Czternastka

Autor wpisu: 25 marca 2016 09:46

Potrafił być ostry dla działaczy i niemiły dla kibiców, a jego pyskatość i pewność siebie były równie legendarne, jak gra w piłkę.

O Johanie Cruyffie napisano wczoraj i dziś prawie wszystko, a po tym co napisał Krzysztof Budka (czytaj TUTAJ) ciężko wymyślić coś odkrywczego, ale spróbuję.

Kiedyś numery piłkarskich koszulek miały moc urzędową. O dychę bili się niemal wszyscy, „bo dycha, to była dycha“. Ten numer był wszystkim, bo dziś grał z nim w reprezentacji czy twoim klubie iksiński a jutro igrekowski. Nieważne, jak się nazywał, bo wiadomo było, że ten numer dostawał najlepszy. Czarowne były też piątka i siódemka. Piątka miała magię dla Latynosów, bo brazylijski volante to był „ktoś”, a siódemka była symbolem skrzydłowego. Każdy z numerów coś znaczył, bo koszulki i numery były przypisane do pozycji a nie do nazwisk.
Dla nas wszystko zmieniły mistrzostwa świata w Niemczech. Wtedy to, w roku 1974, zrobiono prawdziwą rewolucję, bo numery zostały przypisane piłkarzom na cały turniej. Niektóre reprezentacje, jak na przykład Niemcy, już przed turniejem wytypowały pierwszą jedenastkę przydzielając faworytom numery od 1 do 11. Dzięki temu bramkarz Sepp Maier grał po bożemu, z jedynką, a lider zespołu Gunter Netzer rzecz jasna z dziesiątką. Dla Gerda Müllera zabrakło numeru, wziął więc trzynastkę. Później okazało się, że Netzer był tylko statystą, a Müller jednym z architektów sukcesu.
Były też reprezentacje, które podparły się alfabetem (na przykład Argentyna i Holandia), inne jak Polska szły pełnymi formacjami. Tomaszewski grał w bramce z numer 2, lider zespołu Deyna miał 12, a Lato siódemkę zamienił na 16. Szarmach jako klasyczna dziewiątka grał zaś z siedemnastką. Kto miał „dychę“? Adam Musiał! Od tej imprezy numery zyskały nowe znaczenie, 12, 16 i 17 zrobiły się w Polsce bardziej sexy. To była rewolucja, spóźniona rewolucja, bo wszystko co było rewolucyjne w futbolu przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych było dziełem Holendrów. Johan Cruyff grał na mistrzostwach z czternastką, choć według układu alfabetycznego przysługiwała mu… jedynka. Nie było bowiem w zespole nikogo na litery „a”, „b“ i „c“. Czemu więc czternastka? Bo był nią od czterech lat, choć wcześniej nosił stygmatyzującą środkowych napastników dziewiątkę. Skąd ten pomysł? Wszystkiemu winien przypadek. 30 października 1970 przed meczem z PSV zgubiła się koszulka z numerem siedem, którą zakładał Gerrie Muhren. Cruyff oddał mu swoją z numerem 9 i sięgnął do kosza z koszulkami dla rezerwowych. Wypadła ta z numerem czternastym i tak już zostało.
Z tego dziwactwa próbowała go wyleczyć Barcelona, która przydzieliła mu dziewiątkę. Na próżno, Cruyff wrócił do czternastki. Był uparty i nie był aniołem. Gdy Ajax nie chciał go puścić do Barcelony, zaszantażował klub i zagroził zakończeniem kariery. Potrafił być ostry dla działaczy i niemiły dla kibiców, a jego pyskatość i pewność siebie były równie legendarne, jak gra w piłkę. Kibicowi z Polski, który na początku lat 70. dotarł pod stadion Ajaxu, nie poświęcił nawet chwili. – Przyjechałem z Polski – prosił kibic. – I co z tego? – odpowiedział Johan przechodząc obok niego.
Działacze mieli jeszcze trudniej, bo szantażowanie Ajaksu było niczym wobec nacisków na holenderski związek piłki nożnej. W roku 1974 Johan Cruyff miał na mistrzostwach nie tylko swój ulubiony numer, ale i szytą dla siebie koszulkę. Dziś nie do pomyślenia, ale Cruyff odmówił gry w stroju Adidasa, bo miał podpisany kontrakt z Pumą. Specjalnie dla niego przygotowano trykot z dwoma paskami. Kto nie wierzy, niech przejrzy zdjęcia z roku 1974. Ale na to, co było więcej niż wybrykami, godzono się, bo Johan był bogiem piłki. Kibic którego delikatnie mówiąc olał nie czuł do niego pretensji. Facet był i jest nadal kibicem Ajaksu i wyznawcą Cruyffa.
Z kolei kluby wielkiego Johana, ten z Amsterdamu i ten z Barcelony nie podejmowały z nim polemik, mimo że za krytykę, jaką je poddawał, każdemu innemu zamknięto by przed nosem bramy stadionu.
Tolerowano pasję, z jaką próbował kierować klubami, siedząc na tylnym siedzeniu. Wybaczano mu wszystko, bo dawał jeszcze więcej, odmienił futbol nie tylko jako gracz, ale także jako trener. Jedynym człowiekiem, który miał porównywalny wpływ na piłkę nożną, co Cruyff, jest Beckenbauer, lecz Cesarz jako gracz nie miał finezji Johana, a jako trener nie stworzył nowej jakości. Bez Cruyffa nie byłoby Barcelony, jaką znamy, najlepszego od blisko ćwierćwiecza zespołu świata. Nie byłoby sukcesów reprezentacji Hiszpanii, ani stylu gry, którego przynajmniej elementy próbują naśladować tysiące trenerów. W latach swojej piłkarskiej świetności z banalnej czternastki stworzył numer kultowy, symboliczny. Gdy Real próbował namówić Deynę do wyjazdu do Madrytu podarowano mu koszulkę z numerem czternastym właśnie.
Czy będzie miał następcę, człowieka który będzie zarówno genialnym zawodnikiem jak trenerem, dyrygentem na boisku i dyrygentem na ławce? Messi jest równie znakomity, co on, zresztą Cruyff komplementował Argentyńczyka podkreślając, że w przeciwieństwie do Ronaldo nie myśli wyłącznie o sobie, lecz o zespole. To ich z pewnością łączy i obrazuje wielkość, ale czy Messi będzie równie dobrym trenerem? Czy w ogóle będzie trenerem?
Będą zapewne gracze porównywalni z wielkim Johanem, będą też trenerzy którzy dokonają rewolucji, ale czy będzie ktoś, kto połączy te dwa talenty? Nie ma wątpliwości, że odszedł człowiek wielki. Wielki i niezastąpiony.

 

Inne artykuły o: Blogi | Polecane

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli