej kategorii

Blogi Mistrzostwa Świata 2018 Reprezentacja Co ten Nawałka narobił… Chciał? No to ma!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli